sobota, 21 października 2017

Książki, których nigdy nie dokończę

Razi mnie brak polskich znaków, ale czego się nie robi dla fajnej czcionki xD

Pomysł na ten post przyszedł raczej dość niespodziewanie. I dość dawno temu. Zapisałam sobie tylko tytuł w wersjach roboczych z zamiarem powrócenia do niego... kiedyś. I to kiedyś właśnie nastało! Choć robiąc tę listę, myślałam, że tych książek będzie jednak więcej xD Wydawało mi się, że o wiele więcej powieści przerwałam xD (pomijając lektury szkolne naturalnie) Chyba że po prostu ich tytuły uciekły mi z pamięci...
Ogólnie jeszcze parę lat temu (a może i nawet parę miesięcy temu xD) miałam inne nastawienie do kończenia zaczętych pozycji niż teraz. Kiedyś niemożliwością było dla mnie przerwanie powieści i nie doczytanie jej! Męczyłam się z niektórymi pozycjami (chociażby cała seria (!) Jutro...), byle tylko je skończyć... Ale któregoś razu doszłam do wniosku, że to przecież nie ma sensu. Dlaczego mam czytać coś, co mi się nie podoba? Po co marnować na to czas? Nie lepiej poszukać książki, która naprawdę mnie zaciekawi, naprawdę mnie wciągnie, naprawdę mi się spodoba? I tak właśnie teraz myślę. Nie podoba mi się, nie czytam. Życie jest krótkie, nie mogę go zmarnować na niefajne książki ;)
Po tym (przydługim nieco...) wprowadzeniu, zapraszam Was na moją listę książek, których nigdy nie dokończę ^_^

CÓRKA KRWAWYCH (Anne Bishop)

Znalezione obrazy dla zapytania córka krwawych

Generalnie jestem osobą, którą łatwo zadowolić. Większość powieści, które czytam, raczej przypadają mi do gustu. Zawsze niemalże automatycznie zwracam uwagę bardziej na zalety niż wady. I dlatego pomyślcie sobie, jak bardzo książka musi być zła, jeśli jej nie skończyłam... xD (żartuję, choć nie mogę zaprzeczyć, że coś w tym jednak jest xD)
To co było nie tak z Córką krwawych?
Żeby to jedna rzecz...
Czytałam (jakieś 150 stron chyba dałam radę xD) ją jakieś dwa lata temu, ale mniej więcej pamiętam, co mi nie odpowiadało. Przede wszystkim brak akcji!!! Dlaczego w tej książce akcja była rozwleczona jak stado żółwi ścigające się w wyścigu pt. kto ostatni będzie na mecie, ten wygrywa? (xD) Bo sam pomysł nie był zły, ale jego wykonanie... A tylko trochę więcej by się działo i już lepiej by się to czytało. Poza tym bohaterowie. Nie pamiętam już dokładnie, ale nie mogłam ich znieść. Kojarzę, że mnie irytowali, ale powód nieco zatarł mi się w pamięci. I był tam też chyba raczkujący wątek miłosny między dzieckiem a dorosłym mężczyzną. Czy jakoś tak. Ogólnie brak jakiejkolwiek akcji najbardziej mnie tu raził.

AMORE 14 (Federico Moccia)

Znalezione obrazy dla zapytania amore 14

Tę pozycję również czytałam już dość dawno temu, chyba nawet jeszcze wcześniej niż Córkę krwawych. Kojarzę, że doczytałam jakoś 100 stronę i się poddałam. Tutaj najbardziej wcale nie ponarzekam na akcję, ale na bohaterów! Na lubimyczytac.pl napisałam, że tak pustych i płytkich bohaterów w literaturze jeszcze nie spotkałam. I chyba do tej pory się z tym zgodzę. Serio. Ta główna bohaterka... Pusto w głowie, liczyły się dla niej same błahe rzeczy i tej jej paplaniny to ja nie mogłam czytać... Przez to i akcja była raczej... mało ambitna. Jedyne, co zapamiętałam z fabuły to jak główna bohaterka opowiadała koleżankom swoje pierwsze seksualne doświadczenie. I było to dla niej niesamowicie ważne osiągnięcie.

DAM_RADĘ.BLOG

Znalezione obrazy dla zapytania dam_radę.blog

Gdyby nie biblioteka, to bym nawet nie wiedziała o istnieniu tej książki xD Wy pewnie o niej również nie słyszeliście. I ja też bym chciała wcale o niej nie wiedzieć... Sztuczna, nudna pozycja. Nie wiem nawet, któż jest autorem tej oto powiastki. Przeczytałam prawie sto stron i czułam się niesamowicie zdezorientowana - coś w stylu - ale o czym ta powieść właściwie jest? xD Wymuszony humor, wymuszony slang, niekiedy zupełnie niepotrzebne wulgaryzmy. Główna bohaterka prowadziła blog i dawała tam rady swoim rówieśnikom i jakoś po tym, jak przeczytałam jej radę o wyciskaniu pryszczy, to się poddałam. Ta pozycja to zdecydowanie pomyłka. 

KLĄTWA PRZEZNACZENIA (Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka)

Znalezione obrazy dla zapytania klątwa przeznaczenia

To się teraz zacznie... xD Ale ta pozycja to chyba moje rozczarowanie życia, do tej pory nie mogę przeboleć, jak bardzo zła okazała się ta książka. Ponieważ chyba jeszcze nigdy mój szósty książkowy zmysł tak bardzo się nie pomylił. Wiecie, ja raczej okazjonalnie współpracuję z wydawnictwami. A jeśli już, to biorę książki, które najprawdopodobniej mi się spodobają. A Klątwę przeznaczenia chciałam przeczytać. Bardzo. Więc kiedy jakoś tak wyszło, że dostałam propozycję współpracy z autorkami, to się zgodziłam... Cała podekscytowana zaczęłam czytać, z myślą "ależ będzie fajnie, 800 stron szczęścia"...
...
nie
...
Już po pierwszych stronach mój entuzjazm opadł. Pomijając już drażniący sposób narracji, do którego nie przywykłam, nawet jeśli przeczytałam 400 (!) stron. Ale główna bohaterka... Arienne tak mnie irytowała od pierwszej chwili, w której się pojawiła, że nie mogłam z nią wytrzymać! Strachliwa, niepewna, z super wielką mocą. Gdyby to jeszcze zostało umiejętnie skonstruowane, ale niestety... A co do bohaterów - to ogólnie nie mogłam ich zdzierżyć. Potem Arienne zeszła trochę na drugi plan co do irytowania mnie, a jej miejsce zajął... Severo! Nie mogę pojąć, dlaczego fanki książki się nim zachwycają. Znów - nieumiejętnie poprowadzona kreacja. Autorki wyposażyły go w sztuczny humor, który do niego bardzo nie pasował. Do tego jego brutalność i okrutność... I ten tragiczny, TRAGICZNY wątek miłosny... Nie będę już spoilerować, choć może słyszeliście o jego podstawach, które są tak śmieszne i absurdalne, że ja nie wiem, jak można było stworzyć na tym związek. I jeszcze ich różnica wieku... 20 lat to jednak trochę dużo, czyż nie? Może bym to i przebolała, gdyby nie fakt, że Arienne miała 16 lat, a Severo 36... A wisienką na torcie była wlekąca się akcja. Tyle niepotrzebnych scen, niepotrzebnych momentów, nie wnoszących nic do fabuły... Nie napisałam recenzji tej pozycji, tylko dlatego że jej nie skończyłam. Z autorką na szczęście udało mi się dogadać i nie wyszedł z tego jakiś dramat. W każdym razie nigdy wcześniej aż tak nie zawiodłam się na książce i nie wiem, czy jakaś kiedyś przebije ten poziom rozczarowania.



Wybaczcie mi ten słowotok xD Musiałam się wypisać. Tym samym, tak w ogóle, dotarliśmy do końca tego zestawienia. Ten post nie miał na celu obrażenia kogokolwiek, naturalnie. To tylko moja subiektywna opinia, a jeśli się z nią nie zgadzasz - zapraszam do komentowania ^_^ Liczę na jakąś dyskusyjkę xD A jeśli się zgadzasz - również zapraszam do komentowania! Ponarzekajmy razem xD

Zapraszam również na fanpage, na którym znajdują się różne fajne rzeczy, a m.in. najświeższe informacje o blogu :D
I zapraszam również na instagrama, który jest w połowie blogowo-książkowy, a w połowie nieco osobisty, choć oficjalnie obowiązuje tylko pierwsza część xD Generalnie to właśnie tu możecie się dowiedzieć jeszcze świeższych informacji niż na fanpage'u xD

niedziela, 8 października 2017

Friendzone - Sandra Nowaczyk [Book Tour]

Zdjęcie mego autorstwa

Tytuł: Friendzone
Autor: Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 405
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: -

O czym jest książka? (według Meredith)
Tate i Griffin przyjaźnią się od dzieciństwa, są ze sobą zżyci, wszystko robią razem i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Przychodzi jednak taki moment... a staje się to na balu maskowym, kiedy zatańczyli razem taniec... oczywiście byli zamaskowani, nie wiedzieli, z kim naprawdę tańczą (oj niektórych może to razić, ale mnie nie xD), kiedy coś się między nimi zmieniło. Poczuli chemię i wzajemny silny pociąg do siebie, ale - wowowow - gdy zdjęli maski i zobaczyli swoje twarz, zrobiło się nieco niezręcznie. Po takim incydencie oboje próbują dojść do porozumienia ze swoimi uczuciami, bardzo sprzecznymi uczuciami. A sytuacja jest też o tyle bardziej skomplikowana, że oboje są w związkach... + do tego wszystkiego należy dodać również historię kuzynki Tate, Paige. 


Bohaterowie
Niestety pod tym względem autorka się nie popisała... Zupełnie nie zżyłam się z bohaterami, czytałam o nich, ale nie przeżywałam tego, co oni; nie wczuwałam się w ich sprawy; Sandra Nowaczyk nie potrafiła mnie zaczarować. Ich kreacja również nie zachwyca. Tate (to imię się ostatnio często pojawia w tego typu książkach xD) nie polubiłam. Początkowo była mi obojętna, ale później zaczęła mnie nieco irytować. Sama nie wiem, za bardzo dawała się ponosić emocjom i trochę... przesadzała z reakcjami? Tak bym to nazwała. Natomiast Griffin miał potencjał co do tego, bym obdarzyła go sympatią. Ale ostatecznie pozostał mi obojętny; a bardziej w drugiej części książki zaczął mnie drażnić swoją głupotą i swoim zachowaniem ogólnie. Nawet Paige, kuzynka Tate, która mogła być świetną postacią, została potraktowana dość płytko, autorka powinna jeszcze bardziej się w nią wgłębić i bardziej emocjonalnie oddać jej sytuację.


Fabuła
Natomiast fabuła... Troszkę tu coś poszło nie w tą stronę, moim zdaniem. Oczekiwałam romansu i to dobrego romansu, ponieważ bal, przyjaźń rodząca się w miłość, myślałam sobie 'wooow, świetny pomysł!', a nie do końca to dostałam... Gdy zaczęłam czytać, czekałam tylko na scenę balu. Która, nawiasem mówiąc, pojawiła się koło 70 strony. Do tego momentu właściwie nic się nie działo i uważam, że można by to wprowadzenie nieco skrócić i byłoby znacznie ciekawiej. Sama scena balu była chyba najlepsza w tej książce, tylko ona wywołała we mnie jakieś emocje i myślałam sobie 'taaak! w końcu!! teraz wszystko się rozkręci i będzie super!!'. I wiecie co? Jednak nie było super. Czułam ekscytację w związku z tym, że relacja między głównymi bohaterami się skomplikowała i chciałam jakiejś akcji, wydarzeń, w które mogłabym się wciągnąć. Szybko się jednak przekonałam, że autorka wróciła do tempa sprzed sceny balu i się naprawdę rozczarowałam. Uważam, że jak na romans we Friendzone jest naprawdę mało... romansu! Sandra Nowaczyk bardzo skupia się na innych problemach bohaterów i nie mówię, że to źle, ale, kurczę, co za dużo, to niezdrowo! Co najmniej połowę tych scen można by wyrzucić i nic takiego by się nie stało. Z tego powodu fabuła zaczęła mnie nudzić i ani razu po scenie balu mnie właściwie nie wciągnęła.


Kilka słów na koniec
Styl autorki jest bez szału, moim zdaniem. Niczym się nie wyróżniał, cechował się prostotą. Choć czasem Sandra Nowaczyk w bardzo fajny sposób, nieco poetycki nawet, opisywała uczucia bohaterów czy pewne sprawy z życia człowieka. Może gdyby Friendzone byłoby zabawniejsze, to lepiej bym je odebrała, ale niestety, powieść zawierała chyba zerowy poziom humoru. Na szczęście całość całkiem szybko się czyta. Bardzo spodobały mi się również fragmenty piosenek wstawiane po każdym rozdziale - nadawało to specyficznego klimatu książce i oceniam to jak najbardziej na plus. A jeśli chodzi o same rozdziały - to naprzemiennie narrację prowadzili Tate i Griffin, w czasie teraźniejszym.
Friendzone nieco mnie rozczarowało, nie będę ukrywać. Gdyby było więcej romansu w książce, która miała być romansem, to z pewnością bardziej by mi się spodobała. Ta pozycja nie zostanie czymś, co zapamiętam do końca życia, ale nawet miło się ją czytało. Oczywiście do czasu, kiedy zrobiło się straszliwie nudno, wtedy aż tak miło nie było... Tak czy inaczej to nie jest zła książka, ale zupełnie dobra też nie.

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania książki pięknie dziękuję Michalinie z bloga Książkowy świat!! *A tu jest link do akcji* ^_^ (i naprawdę bardzo Cię przepraszam za te moje opóźnienia :o)

To jak? Czytaliście książkę?
----TAK: Podobała Wam się? Czy sądzicie tak jak, że zbyt mało romansu tam było? xD I co możecie mi powiedzieć o bohaterach?
----NIE: Zamierzacie? Dlaczego tak/nie? ^_^
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA