sobota, 9 grudnia 2017

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął - Jonas Jonasson


Tytuł: Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Autor: Jonas Jonasson
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 416
Rok wydania: 2009 (ogólnie), 2011 (Polska)
Seria/cykl: -

Życiowa podróż szwedzkiego Forresta Gumpa po ostatnich stu latach losów świata. Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości....

Bohaterowie
Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął obfituje w całą gamę przeróżnych postaci. Z naciskiem na przeróżnych. Znajdziemy tu postacie zarówno fikcyjne, jak i historyczne. Powiem Wam, że to świetne połączenie! Takie wymieszanie stworzyło aurę wyjątkowości i dodało książce większego uroku. Jeśli chodzi o samą kreację bohaterów, to sama nie wiem, co powiedzieć. Nie odczuwałam, żeby to były postacie papierowe, a odbierałam ich jako prawdziwych ludzi, którzy zawładnęli w danym czasie moją wyobraźnią. Allan, nasz stulatek, to bohater bardzo... specyficzny xD Ma niesamowitego farta, ale dla mnie to na plus, ponieważ dzięki temu akcja powieści była szalenie ciekawa. Do tego dochodzą przyjaciele z jego paczki: Julius, Benny, Ślicznotka i inni... Poczytać możemy także o takich osobistościach jak Truman, Churchill, Stalin, Mao Zedong... Zostali oni wplątani do fabuły w naprawdę niesamowity sposób i ja jestem pod wrażeniem.


Fabuła
Jedno jest pewne: ta książka naruszała w sposób bardzo gwałtowny granice mojej moralności xD Ale na szczęście jestem człowiekiem z dystansem do siebie, więc przeżyłam to. Może dlatego tak bardzo byłam zszokowana niektórymi wydarzeniami, ponieważ w ogóle ich się nie spodziewałam? Zostałam naprawdę mocno zaskoczona i nie mogę tego uznać za wadę. A to, że przy okazji moja moralność nieco na tym ucierpiała, to szczegół... Stulatek, który wyskoczył przez okno dzieli się na dwie części, które się ze sobą przeplatają. Jedna to teraźniejszość, czyli co się dzieje po tym, jak Allan ucieka przez okno. A dzieje się naprawdę sporo, akcja goni akcję, w żadnym wypadku nie jest nudno, autor ciągle nas zaskakuje. Druga część natomiast opowiada o życiu stulatka. To cudowna podróż po XX wieku (szczególnie cudowna dla fanów historii!), opisująca życie Allana, które było naprawdę, naprawdę, naprawdę niezwykłe. To wtedy poznaje władców różnych państw, wplątuje się w różne konflikty i sytuacje polityczne, po czym próbuje się z nich wydostać... Czytałam o tym wszystkim z zapartym tchem, z zainteresowaniem i nie mogłam się nadziwić, że książka o tak dziwnym tytule i niejasnym opisie, w istocie okazała się taka świetna!


Kilka słów na koniec
Ta powieść jest specyficzna, zapewne więc nie przypadnie do gustu każdemu. Autor opisuje toczące się wydarzenia w sposób komiczny, niemalże prześmiewczy i... czy to był czarny humor? xD Szczerze mówiąc, to mam problem z tym pojęciem i nie wiem, czy to określenie na pewno dobrze to obrazuje... Ale humoru stanowczo nie zabrakło! Ja nieraz się zaśmiałam i to bardzo, bardzo, bardzo duży plus! Choć bez zabawnych elementów książka dużo by nie straciła, ale z humorem zyskuje jeszcze więcej. Narracja jest trzecioosobowa, w czasie przeszłym, jeśli kogoś by to interesowało. Na pewno nie zapomnę tej pozycji, tej zupełnie szalonej przygody, jaką przeżyłam! Choć całość czytałam jakoś ponad tydzień, ale nie sugerowałabym się tym - ponieważ gdyby zsumować czas poświęcony książce, wyszłyby pewnie jakieś trzy dni :D
Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął to zaskakująca, szalona, specyficzna książka. Z ciekawymi bohaterami i jeszcze ciekawszą fabułą. Bardzo zabawna i niesamowicie wciągająca. 
Polecam!

Ocena: 8/10

Hej ho, hej ho! 
Czytał może kto?
xD
Dzielcie się przemyśleniami w komentarzu! Podobało Wam się czy też nie? Dlaczego?
A może dopiero macie w planach przeczytanie? Co Was przyciąga do tej pozycji albo odpycha?
Chcę poznać Wasze zdanie! ^_^
A może oglądaliście film? Ja jeszcze nie, ale nadrobię to... kiedyś :D

niedziela, 3 grudnia 2017

Mini Maratonowy TAG książkowy v3


Cześć, kochane ludki <3
Powinnam była zrobić ten TAG już dawnooo temuuu, ale hm, jakoś... nie wyszło? xD Ważne jest chyba to, że w końcu go wstawiam, prawda? Mam nadzieję xD
To już trzecia edycja TAGu, które stworzyły dziewczyny z grupy Mini Maratony Czytelnicze, do której serdecznie zapraszam, to świetne miejsce! Nie trzeba mieć bloga, wystarczy kochać książki <3

Ola K., czyli książkowa grupa najlepszych przyjaciół (Jellyfish)

Oczywiście, pierwsza kategoria, a ja już mam problemy!! Muszę się rozruszać xD Dawno w ogóle nie robiłam TAGu... Oczywista oczywistość sama nasuwa się na myśl (Harry Potter), ale postaram się być bardziej oryginalna xD Mam! Nila, Alla, Sambor, Dalko i Wodniczka z Niepowszednich <3 Oni to byli nawet jak rodzina :D

Znalezione obrazy dla zapytania niepowszedni

Jellyfish, czyli książka, którą chcesz w końcu przeczytać (Ola K.)

Ojej, ale że jedna? Mam sporo książek, które z chęcią bym w końcu przeczytała... xD Ale może postawię na Wyścig śmierci albo Serafinę, bo zaczęłam czytać te powieści i coś skończyć ich nie mogę xD

Znalezione obrazy dla zapytania serafina książka

Meredith, czyli najlepszy retelling bajkowy (KittyAilla)

Powiedzcie prawdę: czy jest tu ktoś, kto nie domyśla się, co za książkę dopasuję do tej kategorii? xD Strzelajcie w komentarzach xDDDD

KittyAilla, czyli bohater, który świetnie pisze (książki, wiersze, opowiadania etc.) (Meredith)

Och nie... czyżbym miała polec na kategorii wymyślonej przeze mnie? ;x Musiałam zajrzeć do magicznego zeszytu z przeczytanymi książkami... i mam! Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek! Główna bohaterka była pisarką i wiele osób ją za to chwaliło, także chyba mogę stwierdzić, że Juliet świetnie pisze :P

Znalezione obrazy dla zapytania stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek

Lilith Jones, czyli ulubiony film, który nie musi być ekranizacją książki (Justyśka)

Moim ulubionym filmem została Czekolada <3 <3 (albo jednym z ulubionych, ale co za różnica xD) Jest taki... magiczny, nieco dziwny, klimatyczny i achhhh, kocham <3



Justyśka, czyli czym kierujesz się kupując książki (Lilith Jones)

Kupując książki, kieruję się opisem :D Prawie zawsze. Czasem się zdarzy, że jakaś pozycja z opisu tak średnio mnie zainteresowała, ale ktoś w recenzji ją chwalił i zwrócił uwagę na aspekty, które mogłyby mi przypaść do gustu i wtedy też kupuję taką książkę xD Także opis i recenzje - to jest to.

Aleksandra B., czyli najlepsza książka z damską bohaterką (Kot Amator)

No cóżżżż, tu mi od razu jedno nasuwa się na myśl ^_^ Nie tyle książka, co seria... Tak, tak - mowa o Sadze Księżycowej xD <3 Tak, mam obsesję. Cinder, Scarlet, Cress... JAK JA SIĘ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ, AŻ POZNAM WINTER

Znalezione obrazy dla zapytania winter book

Kot Amator, czyli piosenka, która idealnie oddaje klimat twojej ulubionej książki (Aleksandra B.)

A wiecie, że z tą kategorią wyjątkowo nie będę mieć żadnych problemów? :o Aż sama jestem w szoku xD Otóż czytając Bezduszną, słuchałam piosenki Palomy Faith - Upside down i chociaż pod względem tekstu oba te dzieła raczej związku nie mają, to jakoś ta piosenka pasuje mi do XIX wieku. Nie wiem. To dlatego że jej wtedy obsesyjnie słuchałam, naprawdę. 


Znalezione obrazy dla zapytania bezduszna książka

Bookworm, czyli książka, która działa jak lekarstwo - zawsze poprawia ci samopoczucie (Dominika K.)

Żeby nie być już taką monotonną, to wymienię P.S. I like you ^_^ To taka urocza i zabawna książka <3

Znalezione obrazy dla zapytania ps i like you

Dominika K., czyli pierwsza książka, którą świadomie wypożyczyłaś z biblioteki i zapadła ci w pamięć (nie lektura) (Bookworm)

Ooooooo, to będzie ciężkie. Nie mam pojęcia! Nie wiem, która mogła być tą pierwszą świadomą książką... ale może Pamiętnik księżniczki? Po tę na pewno sięgnęłam świadomie i w pamięci mam ją do dziś! ^_^

Znalezione obrazy dla zapytania pamiętnik księżniczki

Paulina Ochęcka, czyli książka, po której przeczytaniu dopiero stwierdziłaś, że bardzo Ci się podobała (Lilijka)

Przy tej kategorii to ewidentnie nie wiem :o Nie mam niestety żadnego pomysłu.

Lilijka, czyli książka, która rozbawiła cię dialogami bohaterów (Paulina Ochęcka)

Zdecydowanie Układ, to jedna z zabawniejszych książek, jakie czytałam :D Dialogi bohaterów były świetne xD

Znalezione obrazy dla zapytania układ książka

Magic Wizard, czyli twoja najukochańsza seria z dzieciństwa, do której powracasz/ kontynuujesz ją (KittyAilla)

Będzie to Tajemnica domu Wrighta <3 Swoją drogą, trzeba by było znów ją przeczytać... :D

Znalezione obrazy dla zapytania tajemnica domu wrighta

KittyAilla, czyli książka w której główny bohater lubi mieć wszystko pod kontrolą (Magic Wizard)

Taką bohaterką była na pewno Brittany (kurczę, tak to imię brzmiało? ;x czasem pamięć zawodzi... xD) z Idealnej chemii. Kontrolowała wszystko, co się dało, trochę miała na tym punkcie niemalże obsesję :P

Znalezione obrazy dla zapytania idealna chemia

Tym samym dotarliśmy do końca TAGu! ^_^ 
Mam nadzieję, że miło spędziliście czas. I jeszcze raz zapraszam Was do grupy ^_^
Miłego dnia! ^_^

I mam pytanie jeszcze! Chcecie jakiś Book Tour może? :D

niedziela, 19 listopada 2017

Król Kier - Aleksandra Polak


Tytuł: Król Kier
Autor: Aleksandra Polak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 357
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: Circus Lumos - część pierwsza

O czym jest książka? (według Meredith)
Jest sobie główna bohaterka o imieniu Alicja. Żyje sobie swoim zwykłym, licealnym życiem, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Aż tu pewnego dnia wybiera się na wystawę cyrku i buuuum, jej życie się zmienia! Poznaje pewnego chłopaka o wdzięcznym imieniu Hadrian, który wnosi do jej zwykłej egzystencji niezwykłe tajemnice. Wprowadza ją w magiczny, piękny i niewiarygodny świat...


Bohaterowie
Czy tylko mi tytuł książki i imię głównej bohaterki od razu skojarzyły się z Alicją w Krainie Czarów? xD Może to też była wina tego, że przed Królem Kier czytałam Bez serca...  Opis nie wskazywał na żadne powiązania tego typu, więc się na nic nie nastawiałam, ale to i tak dość mylące. Pomimo tego i tak mam pewien problem z tą książką. Ale o tym nieco później... Bohaterowie, cóż, byli. Wydaje mi się, że autorka nie do końca umiała ich urzeczywistnić, wyszli trochę papierowi. Takie mam wrażenie. I są też nieco odrealnieni. Mam na to przykład przyjaciółki głównej bohaterki (której, swoją drogą, nie lubię) - nie wiedziała, że w Indiach mieszkają Hindusi! WTF? Myślała, że mieszkańców tego kraju nazywa się Indianami i dopiero Alicja ją uświadomiła... ludzie serio nie wiedzą takich rzeczy? :o A ja sądziłam, że to oczywiste... Sama Alicja natomiast to taki typ postaci, który naprawdę niczym się nie wyróżnia. Trochę aż za bardzo, jej kreację z tego powodu mogę określić jako nijaką. Na temat Hadriana to nie wiem, co mogłabym powiedzieć. Zbyt idealny? Zbyt mdły? Autorka przedstawiła go w jak najbardziej pozytywnym świetle i czasem chciałoby się, żeby zrobił coś złego (choć to akurat ma całkiem dobre wytłumaczenie, więc aż tak się nie czepiam). Tylko jedna postać mnie tu zaintrygowała - i to bardzo - już w pierwszej chwili, w której się o niej dowiadujemy - czyli Tristan. Nie mogę zdradzić na jego temat nic więcej, bo to podpadałoby już pod spoiler raczej...  


Fabuła
I tutaj następuje ten problem, który mam z tą pozycją. Ponieważ Król Kier był... nudny. Zwyczajnie nudny i to stanowczo przez zbyt dużą część książki. Pierwsza połowa to opisy życia licealnego Alicji i gdyby nie to, że oczekiwałam fajnej, dobrej, młodzieżowej fantastyki, to nawet mogłoby mi się to spodobać. Tyle że gdybym chciała poczytać czyste YA, to sięgnęłabym po YA. A nie po fantastyczne YA. Ale dobrze, jakoś przebrnęłam przez pierwszą połowę, potem trochę więcej zaczęło się dziać - nareszcie do głosu doszła ta nutka magii. Tyle że znowu - niby magia była, ale akcja jakoś się wlokła. I generalnie to ostatnie 30-40 stron to po prostu BOMBA, tyle się tam działo, że aż nie mogłam uwierzyć, że to napisała ta sama osoba. Gdyby cała powieść została utrzymana w takim stylu, to byłoby coś więcej niż super. I to zakończenie... Jak tak było można!! Dopiero co wkręciłam się we wszystkie wydarzenia, a tu już nastąpił koniec i to jeszcze spektakularny!! Z tego powodu na pewno sięgnę po następną część i będę liczyć na to, że autorka się poprawi. Oprócz tego mam jeszcze jedno zażalenie. Gdzie ten cyrk?! Miałam nadzieję, że cała pozycja będzie aż pękać w szwach od obecności cyrku, ale gdzie tam! To były śladowe ilości i bardzo się na tym zawiodłam. Nie zostałam także fanką wątku miłosnego. Jakoś coś mi tu nie pasowało, może dlatego że ani do Alicji, ani do Hadriana (zwłaszcza do Hadriana) nie zapałałam wielką sympatią. 


Kilka słów na koniec
Stylowi Aleksandry Polak nie mogę nic zarzucić. Naprawdę mi się spodobał, głownie z powodu pewnej malowniczości, jaką autorka tworzyła świat przedstawiony. Te metafory, porównania - niewymuszone, a jakże magiczne i nadające specyficznej atmosfery. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie ponarzekała na humor xD Książki z elementami humorystycznymi naprawdę lepiej się czyta i lepiej zapamiętuje. Szkoda, że tutaj takowych nie było. Ale za to bardzo przypadło mi do gustu powiązanie tytułu powieści z treścią. Często jest tak, że zastanawiam się, jaki sens ma tytuł... a tutaj tak nie było, co oceniam na plus. I na koniec chciałam wspomnieć o jednym zabawnym aspekcie - Alicja miała studniówkę dokładnie tego samego dnia co ja xD 
Nie wiem, jak oceniać Króla Kier. To nie była do końca zła powieść i chociaż miała mankamenty, to na jakiś pokręcony sposób spodobała mi się. Może chodzi tu o to, że cała historia ma duży potencjał i niejako liczę na to, że w następnej części autorka wykorzysta go w 100%. Taki kredyt zaufania. Czy coś. 

Ocena: 6,5/10

JESTEM! Czy ktoś tęsknił? Albo inaczej - czy ktoś zauważył, że od jakiegoś miesiąca nie dodawałam postów? xD Ale weszłam parę dni temu na statystyki - i się pozytywnie zaskoczyłam! Chociaż ja unikałam swojego bloga jak ognia - to Wy nie! Oczy niemalże wyskoczyły mi z orbit, kiedy zauważyłam, że niekiedy dziennie statystyki dobiły kilkadziesiąt wejść! DZIĘKUJĘ! A także liczba obserwatorów wzrosła! Nie no, ja Was kocham, wiecie o tym? ^_^
A co do książki - to co mi o niej powiecie? Czekam na wszelakie skojarzenia i przemyślenia w komentarzach! ^_^ ^_^

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!


sobota, 21 października 2017

Książki, których nigdy nie dokończę

Razi mnie brak polskich znaków, ale czego się nie robi dla fajnej czcionki xD

Pomysł na ten post przyszedł raczej dość niespodziewanie. I dość dawno temu. Zapisałam sobie tylko tytuł w wersjach roboczych z zamiarem powrócenia do niego... kiedyś. I to kiedyś właśnie nastało! Choć robiąc tę listę, myślałam, że tych książek będzie jednak więcej xD Wydawało mi się, że o wiele więcej powieści przerwałam xD (pomijając lektury szkolne naturalnie) Chyba że po prostu ich tytuły uciekły mi z pamięci...
Ogólnie jeszcze parę lat temu (a może i nawet parę miesięcy temu xD) miałam inne nastawienie do kończenia zaczętych pozycji niż teraz. Kiedyś niemożliwością było dla mnie przerwanie powieści i nie doczytanie jej! Męczyłam się z niektórymi pozycjami (chociażby cała seria (!) Jutro...), byle tylko je skończyć... Ale któregoś razu doszłam do wniosku, że to przecież nie ma sensu. Dlaczego mam czytać coś, co mi się nie podoba? Po co marnować na to czas? Nie lepiej poszukać książki, która naprawdę mnie zaciekawi, naprawdę mnie wciągnie, naprawdę mi się spodoba? I tak właśnie teraz myślę. Nie podoba mi się, nie czytam. Życie jest krótkie, nie mogę go zmarnować na niefajne książki ;)
Po tym (przydługim nieco...) wprowadzeniu, zapraszam Was na moją listę książek, których nigdy nie dokończę ^_^

CÓRKA KRWAWYCH (Anne Bishop)

Znalezione obrazy dla zapytania córka krwawych

Generalnie jestem osobą, którą łatwo zadowolić. Większość powieści, które czytam, raczej przypadają mi do gustu. Zawsze niemalże automatycznie zwracam uwagę bardziej na zalety niż wady. I dlatego pomyślcie sobie, jak bardzo książka musi być zła, jeśli jej nie skończyłam... xD (żartuję, choć nie mogę zaprzeczyć, że coś w tym jednak jest xD)
To co było nie tak z Córką krwawych?
Żeby to jedna rzecz...
Czytałam (jakieś 150 stron chyba dałam radę xD) ją jakieś dwa lata temu, ale mniej więcej pamiętam, co mi nie odpowiadało. Przede wszystkim brak akcji!!! Dlaczego w tej książce akcja była rozwleczona jak stado żółwi ścigające się w wyścigu pt. kto ostatni będzie na mecie, ten wygrywa? (xD) Bo sam pomysł nie był zły, ale jego wykonanie... A tylko trochę więcej by się działo i już lepiej by się to czytało. Poza tym bohaterowie. Nie pamiętam już dokładnie, ale nie mogłam ich znieść. Kojarzę, że mnie irytowali, ale powód nieco zatarł mi się w pamięci. I był tam też chyba raczkujący wątek miłosny między dzieckiem a dorosłym mężczyzną. Czy jakoś tak. Ogólnie brak jakiejkolwiek akcji najbardziej mnie tu raził.

AMORE 14 (Federico Moccia)

Znalezione obrazy dla zapytania amore 14

Tę pozycję również czytałam już dość dawno temu, chyba nawet jeszcze wcześniej niż Córkę krwawych. Kojarzę, że doczytałam jakoś 100 stronę i się poddałam. Tutaj najbardziej wcale nie ponarzekam na akcję, ale na bohaterów! Na lubimyczytac.pl napisałam, że tak pustych i płytkich bohaterów w literaturze jeszcze nie spotkałam. I chyba do tej pory się z tym zgodzę. Serio. Ta główna bohaterka... Pusto w głowie, liczyły się dla niej same błahe rzeczy i tej jej paplaniny to ja nie mogłam czytać... Przez to i akcja była raczej... mało ambitna. Jedyne, co zapamiętałam z fabuły to jak główna bohaterka opowiadała koleżankom swoje pierwsze seksualne doświadczenie. I było to dla niej niesamowicie ważne osiągnięcie.

DAM_RADĘ.BLOG

Znalezione obrazy dla zapytania dam_radę.blog

Gdyby nie biblioteka, to bym nawet nie wiedziała o istnieniu tej książki xD Wy pewnie o niej również nie słyszeliście. I ja też bym chciała wcale o niej nie wiedzieć... Sztuczna, nudna pozycja. Nie wiem nawet, któż jest autorem tej oto powiastki. Przeczytałam prawie sto stron i czułam się niesamowicie zdezorientowana - coś w stylu - ale o czym ta powieść właściwie jest? xD Wymuszony humor, wymuszony slang, niekiedy zupełnie niepotrzebne wulgaryzmy. Główna bohaterka prowadziła blog i dawała tam rady swoim rówieśnikom i jakoś po tym, jak przeczytałam jej radę o wyciskaniu pryszczy, to się poddałam. Ta pozycja to zdecydowanie pomyłka. 

KLĄTWA PRZEZNACZENIA (Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka)

Znalezione obrazy dla zapytania klątwa przeznaczenia

To się teraz zacznie... xD Ale ta pozycja to chyba moje rozczarowanie życia, do tej pory nie mogę przeboleć, jak bardzo zła okazała się ta książka. Ponieważ chyba jeszcze nigdy mój szósty książkowy zmysł tak bardzo się nie pomylił. Wiecie, ja raczej okazjonalnie współpracuję z wydawnictwami. A jeśli już, to biorę książki, które najprawdopodobniej mi się spodobają. A Klątwę przeznaczenia chciałam przeczytać. Bardzo. Więc kiedy jakoś tak wyszło, że dostałam propozycję współpracy z autorkami, to się zgodziłam... Cała podekscytowana zaczęłam czytać, z myślą "ależ będzie fajnie, 800 stron szczęścia"...
...
nie
...
Już po pierwszych stronach mój entuzjazm opadł. Pomijając już drażniący sposób narracji, do którego nie przywykłam, nawet jeśli przeczytałam 400 (!) stron. Ale główna bohaterka... Arienne tak mnie irytowała od pierwszej chwili, w której się pojawiła, że nie mogłam z nią wytrzymać! Strachliwa, niepewna, z super wielką mocą. Gdyby to jeszcze zostało umiejętnie skonstruowane, ale niestety... A co do bohaterów - to ogólnie nie mogłam ich zdzierżyć. Potem Arienne zeszła trochę na drugi plan co do irytowania mnie, a jej miejsce zajął... Severo! Nie mogę pojąć, dlaczego fanki książki się nim zachwycają. Znów - nieumiejętnie poprowadzona kreacja. Autorki wyposażyły go w sztuczny humor, który do niego bardzo nie pasował. Do tego jego brutalność i okrutność... I ten tragiczny, TRAGICZNY wątek miłosny... Nie będę już spoilerować, choć może słyszeliście o jego podstawach, które są tak śmieszne i absurdalne, że ja nie wiem, jak można było stworzyć na tym związek. I jeszcze ich różnica wieku... 20 lat to jednak trochę dużo, czyż nie? Może bym to i przebolała, gdyby nie fakt, że Arienne miała 16 lat, a Severo 36... A wisienką na torcie była wlekąca się akcja. Tyle niepotrzebnych scen, niepotrzebnych momentów, nie wnoszących nic do fabuły... Nie napisałam recenzji tej pozycji, tylko dlatego że jej nie skończyłam. Z autorką na szczęście udało mi się dogadać i nie wyszedł z tego jakiś dramat. W każdym razie nigdy wcześniej aż tak nie zawiodłam się na książce i nie wiem, czy jakaś kiedyś przebije ten poziom rozczarowania.



Wybaczcie mi ten słowotok xD Musiałam się wypisać. Tym samym, tak w ogóle, dotarliśmy do końca tego zestawienia. Ten post nie miał na celu obrażenia kogokolwiek, naturalnie. To tylko moja subiektywna opinia, a jeśli się z nią nie zgadzasz - zapraszam do komentowania ^_^ Liczę na jakąś dyskusyjkę xD A jeśli się zgadzasz - również zapraszam do komentowania! Ponarzekajmy razem xD

Zapraszam również na fanpage, na którym znajdują się różne fajne rzeczy, a m.in. najświeższe informacje o blogu :D
I zapraszam również na instagrama, który jest w połowie blogowo-książkowy, a w połowie nieco osobisty, choć oficjalnie obowiązuje tylko pierwsza część xD Generalnie to właśnie tu możecie się dowiedzieć jeszcze świeższych informacji niż na fanpage'u xD

niedziela, 8 października 2017

Friendzone - Sandra Nowaczyk [Book Tour]

Zdjęcie mego autorstwa

Tytuł: Friendzone
Autor: Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 405
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: -

O czym jest książka? (według Meredith)
Tate i Griffin przyjaźnią się od dzieciństwa, są ze sobą zżyci, wszystko robią razem i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Przychodzi jednak taki moment... a staje się to na balu maskowym, kiedy zatańczyli razem taniec... oczywiście byli zamaskowani, nie wiedzieli, z kim naprawdę tańczą (oj niektórych może to razić, ale mnie nie xD), kiedy coś się między nimi zmieniło. Poczuli chemię i wzajemny silny pociąg do siebie, ale - wowowow - gdy zdjęli maski i zobaczyli swoje twarz, zrobiło się nieco niezręcznie. Po takim incydencie oboje próbują dojść do porozumienia ze swoimi uczuciami, bardzo sprzecznymi uczuciami. A sytuacja jest też o tyle bardziej skomplikowana, że oboje są w związkach... + do tego wszystkiego należy dodać również historię kuzynki Tate, Paige. 


Bohaterowie
Niestety pod tym względem autorka się nie popisała... Zupełnie nie zżyłam się z bohaterami, czytałam o nich, ale nie przeżywałam tego, co oni; nie wczuwałam się w ich sprawy; Sandra Nowaczyk nie potrafiła mnie zaczarować. Ich kreacja również nie zachwyca. Tate (to imię się ostatnio często pojawia w tego typu książkach xD) nie polubiłam. Początkowo była mi obojętna, ale później zaczęła mnie nieco irytować. Sama nie wiem, za bardzo dawała się ponosić emocjom i trochę... przesadzała z reakcjami? Tak bym to nazwała. Natomiast Griffin miał potencjał co do tego, bym obdarzyła go sympatią. Ale ostatecznie pozostał mi obojętny; a bardziej w drugiej części książki zaczął mnie drażnić swoją głupotą i swoim zachowaniem ogólnie. Nawet Paige, kuzynka Tate, która mogła być świetną postacią, została potraktowana dość płytko, autorka powinna jeszcze bardziej się w nią wgłębić i bardziej emocjonalnie oddać jej sytuację.


Fabuła
Natomiast fabuła... Troszkę tu coś poszło nie w tą stronę, moim zdaniem. Oczekiwałam romansu i to dobrego romansu, ponieważ bal, przyjaźń rodząca się w miłość, myślałam sobie 'wooow, świetny pomysł!', a nie do końca to dostałam... Gdy zaczęłam czytać, czekałam tylko na scenę balu. Która, nawiasem mówiąc, pojawiła się koło 70 strony. Do tego momentu właściwie nic się nie działo i uważam, że można by to wprowadzenie nieco skrócić i byłoby znacznie ciekawiej. Sama scena balu była chyba najlepsza w tej książce, tylko ona wywołała we mnie jakieś emocje i myślałam sobie 'taaak! w końcu!! teraz wszystko się rozkręci i będzie super!!'. I wiecie co? Jednak nie było super. Czułam ekscytację w związku z tym, że relacja między głównymi bohaterami się skomplikowała i chciałam jakiejś akcji, wydarzeń, w które mogłabym się wciągnąć. Szybko się jednak przekonałam, że autorka wróciła do tempa sprzed sceny balu i się naprawdę rozczarowałam. Uważam, że jak na romans we Friendzone jest naprawdę mało... romansu! Sandra Nowaczyk bardzo skupia się na innych problemach bohaterów i nie mówię, że to źle, ale, kurczę, co za dużo, to niezdrowo! Co najmniej połowę tych scen można by wyrzucić i nic takiego by się nie stało. Z tego powodu fabuła zaczęła mnie nudzić i ani razu po scenie balu mnie właściwie nie wciągnęła.


Kilka słów na koniec
Styl autorki jest bez szału, moim zdaniem. Niczym się nie wyróżniał, cechował się prostotą. Choć czasem Sandra Nowaczyk w bardzo fajny sposób, nieco poetycki nawet, opisywała uczucia bohaterów czy pewne sprawy z życia człowieka. Może gdyby Friendzone byłoby zabawniejsze, to lepiej bym je odebrała, ale niestety, powieść zawierała chyba zerowy poziom humoru. Na szczęście całość całkiem szybko się czyta. Bardzo spodobały mi się również fragmenty piosenek wstawiane po każdym rozdziale - nadawało to specyficznego klimatu książce i oceniam to jak najbardziej na plus. A jeśli chodzi o same rozdziały - to naprzemiennie narrację prowadzili Tate i Griffin, w czasie teraźniejszym.
Friendzone nieco mnie rozczarowało, nie będę ukrywać. Gdyby było więcej romansu w książce, która miała być romansem, to z pewnością bardziej by mi się spodobała. Ta pozycja nie zostanie czymś, co zapamiętam do końca życia, ale nawet miło się ją czytało. Oczywiście do czasu, kiedy zrobiło się straszliwie nudno, wtedy aż tak miło nie było... Tak czy inaczej to nie jest zła książka, ale zupełnie dobra też nie.

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania książki pięknie dziękuję Michalinie z bloga Książkowy świat!! *A tu jest link do akcji* ^_^ (i naprawdę bardzo Cię przepraszam za te moje opóźnienia :o)

To jak? Czytaliście książkę?
----TAK: Podobała Wam się? Czy sądzicie tak jak, że zbyt mało romansu tam było? xD I co możecie mi powiedzieć o bohaterach?
----NIE: Zamierzacie? Dlaczego tak/nie? ^_^
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA

piątek, 29 września 2017

Jestem Hejterem Book TAG


Pisałam o tym na fanpage'u jakiś czas temu (na który serdecznie zapraszam!! *KLIK*), ale stwierdziłam, że napiszę o tym i tu xD Otóż parę dni temu nabrałam ochoty na zrobienie TAGu, więc otworzyłam właśnie ten z wersji roboczych, a tu patrzę... już zrobiony! o.O Zupełnie nie pamiętam, kiedy go robiłam xD I byłam bardzo zaskoczona xD
Poza tym TAG wypatrzyłam u Lexiss MacKade i mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła, że użyłam również Twojego baneru :D

Co ja czytam - książka z błędami logicznymi

Uhuh... Oczywiście pierwsze pytanie, a ja mam pustkę w głowie xD Szczerze mówiąc, aż tak nie zwracam uwagi na logiczność bądź jej brak w książkach... jakoś mnie to nie drażni. 
Chyba nic nie wymyślę :o Pomóżcie w komentarzach!

A ta/ten tu czego?! - książka z irytującym głównym bohaterem

Tu powinno być łatwiej :P Główna bohaterka Córki żywiołu! (oczywiście musiałam iść sprawdzić, jak ona miała na imię - Megan). Była nijaka i drażniła, a te jej zachwyty Adamem, no nie do zniesienia!

Grafomania - powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat

Oto kategoria, nad którą prawie w ogóle nie musiałam się zastanawiać! Idealnie tu pasuje Lauren Oliver i jej Delirium albo Panika. Jak ja nie cierpię stylu pisania tej autorki... Te jej żmudne opisy, nieumiejętność poprowadzenia ciekawej, wciągającej akcji... Stanowcze NIE.

No i po co to było? - drugi tom, który nie dorównał pierwszemu

Hmmm... Mam! Druga część serii Gone. To była niemalże katorga. Po interesującym pierwszym tomie, rozczarowałam się drugim, a także trzecim tomem... Ale trzeba przyznać, że już czwarty i piąty były lepsze, o wiele lepsze :D Szkoda, że nigdy nie przeczytałam ostatniej części, do tej pory ciekawi mnie, jak to wszystko się skończyło... (teraz to bym musiała jeszcze raz cała serię czytać, bo już nic nie pamiętam ;x)


Schowaj ten czerwony dywan! - książka niezasłużenie popularna

Ta książka raczej była popularniejsza kiedyś, teraz wieści o niej ucichły, ale nie mam innego przykładu, więc i tak ją tu przywołam xD Chodzi mi o Dotyk Julii. Czytałam, było ok, ale bez szału. Dość ciekawa pozycja, ale nie zaznałam żadnego zaskoczenia, nawet najmniejszego, z bohaterami też jakoś się super nie zżyłam.

Tak złe, że aż dobre - guilty read

Wiem, że czytałam taką książkę. Chowa mi się gdzieś na granicy świadomości i nie mogę przypomnieć sobie jej tytułu... jakież to denerwujące... Nie jestem pewna, czy to czasem jakieś nieoficjalne tłumaczenie nie było... cóż, jak mi się przypomni, to tu ją dopiszę...
EDIT: wpadłam na coś! Nie jest to nieoficjalne tłumaczenie, a trylogia Trylle :D Opowiada o trollach i jest dość... źle napisana, trochę nielogiczna (oho! pasuje do pierwszej kategorii xD), ale czytało mi się ją niezwykle szybko i przyjemnie; bardzo mnie wciągnęła.


Dobranoc, pchły na noc - książka, nad którą można zasnąć

Mało to takich? xD Na myśl przychodzą mi głównie lektury, jak chociażby Granica Nałkowskiej czy Proces Kafki... (choć Proces akurat, choć nieziemsko mnie wynudził, nie był aż taką tragiczną lekturą :D chyba lubię parabole, to samo mam z Dżumą).

A to co, farba się wylała? - brzydka, irytująca okładka

Uważam, że okładki serii Lux są koszmarne xD Choć samą serię UWIELBIAM, okładki... nie przemawiają do mnie xD


No i gdzie ten suspens? - książka do bólu przewidywalna

Wspomniany już wcześniej Dotyk Julii. Ale żeby się nie powtarzać, to... *myślę i nie mogę nic wymyślić* Zostańmy przy Dotyku Julii xD

Depczesz mi po odciskach - rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie

Chyba nic mnie tak nie irytuje jak zbyt szybko rozwijający się wątek miłosny Potrafi zepsuć całą fabułę i odebrać radość z czytania!

Nikogo konkretnego nie nominuję, ale zachęcam wszystkich do zrobienia TAGu ^_^

Poza tym - jeśli denerwuje Was ta Merida u góry, to piszcie, jeśli dużo osób będzie na nią narzekało, to ją usunę xD

piątek, 22 września 2017

Za co kocham bajki: Zwierzogród #2


Jakiś czas temu obejrzałam po raz 74568656 Zwierzogród, po czym przypomniałam sobie o serii postów, jaką założyłam pod koniec czerwca i postanowiłam napisać o tej ŚWIETNEJ bajce! <3 (a tak serio to widziałam tę produkcję może z 6 razy, więc jak na razie nie jest to tak dużo xD) Kiedy obejrzałam ją po raz pierwszy, jakoś w lipcu zeszłego roku, to od razu ją pokochałam <3 I to tak mocno, że stwierdziłam, że muszę ją mieć na płycie i to był pierwszy i ostatni raz, kiedy wydałam na film 40 zł xD (byłam skłonna wydać MAJĄTEK na tę bajkę, więc to już coś znaczy... :D) Potem były moje urodziny (w sierpniu), to jakoś w ich okolicy zrobiłam sobie maraton i oglądałam to dzień po dniu xD W którymś momencie mi się znudziło, więc nie chciałam się przejeść i zaprzestałam tego oglądania. Po czym Zwierzogród obejrzałam następny raz dopiero po roku :P
O tym, jak kocham bajki, rozwodziłam się w poprzednim poście, więc teraz nie będę się powtarzać. Powiem tylko krótko o samym Zwierzogrodzie: jeden z lepszych filmów animowanych Disney'a i ogólnie! Serio, jest bardzo oryginalny, niesamowicie zabawny i zawiera ciekawe postacie.
Dalej POST ZAWIERA SPOILERY. Czytacie na własną odpowiedzialność :D


Przechodząc do konkretów, Zwierzogród kocham, ponieważ:

❤ Bohaterowie! To nic, że to są zwierzęta, a nie ludzie - dla mnie to żadna przeszkoda :D Ponieważ ich charaktery to mistrzostwo. Oczywiście najbardziej na prowadzenie wychodzą Judy i Nick, ale postacie drugoplanowe też są cudowne - Pazurian Clawhauser, komendant Bogo, rodzice Judy, Pan B. <3 Oglądanie ich wszystkich to czyste szczęście <3 

❤ Relacja Judy i Nicka <3 Choć trochę przypomina mi to Roszpunkę i Flynna z Zaplątanych - to nic, bo obie te pary uwielbiam <3 Judy i Nick są przeciwieństwami, ale idealnie się uzupełniają, a słuchając ich rozmów, po prostu się rozpływam - są poprowadzone w taki błyskotliwy i humorystyczny sposób. Czułam ich rodzącą się przyjaźń i osobiście uważam, że łączy ich nawet coś więcej :P Choć nic nie zostało powiedziane wprost, mam wrażenie, że samemu można sobie tę relację zinterpretować i to też jest piękne <3


❤ Pomysł, by ofiary i drapieżniki żyły w zgodzie! Ge-nia-lne i super pomysłowe! Wyobrażam sobie, jak trudno musiało być to wszystko wymyślić i zaplanować, by miało sens, ale wszystko się udało, a nawet więcej - bo efekt końcowy jest wprost oszałamiający <3

❤ Sam Zwierzogród <3 To nawiązuje do tego, co mówiłam wyżej - jego rozplanowanie mnie zachwyca <3 Scena, kiedy Judy jedzie pociągiem, jest jedną z moich ulubionych, nie tylko dlatego że w tle słychać tę fajną piosenkę Nie bój się chcieć, ale głównie z powodu przejazdu przez Zwierzogród. Część pustynna, część lodowa, część z lasami deszczowymi, Chomiczówka, te wszystkie rzeczy przystosowane dla różnej wielkości zwierząt - jak drzwi w pociągu czy samochody. Naprawdę zachwycające <3


❤ Wątek kryminalny. Wiem, że nie jest super rozwinięty czy zaskakujący (choć ja osobiście nie przewidziałam, że to Obłoczek za wszystkim stoi xD serio), ale ja z przyjemnością obserwowałam śledztwo Nicka i Judy, wciągnęło mnie i byłam autentycznie ciekawa, co jeszcze odkryją :P

❤ Pokazanie, by nie wierzyć w stereotypy. To jedna z najpiękniejszych rzeczy w tej bajce - bo lis nie zawsze musi być oszustem, królik głupi, a owca bezbronna. Nie wkładajmy wszystkich do jednego worka - to właśnie głosi ten film, a postawa Judy wszystko umacnia.

❤ Tradycyjne, ale jakże ważne przesłanie, że jeśli czegoś się bardzo chce, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to osiągnąć. Wystarczy dążyć do celu i pracować na jego osiągnięcie - znów Judy to uosabia. Byłam pod wrażeniem tego, jak dała sobie radę w tej szkole policyjnej <3


❤ Nie ma też wątpliwości, że Zwierzogród szerzy tolerancję i wielokulturowość (choć siostrę i mnie zastanawia, co właściwie jedzą drapieżniki? albo tego nie wyłapałam, albo nie było to powiedziane, a to bardzo intrygująca rzecz! xD). Czytałam też, że to również alegoria do sytuacji w Europie i uchodźców, a także muzułmanów, ale szczerze mówiąc, ja o tym nie pomyślałam, oglądając bajkę. Coś w tym jest, istotnie, ale nie jestem pewna, czy nie jest to doszukiwane trochę na siłę. 

❤ Prawie zapomniałam o humorze! Zwierzogród jest dla mnie jedną z najzabawniejszych bajek, serio xD <3 <3 Co chwilę się śmiałam, jak chociażby na scenie, w której rodzice Judy ostrzegają ją przed lisami albo gdy sąsiedzi darli japę xDDDD Sam Pazurian i jego teksty i wiele, naprawdę wiele innych xD <3

❤ Za wszelakie nawiązania do innych dzieł! Choć akurat nie znam ani Ojca chrzestnego, ani Breaking Bad - doceniam te sceny, uwielbiam takie wplątania :D Poza tym sprzedaż filmów przez tę łasicę (? nie pamiętam, czy to łasica była xD) i ten tekst nawet w kinach tego jeszcze nie grali przy Moanie <3 xD


❤ Ten długopis!!! Co za wyśmienity pomysł, jestem pod wrażeniem! Ile ja bym dała, żeby taki mieć dla siebie... xD Ile to razy powiedziałam już do siostry, że "gdybym miała ten długopis ze Zwierzogrodu, to byłoby twoje słowo przeciwko twojemu" xD Albo kiedyś z siostrą cytowałyśmy scenę z Panem B. xD (siostra uwielbia tę bajkę tak jak ja <3) Ponieważ pokłóciłyśmy się i powiedziałam jej, żeby nie wracała do mojego pokoju, a po chwili przyszła i się zaczęło... gobelin z pupy skunksa i takie tam... xD

❤ ULUBIONA POSTAĆ: NICK!!!! Zdecydowanie!!!

❤ULUBIONA SCENA: Chyba nie mam jednej, konkretnej ulubionej sceny. Uwielbiam jazdę pociągiem Judy; to, jak Judy dowiedziała się o oszustwie Nicka z lodami; sytuacja z Panem B. albo ta scena, w tej oazie xD No i leniwce!! Kurczę, uwielbiam xD <3 Naprawdę nie potrafię wybrać jednej :P


Na tym zakończę ten długi wywód! Wybaczcie, ale ja tak uwielbiam bajki xD I Zwierzogród xD Jak Disney mógł stworzyć coś tak doskonałego, to ja nie wiem. Teraz pozostaje mi czekać na ich kolejną produkcję, którą z pewnością się zachwycę! (choć wątpię, że pobiją poziom Zwierzogrodu... byłoby naprawdę ciężko xD ale może mnie zaskoczą)

KONIECZNIE DAJCIE ZNAĆ W KOMENTARZACH, CO MYŚLICIE. KONIECZNIE.

Inne posty w serii:

piątek, 15 września 2017

Zły Romeo - Leisa Rayven [Book Tour]

Zdjęcie mojego autorstwa

Tytuł:
 Zły Romeo
Autor: Leisa Rayven
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 432
Rok wydania: 2014 (ogólnie), 2017 (Polska)
Seria/cykl: Starcrossed - część pierwsza

Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...

Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...
Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?


Bohaterowie
Coś czuję, że nie wyrażę się zbyt pochlebnie o głównej bohaterce, ale zanim do niej przejdę, pomówię bardziej ogólnie. Dobrym określeniem na opisanie bohaterów w tym przypadku będzie: w porządku. Tak po prostu. Nie byli źle wykreowani, nie byli również papierowi, ale równocześnie jakoś nie zżyłam się z nimi czy nawet jakoś szczególnie mocno ich nie polubiłam. Ethan Holt to skomplikowana postać i jego chyba najbardziej obdarzyłam sympatią. Choć nie zaczęłam szaleć na jego punkcie xD Natomiast główna bohaterka - Cassie - ech... Czasem miałam wrażenie, że ją rozumiem i na początku bardzo mnie bawiła swoimi takimi "przemyśleniami", ale im dalej, tym gorzej... Ta dziewczyna ma tylko JEDNO w głowie. Poświęca się swojej pasji, aktorstwie, temu nie przeczę, ale jednocześnie co chwilę musiała wtrącać jakieś swoje zboczone komentarze i kiedy czytało się o tym chyba po raz setny, naprawdę można mieć tego dość. Pozostali bohaterowie raczej się nie wyróżniali; gdzieś tam żyli sobie w tle i nie przyciągali wiele uwagi.

Spodobał mi się ten gif xD
Fabuła
Czułam, że od początku będę mieć spory problem z tą książką, ponieważ bardzo nie cierpię podziału na "kiedyś" i "teraz". Takie przeplatanie się przeszłości z teraźniejszością z jakiegoś powodu bardzo mnie irytuje, wolałabym, żeby te zdarzenia były poukładane chronologicznie, żebym sama mogła je odkrywać... A tak jest właśnie w Złym Romeo [to imię się odmienia?] i nie polubiłam tego zabiegu. Książka porusza oczywiście tematykę miłości, ale nie tylko. Mówi również o teatrze, aktorstwie, dążeniu do celu, zaufaniu... Leisa Rayven ciekawie opisała uczucie łączące Cassie i Ethana, nie było to może nic nowego, ale wydaje mi się, że nie o oryginalność chodzi w książkach tego typu, a właśnie o sposób opisywania miłości, zakochiwania się w sobie bohaterów. Autorka podołała temu zadaniu. Początkowo czułam się wciągnięta w fabułę, zainteresowana toczącymi się wydarzeniami, ale po jakimś czasie to wszystko zaczęło mnie po prostu... nudzić. Choć nie mam nic do zarzucenia relacji głównych bohaterów, to uważam, że w pewnym momencie autorka tak jakby stanęła w miejscu: opisywała tylko zbliżenia albo próby zbliżeń (xD brzmi dziwnie, ale nie będę wyjaśniać, o co dokładnie chodzi xD trzeba przeczytać książkę xD) Cassie i Ethana. Trochę więcej różnorodności i już byłoby lepiej. 


Kilka słów na koniec
Humor, humor i jeszcze raz humor! Sporo uratował, moim zdaniem. Co jakiś czas śmiałam się i to było cudowne! Nie wyobrażam sobie, jak bym odebrała tę książkę, gdyby nie była zabawna... Styl Laisy Rayven jest zwykły, młodzieżowy; autorka nie używa trudnego słownictwa. Co mi się na pewno spodobało, to motyw teatru, ten temat nieco mnie fascynuje i fajnie było o tym poczytać, zobaczyć, choć trochę, jak to wygląda "od kuchni". Narracja została prowadzona z pierwszej osobie, z perspektywy Cassie, w czasie teraźniejszym (kiedyś czas teraźniejszy baaardzo utrudniał mi czytanie, a dziś już się do niego przyzwyczaiłam i nie mam z nim problemów :D).
Zły Romeo nie jest złą książką. Rozumiem, dlaczego może się podobać. I nie mówię, że mi się nie podobała, ale mogłoby być trochę... lepiej. To fajna książka o młodych ludziach dla młodych ludzi, o rodzącym się uczuciu między bohaterami, które napotyka przeszkody. To książka, którą szybko się czyta. I choć potem trochę mnie znudziła, doceniłam humor, który sprawił, że całość pochłaniało się znacznie przyjemniej.

Ocena: 6/10



Za książkę bardzo dziękuję Justysi z bloga Z miłości do książek <3 <3







Czekam na Wasze wszelakie opinie i przemyślenia! Czytaliście? I jak Wam się podobało? Jak oceniacie Cassie? Co powiecie o uczuciu łączącym ją z Holtem? A może dopiero zamierzacie przeczytać? Albo nie? Dlaczego? :D (za każdym razem chcę Was zmusić do udzielenia mi szerszej opinii, a i tak nie zawsze mi się udaje xD)

Ponadto założyłam fanpage! Nie wiem, jak to z nim będzie, pożyjemy, zobaczymy xD
Zapraszam - Strefa czytania ^_^

wtorek, 5 września 2017

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer & Annie Barrows



Tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
Autor: Mary Ann Shaffer & Annie Barrows
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 252
Rok wydania: 2008 (ogólnie), 2010 (Polska)
Seria/cykl: -

Jest rok 1946. Juliet, młoda pisarka, objeżdża zniszczoną Anglię, promując swą książkę i szukając tematu do następnej. Przypadkiem dowiaduje się o małej wyspie Guernsey, na której istnieje dziwne Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Powołali je podczas wojny rolnicy i gospodynie, by uratować kilka osób przed aresztowaniem. Ale jak się ma literatura do placka z obierek? Zaciekawiona Juliet odwiedza Guernsey. Urzeczona przyrodą, ciszą a przede wszystkim serdecznością ludzi, postanawia osiąść na wyspie. Znajduje tu nie tylko kopalnię tematów, ale także miłość.


Bohaterowie
Powiem w najkrótszy i jednocześnie najprawdziwszy sposób: wspaniali! Nie mam żadnych zarzutów do ich kreacji, ponieważ jest ona: wielowymiarowa, autentyczna i ciekawa. Rozwijając ów trzy określenia - każda z postaci w powieści miała jakąś głębię, nie okazywała się jednoznaczna, była wyjęta jakby z prawdziwego życia i przeniesiona na karty książki. Nie znajdzie się tu również dwóch takich samych charakterów, panuje wśród nich różnorodność, co sprawia, że stają się oni interesujący. (zastanawiałam się nawet, czy Stowarzyszenie Miłośników... nie jest czasem na faktach, ale nigdzie nie znalazłam takiej informacji). Dla autorek nie ma różnicy - postać pierwszoplanowa czy drugoplanowa, ponieważ każda jest bardzo realna i dobrze wykreowana. Przechodząc do konkretów: bardzo polubiłam Juliet, to pełna życia kobieta, obdarzyłam też sympatią Isolę za jej zwariowane pomysły, a także Elizabeth zasługuje na moją sympatię i szacunek (niesamowita postać!).


Fabuła
Zacznę od samej formy książki. Otóż, jest to powieść epistolarna, to znaczy - napisana w formie listów. Osobiście taki zabieg mi nie przeszkadza, a po skończeniu Stowarzyszenia... chyba mogę nawet stwierdzić, że lubię taką formę. Jedno jest pewne: listy dodawały jeszcze więcej uroku całości! Bo uroku tej książce nie brakuje, jest szalenie klimatyczna. I uważam, że autorki zrobiły tu coś wspaniałego: napisały o wojnie z humorem! Pierwszy raz zapoznałam się z dziełem, które byłoby tak zabawne, a jednocześnie poruszające trudne tematy II wojny światowej. Udało im się zachować granicę pomiędzy humorem a powagą i to jest coś naprawdę wspaniałego, godnego uwagi! Nie oszczędzono tu przykrych, drastycznych, łamiących serce aspektów wojny, a jednocześnie były one napisane tak delikatnie, wplątane w opisy zabawnych sytuacji... Gdy skończyłam tę książkę, nie mogłam wyjść z podziwu. Oprócz tego Mary Ann Shaffer oraz Annie Barrows podejmowały również tematykę związaną z rodziną, miłością czy książkami. Żadnego z tych wątków nie spłaszczyły, a miłość głównej bohaterki do książek wywoływała uśmiech na twarzy i myślę, że umieszczenie czegoś takiego w treści było świetnym posunięciem ze strony autorek.


Kilka słów na koniec
Dawno nie czytałam już powieści, która tak bardzo mnie rozbawiła i jednocześnie złamała serce. Kilka razy miałam łzy w oczach i po raz kolejny zostałam uświadomiona, jaka II WŚ była okropna. Ogólnie nie do końca przepadam za czytaniem (czy oglądaniem!) o tym, bo - przyznaję - jestem na to zbyt wrażliwa i nie mogę potem... normalnie funkcjonować przez jakiś czas. Podobnie było też tutaj, ale absolutnie nie żałuję, że przeczytałam tę pozycję. Jest to optymistyczna, ciepła, zabawna, a jednocześnie smutna lektura. Co do stylu autorek również nie mam zastrzeżeń - nie znajdziemy tu zbędnych słów (zważając też na to, że to raptem 252 stron), wszystko zostało opisane w sposób interesujący oraz przepełniony emocjami. Chociaż jest jedna rzecz, którą mogłabym zarzucić tej powieści - pod koniec I części (została podzielona na dwie) zaczęło się już robić nieco nudnawo, ale na szczęście, trwało to krótko i zaraz po tym nastąpiła II część, która nie miała już ani jednego żmudnego momentu. 
Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek to cudowna powieść łącząca w sobie mnóstwo humoru i przygnębiające opisy dotyczące II wojny światowej. Bohaterowie są niesamowicie realni, a fabuła obfituje w kilka dobrze poprowadzonych, ciekawych wątków, których zgłębianie było czystą przyjemnością.
Polecam BARDZO! <3

Ocena: 8/10

Czy znacie tę książkę? A może czytaliście? <3 Jeśli nie - zamierzacie? 
Co sądzicie o powieściach epistolarnych? :D

Poza tym mam parę... ogłoszeń? xD (coś w tym stylu) 
Po pierwsze - dziękuję za tak duży odzew pod wcześniejszym postem! :o (tak, to ten, w którym się żalę xD) Gdybym wiedziała, że aby wywołać jakąś aktywność, wystarczy napisać coś takiego, już dawno bym to zrobiła! (żartuję oczywiście xD tak naprawdę jestem bardzo zaskoczona tym, co się tam stało i jeszcze raz dziękuję - poczułam się niezwykle zmotywowana!)
Po drugie, czas zanalizować ankiety, czyli sprawy, nad którymi się zastanawiałam :D Nie przechodzę na disqusa ;) I w komentarzach większość osób mi to odradzało, i ankieta również jest w większości głosów na "nie", więc... nie :D Natomiast co do fanpage'a... Jest sporo osób na "tak" i sporo osób na "nie", także sama podjęłam decyzję - będę go zakładać :D Jeszcze nie wiem, kiedy się za to zabiorę, ale cały czas planuję xD Nie jestem pewna, czy to w ogóle wypali, ale... spróbować zawsze warto ^_^
To tyle, dziękuję, że jesteście! ^_^ 

Wszystkie zdjęcia użyte w poście są mojego autorstwa.