sobota, 12 sierpnia 2017

Profesjonalny zwierzołak - Andriej Bielanin & Galina Czernaja


Tytuł: Profesjonalny zwierzołak
Autor: Andriej Bielanin & Galina Czernaja
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 413
Rok wydania: 2002 (ogólnie), 2009 (Polska)
Seria/cykl: -

Bo na tabuny bestii, wampirów i upiorów potrzeba fachowców.

Ona to rekin-ludojad w oceanie męskiego szowinizmu. Z aparycją rozpalającą nawet zombiaki i wdziękiem, od którego iskrzą cyborgi. Tylko, że po kolokwium z kulturoznawstwa dziabnął ją wilkołak i się popaprało. Na szczęście jest On - superheros, który działa na niewiasty z siłą bomby atomowej. Niestety beznadziejnie zakompleksiony z powodu imienia i mało komunikatywny - rozprawiać z nim o miłości to jak całować się z parowozem. Zatem cała nadzieja w Agencie 013, kocie ze słabością do intelektualnej dominacji, który chodzenie w butach uważa za pretensjonalne.
Możesz spodziewać się wszystkiego. Krwiożerczy rabin, niema gejsza, eskimos-spacerowicz - grunt to profesjonalny kamuflaż. 

Ta historia nie wywoła mrówek na plecach - one też zemdlały z wrażenia.


Bohaterowie
W Profesjonalnym zwierzołaku jest troje głównych bohaterów: Alina, Aleks i agent 013. Ten ostatni jest kotem... i do tego profesorem! Postacie te, podobnie jak fabuła, są nieco absurdalne i surrealistyczne (szczególnie kot...), co akurat całkiem mi się podobało. Ale oprócz tego wydają mi się tacy... niemrawi, słabo zarysowani. Alinę tolerowałam, ale koło 230 strony miałam jej dość. Jest po prostu głupia i ciągle histeryzuje! A na jej przemyślenia często reagowałam ciężkim westchnięciem i przewróceniem oczami. Aleks jest niecharakterystyczny. I nieciekawy. Jedynie agenta 013 polubiłam, gdyż był najbardziej interesujący (to gadający kot-profesor! no nie mogłabym nie obdarzyć go sympatią). Reszta bohaterów (dość sporo ich się przewinęło) zginęła w tłumie; nikt się nie wybił.


Fabuła
Jak już wspominałam, fabuła była dość absurdalna i surrealistyczna (i zastanawia mnie tylko, czy autorzy na pewno zrobili to celowo xDD). Wydarzenia nie toczyły się aż tak szybko, jakbym chciała, czasami były wręcz nużące i utrudniały mi czytanie, gdyż nie mogłam się w nie wciągnąć. To jeden z moich głównych zarzutów wobec tej pozycji - że się nie wciągnęłam. Absurd mnie śmieszył, ale sposób opisywania misji, na które udawali się bohaterowie, już niekoniecznie. Więcej konkretnej akcji, mniej niepotrzebnych, nudnych scen - i byłoby o wiele lepiej. Fajnym aspektem Profesjonalnego zwierzołaka była różnorodność istot fantastycznych, w które obfitowała książka - duchy, wampiry, wilkołaki, zjawy i wiele innych. Nie zabrakło także wątku miłosnego i... był tak tragicznie wykreowany, że aż nie mam ochoty tego komentować. Fabuła była więc absurdalna, czasami nużąca, niewciągająca, ale pomimo tego znalazły się interesujące momenty (misja we Francji!).



Kilka słów na koniec
Styl autorów stworzył tę całą absurdalną otoczkę - dobór słów, sposób opisywania. Początkowo mi się podobał, ale potem zaczął mnie trochę męczyć. Ale jest coś, co bardzo przypadło mi do gustu - humor! Ta książka potrafiła mnie rozbawić i pewnie gdyby nie to, odebrałabym ją o wiele gorzej. Nie czułam jednak większych emocji, czytając ją, a miejscami wręcz ją męczyłam. Humor naprawdę sporo uratował. Narracja jest pierwszoosobowa, z perspektywy Aliny. Tylko rozdziały mogłyby być nieco krótsze, bo te stanowczo były zbyt długie.
Profesjonalny zwierzołak jest więc absurdalną, humorystyczną, ale i nieco nużącą książką. Bohaterowie zostali słabo zarysowani, a fabuła miejscami mnie męczyła.

Ocena: 5/10

Czytaliście może? ^_^ Chętnie poznam Wasze zdanie w komentarzu! A jeśli nie czytaliście - chcielibyście? Co powiecie na absurd w książkach - jesteście fanami czy nie bardzo? :D
Wszystkie zdjęcia w poście są mojego autorstwa.

Tymczasem ja pewnie jadę właśnie do Krakowa! To miasto jest takie piękne! <3

sobota, 5 sierpnia 2017

Meredith Book TAG


Przychodzi taki dzień w życiu człowieka, w którym uświadamia sobie, że jest o rok starszy. Potocznie nazywa się go urodzinami. Im ma się więcej lat, tym bardziej to smuci (zwykle). Czasem mam wrażenie, że tylko dzieci cieszą się z urodzin, z możliwości dostania prezentów, z uwagi, jaką im wszyscy poświęcają... W każdym razie dziś jest ten dzień dla mnie. Sławny 5 sierpnia, kiedy to przyszłam na świat. 19 lat temu. Czy się cieszę, że skończyłam 19 lat? Nie. Bo ja lubię być dzieckiem i nie chcę dorastać, a z roku na rok coraz bliżej do tego. Urodziny tak naprawdę przestały mnie cieszyć w gimnazjum i chociaż co roku mam nadzieję, że będzie fajnie, to zwykle nie jest. Niby urodziny, a w istocie ot, zwykły dzień, jakich wiele w ciągu roku. Ale nie stworzyłam tego postu, żeby sobie ponarzekać, tylko chcę jakoś uczcić tę moją rocznicę! I wtedy wpadł mi do głowy ten jakże szatański pomysł z TAGiem... 
Zanim przejdziemy do rzeczy, zapraszam Was również na post z zeszłego roku 18 filmów animowanych, które są dla mnie ważne! Zaktualizowałam go, więc zupełnie na dole czeka na Was nowość! ^_^

Mam zaszczyt przedstawić Wam najbardziej samo uwielbiający, narcystyczny i egocentryczny TAG w historii TAGów!! Bo dziś są moje urodziny i dlaczego niby nie?! 
Zapraszam do czytania! <3


Wytłumaczenie: Marzenia składają się na sporą część mojej osobowości, więc nie mogło ich zabraknąć w kategoriach! Uwielbiam marzyć, o bardziej lub mniej realnych rzeczach, i robię to baaardzo często ^_^ (powstał nawet o tym post dawno temu, ale jeśli ktoś jest zainteresowany *KLIK*)

Rozwiązanie: Z książkami o spełnianiu marzeń zawsze mi się kojarzy TAŃCZĄCA Sarah Rubin, ale zawsze (albo przeważnie xD) podaję tę pozycję przy tego typu pytaniach i postaram się bardziej wysilić swoją mózgownicę xD Na myśl przyszły mi także ULUBIONE MOMENTY Adriany Popescu, ale choć książka była ok, nie zyskała mojego serca, więc szukam dalej :D ... Ok, nie wpadłam jednak nic innego xD 


Wytłumaczenie: Optymizm jest częścią mojego życia, czasem mniej, czasem bardziej, ale jedno jest pewne: nie wiem, co bym zrobiła bez myśli 'uda mi się'! Z pewnością częściej bym się poddawała i nie trwała przy swoich celach, a z myśleniem optymistycznym zawsze jestem na dobrej drodze ku ich spełnieniu (no, mój upór też nieco pomaga xD).

Rozwiązanie: Ta kategoria jest najgorsza, jakoś nie mam na nią pomysłu xD Chociaż... Z optymizmem kojarzy mi się nieco Lily z P.S. I LIKE YOU Kasie West, także na upartego chyba mogę ją tu przydzielić xD (ogólnie uwielbiam tę dziewczynę, jedna z moich ulubionych bohaterek literackich <3)


Wytłumaczenie: Dorosłość jest przereklamowana! Lubię być dziecinna i to mój wybór, czy jest w tym coś dziwnego? Być może xD Bycie dzieckiem daje mi więcej radości, a patrzenie na świat oczami dziecka więcej możliwości i pomysłów. [oczywiście umiem też być 'poważna' i 'dorosła', ale po co?!]

Rozwiązanie: Osobiście uwielbiam TAJEMNICĘ DOMU WRIGHTA Blue Balliett <3 Nie byłam czytającym dzieckiem, ale ta książka to wyjątek! Przeczytałam ją nawet dwa razy i to m.in. od niej wzięła mi się miłość do mapek xD Prawie nic już z niej, niestety, nie pamiętam, więc to dobry moment na reread!! <3


Wytłumaczenie: BAJKI!!!!!!!!!!!!

Rozwiązanie: SAGA KSIĘŻYCOWA!!!!!! [bez komentarza xD już chyba wszyscy powinni pamiętać, że jestem GIGANTYCZNĄ fanką tej serii xD <3]


Wytłumaczenie: Tu chyba nie trzeba nic tłumaczyć xD 

Rozwiązanie: Na myśl przychodzi mi bardzo przeze mnie lubiana ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK Markusa Zusaka. Czytałam ją dość dawno temu i wiele wydarzeń zatarło mi się już w pamięci :( Niedobrze! Trzeba by było kiedyś ją sobie odświeżyć! Filmu natomiast nie oglądałam, ale mam w planach xD


Wytłumaczenie: Serio, emotki (emoji, buźki, jak zwał, tak zwał) to życie! Bardzo, bardzo, bardzo je lubię. Nie lubię natomiast, gdy ktoś ich w ogóle nie wstawia xD Przez wiadomość trudno ocenić przecież nastrój tej osoby, intencje jej wypowiedzi. A emotki są jak zbawienie! Czasem może przesadzam z ich używaniem, ale mam skłonności do przesady w wielu różnych aspektach życia xD

Rozwiązanie: *wcale nie wymienię Sagi Księżycowej* Wiem!! BUNTOWNICZKA Z PUSTYNI stała się jedną z moich najukochańszych książek i serii, a emocji jest w niej aż nadto!! Inną przeczytaną przeze mnie serią, która wywołała we mnie mieszankę wielu uczuć są DARY ANIOŁA. Należę do fanów tej serii (choć przeczytałam trzy tomy + czwarty jestem w trakcie na chwilę obecną xD), a autorce zawdzięczam istny emocjonalny rollercoaster.


Wytłumaczenie: Śmiech to zdrowie! :D Śmieję się dużo i z różnych rzeczy... często takich, które innych wcale nie śmieszą... A kiedy już zacznę się śmiać, to często nie mogę przestać! Bo jak mnie już coś rozbawi, to porządnie... xD

Rozwiązanie: Z zabawną książką należącą do NA kojarzy mi się UKŁAD Elle Kennedy :D Nieraz parskałam śmiechem z zaistniałych sytuacji albo wypowiedzi bohaterów. Innymi takimi pozycjami są dwie książki R.S. Grey - THE ALLURE OF JULIAN LEFRAY i THE ALLURE OF DEAN HARPER, które są takimi komediami romantycznymi... :D Żadna z powieści tej pani chyba nie jest wydana w Polsce, a naprawdę szkoda! Oprócz tych dwóch przeczytanych, zapoznałam się jeszcze z trzema innymi: tyle że dwie zostały przeze mnie przeczytane jakoś do połowy xD W każdym razie zostałam fanką tej autorki i liczę na to, że kiedyś ktoś wyda u nas jakąś z jej książek... :D

Tym samym dobiegliśmy do nieuchronnego końca TAGu! Mam nadzieję, że jakoś przebrnęliście przez cały post i dobrze Wam się żyło w urodzinowym świecie Meredith xD Na banerku jestem ja, jeśli ktoś byłby ciekaw, tyle że w wersji animowanej :D To arcydzieło wykonała moja kochana przyjaciółka, której prace możecie znaleźć na instagramie @mylittledaisyflower <3 A dlaczego dinozaur? xD Bo dinozaury są super!! <3 xD

Na samiutki koniec pozwoliłam sobie nominować parę osób! <3


Do napisania, miłych wakacji, dzięki, że wpadliście xD <3

czwartek, 27 lipca 2017

Poradź sobie z książką TAG

Dostałam tę nominację sto lat temu od Kitty, a że nagle nabrałam ochoty na zrobienie TAGu, to wybrałam sobie ten i... do dzieła xD Pozwolę sobie skopiować zasady:

Polega on na wybraniu 8 książek, otwarciu każdej na dowolnej stronie i odczytaniu pierwszego czasownika od góry, z lewej strony. (czasem można przeskoczyć o jakiś wyraz, tak, by łatwiej było nam dopasować go do kategorii :)). Właśnie to jest nasza wskazówka. Teraz wystarczy tylko, zgodnie z kolejnością pytań, dopasować do problemu i voila! nasz poradnik na życie jest gotowy!

Brzmi naprawdę ciekawie, a co z tego wyjdzie - się okaże! Zapraszam do czytania :D

JAK ZMIENIĆ ŻARÓWKĘ?


Cinder Marissa Meyer

Nic prostszego - należy drgnąć w oburzeniu, że coś jest nie tak z żarówką, a kogoś z pewnością ów drgawki przestraszą i żarówka zostanie wymieniona dla świętego spokoju.

JAK UPIEC CIASTO?


P.S. I like you Kasie West

Wystarczy po prostu zerknąć na przepis i piec według wskazówek, jakie się w nim znajdują.

JAK NAPOMPOWAĆ KOŁO W ROWERZE?


Obsydian Jennifer L. Armentrout

Jest na to bardzo łatwy sposób - trzeba rozpoznać pompkę w garażu i za jej pomocą napompować koło.

JAK DOSTAĆ 5 Z TESTU?


Fałszywy książę Jennifer A. Nielsen

Kiedy zaprowadzisz porządek w swojej organizacji czasu, znajdziesz chwilę na naukę, a wiadomo, że nauczenie się materiału to 5 z testu! 

JAK SZYBKO POSPRZĄTAĆ POKÓJ?


Obca Diana Gabaldon

Jedno jest pewne: jeśli chcesz szybko posprzątać pokój, nie możesz spać! Należy raczej zabrać się do roboty... 

JAK SCHUDNĄĆ?


Tajemnice domu Wrighta Blue Balliett

Najlepszym sposobem na schudnięcie jest jedna rzecz: dieta i ćwiczenia! Wystarczy uzgodnić, kiedy będziesz ćwiczyć i jakie dania chcesz jeść! 

JAK NAPRAWIĆ ZEPSUTĄ PRALKĘ?


Wyklęta Joss Stirling

Możesz starać się, ile chcesz, ale obawiam się, że to może być za mało. Najlepiej zadzwonić po jakiegoś fachowca...

JAK MIEĆ WIĘCEJ CZASU NA CZYTANIE?


The call. Wezwanie Peadar O'Guilin

Trzeba po prostu obserwować otoczenie - i w momencie, w którym uznasz, że dany obowiązek możesz wykonać później - czytaj! :D

Niech wszyscy czują się nominowani! <3 Jak Wam się podobało? xD 
Jak Wam wakacje mijają? ^_^
Ponadto przypominam o trwającej ankiecie po prawej stronie ^_^

wtorek, 18 lipca 2017

Zdrajca tronu - Alwyn Hamilton #2

Zdjęcie mojego autorstwa.

Tytuł: Zdrajca tronu
Autor: Alwyn Hamilton
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 559
Rok wydania: 2017 (ogólnie i Polska)
Seria/cykl: Buntowniczka z pustyni - część druga

Zaledwie kilka miesięcy temu Amani Al-Hiza, pragnąc wolności, uciekła z domu położonego na końcu świata i zaczęła przemierzać bezkresne piaski magicznej pustyni w towarzystwie tajemniczego obcokrajowca, Jina.

Teraz jednak sytuacja diametralnie się zmienia. Kiedy Amani wbrew własnej woli trafia do epicentrum reżimu – pałacu sułtańskiego – przyświeca jej jeden cel: obalenie tyrana.

Zapomnij o wszystkim, co wiesz o Miraji, o rebelii, o dżinach i Jinie oraz Niebieskookiej Bandytce. W Zdrajcy tronu jedyne, czego możesz być pewien, to to, że nic nie jest pewne.

Skończyłam czytać tę książkę już parę dni temu, ale tak wyszło, że dopiero teraz usiadłam do recenzji. Po przewróceniu ostatniej kartki i tak nie mogłam wypowiedzieć nic więcej niż 'Jestem zachwycona' z błyskiem w oku. Ewentualnie powtarzałabym 'Ta książka jest po prostu świetna'. Ale nawet teraz, po tych paru dniach, nie jestem pewna, czy uda mi się odpowiednio przekazać Wam, to co myślę o tej pozycji. Będę próbować. 


Przed rozpoczęciem pisania, trochę przypadkowo, przeczytałam dwie negatywniejsze opinie na temat Zdrajcy tronu. Obie skarżyły się na Amani i na to, że zaczęła irytować. A ja się nie zgodzę! Uważam tę dziewczynę za jedną z lepszych bohaterek literackich; nie było nawet jednej sceny, w której bym się na nią zdenerwowała. Umie o siebie zadbać, jest zdecydowana i wojownicza, do tego ma całkiem cięty język i czasem najpierw mówi, a potem myśli. Przy tym zachowuje się na swoje siedemnaście lat i nie jest idealna. Ale ja ją pokochałam już od samego początku, od pierwszych stron Buntowniczki z pustyni i moja miłość trwa!

Niesamowicie ucieszył mnie fakt, że drugi tom jest prawie dwa razy grubszy niż pierwszy. Ale z drugiej strony obawiałam się, że Zdrajca tronu nie wciągnie mnie, klimat pustyni mnie nie pochłonie, a akcja wyda mi się nudna. Na szczęście żadna z tych rzeczy nie miała miejsca! Znowu książka wciągnęła mnie od pierwszych kartek, a to wszystko za sprawą niezwykle lekkiego i plastycznego stylu Alwyn Hamilton oraz dzięki szybkiej akcji. Mam wrażenie, że tu działo się jeszcze więcej niż w Buntowniczce z pustyni, a wszystkie wydarzenia były jeszcze bardziej zaskakujące i skomplikowane. Autorka często rzucała kłody pod nogi bohaterom, a oni próbowali się wydostawać, czasami z większym sukcesem, a czasem... z mniejszym, z kłopotów. Choć pustynnego klimatu było trochę mniej, bo fabuła rozgrywała się w pałacu sułtana, ale klimaty arabskie ciągle były obecne.


Mam chyba tylko jeden zarzut: mogłoby być więcej Jina! To taki kochany i zawadiacki chłopak, a przez większą część fabuły był obecny bardziej duchem niż ciałem. To on też dodaje niezwykłości całości i naprawdę mam nadzieję, że w trzeciej części nigdzie nie będzie uciekał. Inni bohaterowie zostali dobrze zarysowani, tak jak w pierwszym tomie miałam wrażenie, że mogłoby być z nimi lepiej, tak tutaj już jest nieco inaczej. W Zdrajcy tronu można jednak bliżej się przyjrzeć złemu charakterowi, sułtanowi i nabrać trochę obiektywizmu, a nawet nieco... zwątpić. I za to też kocham autorkę, bo już myślałam, że wiem, co sądzę na temat rebelii, a w pewnym momencie nie byłam już tego taka pewna.

Tego, czego mi stanowczo nie zabrakło, to emocji! Uwielbiam te książki, w które tak bardzo się wczuwam, że mam wrażenie, iż jestem między bohaterami, biorę udział w opisanych wydarzeniach i że przeżywam wszystko na własnej skórze, a Alwyn Hamilton umie mi to zapewnić. Do tego jej styl pisania, o czym też już wyżej mówiłam, jest taki plastyczny i niemalże bajkowy. Choć narratorem była Amani, czasem zdarzały się rozdziały w narracji trzecioosobowej, które opowiadały historię jakiejś postaci (np. Dżina). Ogólnie uwielbiam te wszystkie legendy i opowieści wplecione do fabuły, to nadaje jeszcze większej niezwykłości całej powieści! 


Zdrajca tronu to więc doskonała kontynuacja, rozwinęła wątki z pierwszej części, a bohaterowie pozostali wspaniali (ale Jina mogłoby być więcej!). Akcja jest dynamiczna, w książce panuje unikatowy klimat, a świat przedstawiony po prostu kocham.
Bardzo polecam!!

Ocena: 10/10

Czytaliście może? A może zamierzacie? Piszcie swoje przemyślenia w komentarzu ^_^

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona! <3



Zachęcam również do oddania głosu w ankiecie po prawej!

sobota, 8 lipca 2017

Kroniki Jaaru. Księga luster - Adam Faber


Tytuł: Kroniki Jaaru. Księga luster
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 451
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: ?

Kate jest typową nastolatką. Mieszka u swojej ciotki w Londynie​ i wiedzie spokojne życie. Pewnego dnia staje na progu tajemniczego sklepu pełnego czarodziejskich przedmiotów, od właścicielki którego otrzymuje Księgę Luster. Dziewczyna rzuca miłosny urok na przystojnego Jonathana, lecz czar skutkuje zupełnie inaczej, niż by tego oczekiwała. Kate trafia do Jaaru, krainy zamieszkanej przez magiczne stworzenia.

Fion jest ferem, baśniową istotą. Jego stosunki z ojcem są coraz gorsze, więc w akcie buntu opuszcza dom, by odnaleźć przypisaną mu czarownicę. Wpada w ręce niebezpiecznej nimfy Erato​ i przez swoją naiwność wprowadza do świata magii wielki zamęt.

Tymczasem w Londynie ciotka dowiaduje się, że ze sklepu pani Selene zniknął magiczny kamień o potężnej mocy. Czy uda się go odnaleźć? Jak Kate, początkująca wiedźma, poradzi sobie w świecie Jaaru, mając u boku ekscentryczne fery i wyniosłego jednorożca? I co tak naprawdę skrywa plan nikczemnej Erato?


Bohaterowie
Adam Faber stworzył całą paletę różnych bohaterów. Nie można im odmówić tego, że są ciekawi, ale jednocześnie... mam wrażenie, że autor nie do końca wyposażył ich w duszę. Wykreował ich, nadał cechy, ale nie postawił swoistej kropki nad i. Polubiłam postacie, żeby nie było, ale czegoś mi w nich zabrakło; mogliby zostać nieco bardziej zarysowani. Główna bohaterka, Kate, była tak naprawdę... nijaka; niczym się nie wyróżniała. Kreacja Fiona, fera (to ta baśniowa istota), jest już trochę lepsza - ma on więcej mocniej zaakcentowanych przymiotów, jak chociażby lekkomyślność czy porywczość. Reszta bohaterów jest właściwie tłem, mają jedną lub dwie cechy, ale brakowało im, jak już mówiłam, duszy.


Fabuła
Kroniki Jaaru. Księga luster to w głównej mierze powieść fantastyczna. Natomiast bardzo nietrafione jest, moim zdaniem, to porównanie do HP, które widnieje na tyle okładki. Pomijając już to, że ja ogólnie takich porównań nie lubię, to tutaj nawet nie wiem, co jedno i drugie miałoby łączyć, oprócz magii naturalnie. Bo magii jest w tej powieści sporo i bardzo dobrze! Autor stworzył Jaar, świat równoległy do naszego, opisał go wręcz doskonale, potrafił oddziałać na wyobraźnię czytelnika (ale mapkę i tak bym przygarnęła xD). Fabuła skupia się najpierw wokół Kate i jej nowo zdobytej księgi, a potem na Erato i próbach powstrzymania jej niecnych planów. Akcja nie pędziła, ale zamiast tego ciekawiła i intrygowała. Miejscami wciągało mnie bardziej, a czasem mniej. Wątek magii wiedzie w tej powieści główny prym, jak już mówiłam, ale znalazło się też miejsce (niewielkie, ale zawsze) na inne. Wątek miłosny - był taki... płytki, że nawet nie mam ochoty go komentować. Motyw przeznaczenia, rodziny, przyjaźni - były, ale tylko lekko zarysowane, szczególnie ten drugi i trzeci. Fabuła kręci się więc wokół wątku fantastycznego i jest czysto rozrywkowa. 


Kilka słów na koniec
Styl autora określiłabym mianem zwyczajnego. Był łatwy w odbiorze, przystępny, konkretny. Wszystko na plus. Książkę całkiem szybko się czyta i zasługą tego jest m.in. duża czcionka, której moje oczy złożyły już pokłony wdzięczności. Zupełnie osobną rzeczą, którą uważam za dużą zaletę, są jednorożce! Tak nieczęsto się je spotyka w literaturze, a tutaj można doświadczyć ich obecności i bardzo mi się to podoba. Mam natomiast pewne obiekcje co do zakończenia - pozostawiło niedosyt i lekką irytację, gdyż nie wszystkie wątki zostały domknięte! Liczę na to, że pojawi się druga część (epilog na to wskazuje) i tam się wszystko ładnie wyjaśni. Nie mogłabym też nie wspomnieć o pięknym wydaniu - cudownej okładce i nieco ozdabianym wnętrzu. To wszystko bardzo cieszy oko!
Kroniki Jaaru. Księga luster to magiczna, ciekawa pozycja. Akcja nie jest rozpędzona, choć intryguje, a bohaterowie mogliby być nieco mocniej zarysowani.



JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: magiczna
Bohaterowie: słabo-zarysowani
Początek: intrygujący
Zakończenie: niedosyt

Ocena: 7/10

CZYTALIŚCIE? Jeśli TAK - mam do Was parę pytań: co sądzicie o bohaterach? O Kate, Fionie, Erato? Czy zakończenie też wywołało w Was niedosyt?
Jeśli NIE - macie w planach? Lubicie książki z dominującym wątkiem fantastycznym? :D
Wszystkie zdjęcia w tym poście są mojego autorstwa.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!



PONADTO mam do Was aż dwa pytania, na które możecie odpowiadać w komentarzu, a także poprzez głos w ankiecie po prawej:
- Czy jest sens w zakładaniu fanpage'a bloga? Przeglądałby to ktoś i czytał? xD
- Czy zrezygnować z tych tradycyjnych komentarzy i przejść na disqusa? ^_^
Naprawdę, nie ignorujcie tych pytań i się wypowiedzcie :D

piątek, 30 czerwca 2017

Za co kocham bajki: W głowie się nie mieści #1


Jestem totalną bajkoholiczką, kocham bajki równie mocno jak książki, a czasem nawet bardziej. Jest w nich coś takiego, co mnie nieustannie niesamowicie zachwyca; z każdą nową produkcją coraz mocniej. Ostatnio po raz drugi obejrzałam W głowie się nie mieści i pomyślałam sobie 'hej, przecież mogę o tym napisać na blogu!'. Planuję stworzyć z tego serię, ale jak to będzie ostatecznie - wyjdzie w praniu :D Wiem, że nie wszyscy bajki (pamiętajmy też, że to raczej nazwa potoczna :D przyjęło się, ale prawidłowo powinnam mówić 'filmy animowane' ;) ) lubią, ale wiem też, że są tacy, co również je kochają i piszę z myślą właśnie o nich - chcę znaleźć bratnie dusze <3 
Na W głowie się nie mieści byłam w kinie i wyszłam z niego oszołomiona i zachwycona - Pixar mnie zaskoczył, bo ta produkcja jest bardzo oryginalna i nie powiela żadnych schematów. I wreszcie przyszedł ten moment, kiedy nabrałam ochoty na ponowne obejrzenie tejże bajki i stało się! A może za jakiś czas znowu ją obejrzę, kto wie... :D
POST ZAWIERA SPOILERY. Bajki są tak popularne, że większość z Was z pewnością jest z nimi zaznajomiona, a ja nie chcę się ograniczać do ogólników. Chcę pomówić o konkretach, z ludźmi, którzy będą wiedzieć, o czym mowa <3 ^_^


W głowie się nie mieści kocham za:

❤ Humor! Scena z powtarzającą się piosenką rozbawia mnie, ilekroć o tym pomyślę, a w kinie nie mogłam się uspokoić, za bardzo się śmiałam! (na szczęście, moja przyjaciółka ma to samo xD) To jest po prostu takie śmieszne, bo przecież naprawdę tak jest w życiu - czasem znienacka przypomina się jakaś irytująca piosenka, siedzi nam w głowie i nie chce dać o sobie zapomnieć :D

❤ Smutek miejscami też była zabawna! Chociażby w scenie z ciągnięciem nogi :D


❤Świetne ukazanie działania emocji i tego, że one wszystkie są potrzebne - nie można żadnej zignorować, bo te zawsze znajdą drogę wyjścia; nie można ich w sobie tłumić (ta scena, w której Radość zamyka w kółku Smutek); smutek musi równoważyć radość i żadne z uczuć (smutek, radość, gniew, odraza, strach) nie jest gorsze czy lepsze! One są po prostu częścią życia i trzeba umieć to zaakceptować.  

❤Pokazanie, że bez fundamentów, bez podstaw naszej osobowości toczymy się niemal ku samozagładzie i że zmiana fundamentów jest wręcz konieczna i dobra - nie mogą one być zabarwione tylko jedną emocją, ponieważ tak to nie działa, o czym pisałam wyżej, uczucia muszą się równoważyć. Pierwszą taką zmianą fundamentów jest właśnie dorastanie ukazane w bajce, kiedy często zmienia się cały światopogląd i człowiek odkrywa tę prawdę, że wspomnienia nie są nigdy jednorakie. Ukazanie nostalgii, połączenie radości i smutku, to kolejna z rzeczy, dla których kocham tę produkcję. 


❤Bing Bong! Jego postać jest fantastyczna i pomijając już to, że bardzo kojarzy mi się z moją przyjaciółką, dla mnie osobiście stanowi uosobienie utraconych wspomnień z dzieciństwa i utwierdzenie w fakcie, że te czasy nie powrócą. Scena jego śmierci złamała mi serce na pół i bardzo się przy niej wzruszyłam :(



❤ Pokazanie, że problem z myleniem faktów z opiniami jest wciąż aktualny; że to bardzo często się miesza [sprytne wytłumaczenie, Pixar, bardzo sprytne]

❤ Kraina Wyobraźni i abstrakcja! Po prostu to zostało bardzo fajne zrobione i mi się bardzo spodobało [biedne chmury, haha xD]

❤ Końcowe przedstawienie emocji innych - ciekawy i całkiem zabawny pomysł :D Chodzi mi o tego chłopaka, nauczycielkę, kierowcę, psa, kota...

❤ULUBIONA POSTAĆ: ciężki wybór! Kiedyś najbardziej Radość lubiłam, ale teraz chyba już nie... Smutek bardziej podbiła moje serce przy drugim oglądaniu, jednakże nie stała moim ulubieńcem... Szczerze mówiąc, to chyba nie mam ulubionej postaci :) Każda z emocji była wyjątkowa na swój sposób, tak jak pozostali bohaterowie :D

❤ ULUBIONA SCENA: zdecydowanie ta z piosenką!! To dlatego że tak bardzo mnie rozbawia!! <3 xDDD


I to już koniec! Mam nadzieję, że nie wyszło ani za długo, ani za nudno xD Lubię bardzo analizować bajki po ich obejrzeniu, bo większość z nich zawiera jakieś ponadczasowe przesłanie i to jest po prostu piękne :) :) Dzieci zapewne często tego nie wyłapują (tak było w moim przypadku xD musiałam trochę podrosnąć, by zrozumieć sens pewnych rzeczy :P), a już szczególnie ciężko to zrobić przy W głowie się nie mieści, bo to raczej wyjątkowo trudna produkcja dla dzieci ^_^ Ale od czego są rodzice, haha :D 

Czekam więc na WASZE PRZEMYŚLENIA! Jeśli są tu jacyś bajkoholicy - odezwijcie się koniecznie!!!!! No i piszcie, co sądzicie o tego typu postach ;)

piątek, 23 czerwca 2017

Miasto kości - Cassandra Clare

Zdjęcie mojego autorstwa ;)

Tytuł:
 Miasto kości
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 507
Rok wydania: 2007 (ogólnie), 2009 (Polska)
Seria/cykl: Dary Anioła - część pierwsza

Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela.

Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich.

Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine’a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine’a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął…
[co za długi opis...]



Bohaterowie
Ciekawi, czy zaliczam się do fanów tejże serii? A może jednak nie pojęłam jej fenomenu...? Ok, wiem, że można łatwo zgadnąć xD Bohaterów Miasta kości bardzo polubiłam! (czy ktoś naprawdę się spodziewał, że mogłoby być inaczej? xD) Choć na tle sto tysięcy innych młodzieżówek nie wyróżniają się jakoś szczególnie, udało im się podbić moje serce. Zostali stworzeni z krwi i kości; wzbudzali uczucia. Clary (główna bohaterka, jakby ktoś nie wiedział) na pewno nie należy do moich ulubionych bohaterek literackich, ale kibicowałam jej. Czasami tylko irytowała mnie swoją głupotą i klapkami na oczach (jak mogła nawet nie brać pod uwagę pewnych rzeczy?! przecież to od razu nasuwało się na myśl). Jace... został moim nowym mężem! Jego sarkastyczne podejście do życia całkowicie i totalnie kupiło moje serce. Z jakiegoś powodu niezbyt przepadam za Simonem, ale jego ironia miejscami bardzo mnie śmieszyła. I na tym zakończę mój bohaterowy wywód, bo gdybym miała teraz każdą postać z osobna opisywać - zajęłoby to mnóstwo czasu i miejsca.  



Fabuła
Z mojej perspektywy fabuła nie jest niczym nowym, ale wydaje mi się, że ta książka w roku, w którym powstała, nie była taka schematyczna. Nefilim, demony - nic nowego, ale jednocześnie fajnie było poznać kolejną wizję fantastycznego świata. Bawiłam się wyśmienicie, odkrywając razem z Clary sekrety Nocnych Łowców, a wkrótce i jej własnych. Nie powiem, żebym się jakoś zaskoczyła niektórymi wątkami (tym bardziej, że jeden mi zaspoilerowano), ale zdarzało mi się wykrzyczeć "no, tego się nie spodziewałam". Świat Nocnych Łowców został interesująco i całkiem rzetelnie wykreowany. Akcja jest prowadzona w miarowym tempie. Zostałam też fanką wątku miłosnego i znam mniej-więcej jego losy (ach, te spoilery), ale to sprawia, że uwielbiam go bardziej. Miasto kości to powieść, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością; która jest świetną rozrywką, a jednocześnie opowiada o rodzinie, miłości, przyjaźni czy zdradzie.


Kilka słów na koniec
Całkiem polubiłam styl Cassandry Clare. Nie jestem może nim zachwycona, ale był ok. Tylko rozdziały mogłyby być krótsze, bo zasada "jeszcze jeden rozdział" przeciągała się czasowo xD Bardzo przypadł mi do gustu humor! Czy to za sprawą Jace'a czy Simona, czy jeszcze czegoś bądź kogoś innego, chichotałam jak szalona xD I oczywiście bardzo przeżywałam tę książkę. Strasznie się emocjonowałam, czytając o losach bohaterów - i kocham to!
Podsumowując - Miasto kości bardzo mi się spodobało! Bohaterów polubiłam, choć Clary czasem irytowała, a odkrywanie sekretów ukrytych w świecie Nocnych Łowców dostarczyło mi mnóstwa radości.
Polecam!

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: pełna sekretów!
Bohaterowie: polubiłam ich
Początek: wciągający
Zakończenie: wstrząsające

Ocena: 9/10

Jestem pewna, że sporo osób czytało, więc - liczę na komentarze! Ulubiona postać? A może macie ulubioną scenę? Porozmawiajmy o tej książce! :D
A jeśli nie czytaliście - zamierzacie czy może jednak nie? Dlaczego? :D

Patrzcie, co znalazłam! <3 Czyś to nie jest urocze? <3

A moja blogowa niechęć cały czas trwa i mam wrażenie, że tracę serce dla tego miejsca :(

sobota, 10 czerwca 2017

Ostatnie tchnienie - Jennifer L. Armentrout #3




Tytuł: Ostatnie tchnienie
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 447
Rok wydania: 2015 (ogólnie), 2017 (Polska)
Seria/cykl: Dark Elements - część trzecia

OPIS ZAWIERA SPOILERY! (nie wiem, kto pisze takie opisy, co za kpina)

Każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje, a siedemnastoletnia Layla musi stawić czoła najtrudniejszym wyborom. Co wybierze, światło czy mrok? Z jednej strony grzeszny, seksowny, demoniczny książę Roth, z drugiej Zayne – wspaniały, troskliwy strażnik, z którym jednak nigdy nie wyobrażała sobie związku. Najtrudniejsza decyzja dotyczy jednak tego, której połowie swojej natury powinna zaufać.

Dziewczyna ma też nowy problem. Najniebezpieczniejszy z demonów, Lilin, został uwolniony, by siać spustoszenie wokół niej, włączając w to jej przyjaciół. Aby uchronić Sama przed losem dużo gorszym niż śmierć, Layla musi paktować z wrogiem, jednocześnie chroniąc miasto – i swoją rasę – przed zniszczeniem.

Rozdarta między dwoma światami i dwoma różnymi chłopakami, niczego nie jest pewna, a już najmniej tego, czy przeżyje, zwłaszcza kiedy dają o sobie znać stare kłopoty. Czasami jednak, gdy tajemnica goni tajemnicę, a prawda wydaje się niemożliwa do odkrycia, trzeba posłuchać głosu serca, wybrać stronę i walczyć do utraty tchu…


Wiecie, kiedy napisałam tę recenzję? W marcu xD Tak tylko chciałam wspomnieć.
Zanim jeszcze przejdę do rzeczy, chciałabym podziękować (kolejny raz xD) Paulinie z Miasta książek, która obdarowała mnie tą książką i niesamowicie mnie uszczęśliwiła <3

Ostatnie tchnienie to... idealne zakończenie serii! Po lekkim rozczarowaniu, jakie doznałam, czytając Arktyczny dotyk, Jennifer przyszła z trzecim tomem i moja miłość do jej pióra i pomysłów odżyła na nowo. Akcja w tej części pędzi od pierwszych kartek, trzyma w napięciu, intryguje i ostatecznie nawet zaskakuje (przynajmniej mnie xD). Sprawa lilina i wiszącej apokalipsy w powietrzu nie daje nam odetchnąć, do tego na jaw wychodzą ciekawe, BARDZO ciekawe fakty na temat Layli... czyli coś, co należało nam się po tych wszystkich niewiadomych w poprzednich tomach. Autorka wręcz doskonale skonstruowała całą fabułę i akcję, wszystko się ze sobą zgrabnie połączyło, tajemnice i zagadki zostały wyjaśnione.


Ta książka to istne źródło emocji! Co ja przeżywałam przy czytaniu... Radość, smutek, zaskoczenie, zadowolenie, przygnębienie, załamanie... Wpadałam z jednej emocji w drugą i mknęłam błyskawicznie przez te ponad 400 stron, a jednocześnie starałam się jak najbardziej przedłużyć lekturę, by się nią rozkoszować i nacieszyć. Ostatecznie skończyłam jednocześnie ze złamanym i pełnym szczęścia sercem. Zależy, o jakiej kwestii pomyślę.

O wątku miłosnym postanowiłam nie wspominać, bo każdy, kto wie, komu kibicowałam, od razu wyczuje, czy mi się to spodobało czy nie xD Powiem jedynie tyle, że Layla szybko podjęła decyzję. I chwała jej za to! Nie zniosłabym więcej tego trójkąta i przedłużania związanego z rozterkami bohaterki. 


Kochani bohaterowie <3 Moje relacje z Laylą różnie się układały, ale w tym tomie bardzo ją polubiłam! Stała się twardsza, widzę jej przemianę w porównaniu do pierwszego tomu i podoba mi się to. Powiem Wam, że nawet Zayne'owi udało się zdobyć cień mojej sympatii. Ale tylko cień, żeby nie było xD A Roth... UWIELBIAM. GO. Jego kreacja to mistrzostwo i nie mogę go nie kochać. Jego charakter i usposobienie jest cu-do-wne.

Jako że to ostatnia recenzja tej serii, muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o adiutorach - genialnych tatuażach. Ciągle nie mogę się nadziwić, jaki to jest genialny pomysł! Dodawały one powieści wiele klimatu i uwielbiam je wszystkie. Też chcę takiego!



Podsumowując - Ostatnie tchnienie stanowi mocne zakończenie, zaskakujące w wielu miejscach. Autorka doskonale dopięła na ostatni guzik wszystkie wątki, choć w niektórych kwestiach zostawiła zakończenie otwarte, tak jak teraz o tym myślę (właściwie na myśl mi przychodzi jedna kwestia xD). Bohaterowie wciąż trzymają poziom, a Roth jest najlepszy!
Polecam całą trylogię z całego serca! <3  

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: bardzo ciekawa!
Bohaterowie: ROTH
Początek: nienudny 
Zakończenie: sprzeczne (złamane serce & serce pełne szczęścia)

Ocena: 10/10

Jak to jest z Wami? Czytaliście? Jak wrażenia? Nie czytaliście - zamierzacie? ^_^ 
Podzielcie się przemyśleniami w komentarzu <3

Przepraszam, że ostatnio na blogu wieje pustkami, a także że nie odwiedzam Was, ale dopadła mnie niechęć blogowa&książkowa :(

sobota, 27 maja 2017

Żniwiarz. Pusta noc - Paulina Hendel


Tytuł: Pusta noc 
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 431
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: Żniwiarz - część pierwsza

Na pierwszy rzut oka Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Czas wypełnia jej praca w małej księgarni oraz obowiązki domowe. To jednak tylko pozory, gdyż w wolnych chwilach, zamiast spotykać się z rówieśnikami, Magda tropi upiory rodem ze słowiańskich wierzeń. Na dodatek jej wuj jest żniwiarzem, czyli jedną z niewielu osób, które potrafią odesłać martwców tam, skąd przybyli. 


Bohaterowie
Bohaterów w Pustej nocy nie ma aż tak dużo, idzie bardzo łatwo ich zapamiętać i bardzo łatwo rozróżnić, ponieważ każdy z nich jest inny. Paulina Hendel zadbała o różnorodność, a kreacja jej postaci jest konsekwentna - mają wady i zalety, ich cechy charakteru nie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Do tego uważam, że porwała się na trudne zadanie związane ze żniwiarzami - ale nie będę tego dokładnie wyjaśniać, bo to ciężkie do wyjaśnienia, a do tego jeszcze ktoś uzna to za spoiler. Przechodząc do konkretów - główna bohaterka, Magda, była upartą dziewczyną, która często stawiała na swoim, była jednak przy tym wesoła i sympatyczna, i nieco naiwna również. Na moje całkowite uznanie zasługuje też Feliks, wujek (a może jednak kuzyn?) Magdy, który był żniwiarzem i często sypał sarkazmem i złośliwościami jak z rękawa... Nie mogłabym nie wspomnieć nic o czarnym charakterze, Pierwszym! Wiecie (lub nie), że nie przepadam za czarnymi charakterami, ale tym w Pustej nocy jestem po prostu zachwycona. Miał jasną, mocną motywację, trwał przy niej cały czas i był w stanie zrobić wszystko, by osiągnąć to, czego chce. Został jeszcze Mateusz... Do niego od początku sceptycznie podchodziłam i jestem neutralnie nastawiona do jego osoby SPOILER od razu wiedziałam, że ma coś wspólnego z Pierwszym! najpierw myślałam, że to potępieniec, ale później to wykluczyłam (wiecie, ten zapach xD) i obstawiłam Pierwszego. strasznie łatwo było to przewidzieć KONIEC SPOILERA


Fabuła
Ciężko mi określić fabułę. Nie chodzi o to, że się nic nie działo, ale szybką akcją bym tego nie nazwała, co wyjątkowo nie stanowi dla mnie wady. Paulina Hendel nieśpiesznie opisywała świat przez siebie stworzony i równie nieśpiesznie wciągała do niego czytelnika. Początkowo Pustą noc czytałam z zainteresowaniem, a dopiero później słowiański klimat całkowicie mnie pochłonął. Świat przedstawiony, świat nawich (tych wszystkich słowiańskich stworzeń), został ciekawie i wyczerpująco wykreowany. Pierwszy raz czytałam książkę z wątkiem słowiańskim i polubiłam to. Niektóre stworzenia są naprawdę straszne, a autorka nie szczędziła nam opisów. Istotną rolę pełnią też żniwiarze, osoby, które mogą nawich odsyłać z powrotem do ich świata. Paulina Hendel wykonała naprawdę dobrą robotę przy ich kreacji, o czym zresztą też już mówiłam akapit wyżej. Pomiędzy opisem świata przedstawionego, walk z nawimi, życia Magdy i Feliksa, nie zabrakło miejsca na tajemnicę, intrygę - wszystko za sprawą Pierwszego. Nasi bohaterowie starają się odkryć, co się dzieje i są to niebywale interesujące poszukiwania. Do tego dochodzi również wątek miłosny, którego nie zostałam fanką - według mnie, nie było czuć chemii między bohaterami. Jedyne, co mnie raziło w oczy - to przewidywalność. Brakowało mi jakiegoś zaskoczenia...


Kilka słów na koniec
W książce panuje niesamowity klimat - klimat słowiańskich stworzeń, niebezpieczeństwa i tajemnicy. Niektóre fragmenty Pustej nocy (głównie dotyczący nawich) były straszne i potem bałam się, że coś takiego przyjdzie do mnie w nocy xD Ale to ja jestem strachliwa, więc większość z Was zapewne coś takiego nie przerazi. Styl autorki był baaardzo przyjemny, młodzieżowy, a opisy mniej-więcej równoważyły się z dialogami. Całość bardzo szybko się czyta. I jeszcze to cudowne wydanie! Okładka jest przepiękna, w środku też jest wszystko zadbane. Jedyne, o co mogłabym się przyczepić - to długie rozdziały, bo jestem fanką tych krótkich. Narracja jest natomiast trzecioosobowa, w czasie przeszłym. I jeszcze jeśli chodzi o humor - i na niego czasem znalazło się miejsce, więc bardzo się cieszę. 
Żniwiarz. Pusta noc to klimatyczna książka, którą szybko się czyta. Choć akcja nie pędzi, jest prowadzona w swoim tempie - i czytelnik się nie nudzi. Bohaterowie natomiast zostali wykreowani konsekwentnie i różnorodnie. 
Polecam! 


JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: słowiańska
Bohaterowie: różnorodni i konsekwentni
Początek: intrygujący
Zakończenie: chcę-drugą-część

Ocena: 8/10

Czekam na Wasze przemyślenia i skojarzenia dotyczące książki w komentarzu! :D
Wszystkie zdjęcia w tym poście są mojego autorstwa.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!