sobota, 10 czerwca 2017

Ostatnie tchnienie - Jennifer L. Armentrout #3




Tytuł: Ostatnie tchnienie
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 447
Rok wydania: 2015 (ogólnie), 2017 (Polska)
Seria/cykl: Dark Elements - część trzecia

OPIS ZAWIERA SPOILERY! (nie wiem, kto pisze takie opisy, co za kpina)

Każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje, a siedemnastoletnia Layla musi stawić czoła najtrudniejszym wyborom. Co wybierze, światło czy mrok? Z jednej strony grzeszny, seksowny, demoniczny książę Roth, z drugiej Zayne – wspaniały, troskliwy strażnik, z którym jednak nigdy nie wyobrażała sobie związku. Najtrudniejsza decyzja dotyczy jednak tego, której połowie swojej natury powinna zaufać.

Dziewczyna ma też nowy problem. Najniebezpieczniejszy z demonów, Lilin, został uwolniony, by siać spustoszenie wokół niej, włączając w to jej przyjaciół. Aby uchronić Sama przed losem dużo gorszym niż śmierć, Layla musi paktować z wrogiem, jednocześnie chroniąc miasto – i swoją rasę – przed zniszczeniem.

Rozdarta między dwoma światami i dwoma różnymi chłopakami, niczego nie jest pewna, a już najmniej tego, czy przeżyje, zwłaszcza kiedy dają o sobie znać stare kłopoty. Czasami jednak, gdy tajemnica goni tajemnicę, a prawda wydaje się niemożliwa do odkrycia, trzeba posłuchać głosu serca, wybrać stronę i walczyć do utraty tchu…


Wiecie, kiedy napisałam tę recenzję? W marcu xD Tak tylko chciałam wspomnieć.
Zanim jeszcze przejdę do rzeczy, chciałabym podziękować (kolejny raz xD) Paulinie z Miasta książek, która obdarowała mnie tą książką i niesamowicie mnie uszczęśliwiła <3

Ostatnie tchnienie to... idealne zakończenie serii! Po lekkim rozczarowaniu, jakie doznałam, czytając Arktyczny dotyk, Jennifer przyszła z trzecim tomem i moja miłość do jej pióra i pomysłów odżyła na nowo. Akcja w tej części pędzi od pierwszych kartek, trzyma w napięciu, intryguje i ostatecznie nawet zaskakuje (przynajmniej mnie xD). Sprawa lilina i wiszącej apokalipsy w powietrzu nie daje nam odetchnąć, do tego na jaw wychodzą ciekawe, BARDZO ciekawe fakty na temat Layli... czyli coś, co należało nam się po tych wszystkich niewiadomych w poprzednich tomach. Autorka wręcz doskonale skonstruowała całą fabułę i akcję, wszystko się ze sobą zgrabnie połączyło, tajemnice i zagadki zostały wyjaśnione.


Ta książka to istne źródło emocji! Co ja przeżywałam przy czytaniu... Radość, smutek, zaskoczenie, zadowolenie, przygnębienie, załamanie... Wpadałam z jednej emocji w drugą i mknęłam błyskawicznie przez te ponad 400 stron, a jednocześnie starałam się jak najbardziej przedłużyć lekturę, by się nią rozkoszować i nacieszyć. Ostatecznie skończyłam jednocześnie ze złamanym i pełnym szczęścia sercem. Zależy, o jakiej kwestii pomyślę.

O wątku miłosnym postanowiłam nie wspominać, bo każdy, kto wie, komu kibicowałam, od razu wyczuje, czy mi się to spodobało czy nie xD Powiem jedynie tyle, że Layla szybko podjęła decyzję. I chwała jej za to! Nie zniosłabym więcej tego trójkąta i przedłużania związanego z rozterkami bohaterki. 


Kochani bohaterowie <3 Moje relacje z Laylą różnie się układały, ale w tym tomie bardzo ją polubiłam! Stała się twardsza, widzę jej przemianę w porównaniu do pierwszego tomu i podoba mi się to. Powiem Wam, że nawet Zayne'owi udało się zdobyć cień mojej sympatii. Ale tylko cień, żeby nie było xD A Roth... UWIELBIAM. GO. Jego kreacja to mistrzostwo i nie mogę go nie kochać. Jego charakter i usposobienie jest cu-do-wne.

Jako że to ostatnia recenzja tej serii, muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o adiutorach - genialnych tatuażach. Ciągle nie mogę się nadziwić, jaki to jest genialny pomysł! Dodawały one powieści wiele klimatu i uwielbiam je wszystkie. Też chcę takiego!



Podsumowując - Ostatnie tchnienie stanowi mocne zakończenie, zaskakujące w wielu miejscach. Autorka doskonale dopięła na ostatni guzik wszystkie wątki, choć w niektórych kwestiach zostawiła zakończenie otwarte, tak jak teraz o tym myślę (właściwie na myśl mi przychodzi jedna kwestia xD). Bohaterowie wciąż trzymają poziom, a Roth jest najlepszy!
Polecam całą trylogię z całego serca! <3  

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: bardzo ciekawa!
Bohaterowie: ROTH
Początek: nienudny 
Zakończenie: sprzeczne (złamane serce & serce pełne szczęścia)

Ocena: 10/10

Jak to jest z Wami? Czytaliście? Jak wrażenia? Nie czytaliście - zamierzacie? ^_^ 
Podzielcie się przemyśleniami w komentarzu <3

Przepraszam, że ostatnio na blogu wieje pustkami, a także że nie odwiedzam Was, ale dopadła mnie niechęć blogowa&książkowa :(

sobota, 27 maja 2017

Żniwiarz. Pusta noc - Paulina Hendel


Tytuł: Pusta noc 
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 431
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: Żniwiarz - część pierwsza

Na pierwszy rzut oka Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Czas wypełnia jej praca w małej księgarni oraz obowiązki domowe. To jednak tylko pozory, gdyż w wolnych chwilach, zamiast spotykać się z rówieśnikami, Magda tropi upiory rodem ze słowiańskich wierzeń. Na dodatek jej wuj jest żniwiarzem, czyli jedną z niewielu osób, które potrafią odesłać martwców tam, skąd przybyli. 


Bohaterowie
Bohaterów w Pustej nocy nie ma aż tak dużo, idzie bardzo łatwo ich zapamiętać i bardzo łatwo rozróżnić, ponieważ każdy z nich jest inny. Paulina Hendel zadbała o różnorodność, a kreacja jej postaci jest konsekwentna - mają wady i zalety, ich cechy charakteru nie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Do tego uważam, że porwała się na trudne zadanie związane ze żniwiarzami - ale nie będę tego dokładnie wyjaśniać, bo to ciężkie do wyjaśnienia, a do tego jeszcze ktoś uzna to za spoiler. Przechodząc do konkretów - główna bohaterka, Magda, była upartą dziewczyną, która często stawiała na swoim, była jednak przy tym wesoła i sympatyczna, i nieco naiwna również. Na moje całkowite uznanie zasługuje też Feliks, wujek (a może jednak kuzyn?) Magdy, który był żniwiarzem i często sypał sarkazmem i złośliwościami jak z rękawa... Nie mogłabym nie wspomnieć nic o czarnym charakterze, Pierwszym! Wiecie (lub nie), że nie przepadam za czarnymi charakterami, ale tym w Pustej nocy jestem po prostu zachwycona. Miał jasną, mocną motywację, trwał przy niej cały czas i był w stanie zrobić wszystko, by osiągnąć to, czego chce. Został jeszcze Mateusz... Do niego od początku sceptycznie podchodziłam i jestem neutralnie nastawiona do jego osoby SPOILER od razu wiedziałam, że ma coś wspólnego z Pierwszym! najpierw myślałam, że to potępieniec, ale później to wykluczyłam (wiecie, ten zapach xD) i obstawiłam Pierwszego. strasznie łatwo było to przewidzieć KONIEC SPOILERA


Fabuła
Ciężko mi określić fabułę. Nie chodzi o to, że się nic nie działo, ale szybką akcją bym tego nie nazwała, co wyjątkowo nie stanowi dla mnie wady. Paulina Hendel nieśpiesznie opisywała świat przez siebie stworzony i równie nieśpiesznie wciągała do niego czytelnika. Początkowo Pustą noc czytałam z zainteresowaniem, a dopiero później słowiański klimat całkowicie mnie pochłonął. Świat przedstawiony, świat nawich (tych wszystkich słowiańskich stworzeń), został ciekawie i wyczerpująco wykreowany. Pierwszy raz czytałam książkę z wątkiem słowiańskim i polubiłam to. Niektóre stworzenia są naprawdę straszne, a autorka nie szczędziła nam opisów. Istotną rolę pełnią też żniwiarze, osoby, które mogą nawich odsyłać z powrotem do ich świata. Paulina Hendel wykonała naprawdę dobrą robotę przy ich kreacji, o czym zresztą też już mówiłam akapit wyżej. Pomiędzy opisem świata przedstawionego, walk z nawimi, życia Magdy i Feliksa, nie zabrakło miejsca na tajemnicę, intrygę - wszystko za sprawą Pierwszego. Nasi bohaterowie starają się odkryć, co się dzieje i są to niebywale interesujące poszukiwania. Do tego dochodzi również wątek miłosny, którego nie zostałam fanką - według mnie, nie było czuć chemii między bohaterami. Jedyne, co mnie raziło w oczy - to przewidywalność. Brakowało mi jakiegoś zaskoczenia...


Kilka słów na koniec
W książce panuje niesamowity klimat - klimat słowiańskich stworzeń, niebezpieczeństwa i tajemnicy. Niektóre fragmenty Pustej nocy (głównie dotyczący nawich) były straszne i potem bałam się, że coś takiego przyjdzie do mnie w nocy xD Ale to ja jestem strachliwa, więc większość z Was zapewne coś takiego nie przerazi. Styl autorki był baaardzo przyjemny, młodzieżowy, a opisy mniej-więcej równoważyły się z dialogami. Całość bardzo szybko się czyta. I jeszcze to cudowne wydanie! Okładka jest przepiękna, w środku też jest wszystko zadbane. Jedyne, o co mogłabym się przyczepić - to długie rozdziały, bo jestem fanką tych krótkich. Narracja jest natomiast trzecioosobowa, w czasie przeszłym. I jeszcze jeśli chodzi o humor - i na niego czasem znalazło się miejsce, więc bardzo się cieszę. 
Żniwiarz. Pusta noc to klimatyczna książka, którą szybko się czyta. Choć akcja nie pędzi, jest prowadzona w swoim tempie - i czytelnik się nie nudzi. Bohaterowie natomiast zostali wykreowani konsekwentnie i różnorodnie. 
Polecam! 


JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: słowiańska
Bohaterowie: różnorodni i konsekwentni
Początek: intrygujący
Zakończenie: chcę-drugą-część

Ocena: 8/10

Czekam na Wasze przemyślenia i skojarzenia dotyczące książki w komentarzu! :D

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!

sobota, 20 maja 2017

Jak Meredith ocenia recenzje?


Pomysł na ten post zrodził się w mojej głowie już dawno temu, bo dawno temu powinnam tę kwestię wyjaśnić. Poprzez słowo "ocenia" w tytule posta mam na myśli ocenę cyfrową, od 1 do 10. Chciałabym Wam przybliżyć mój tok rozumowania, ponieważ wystawianie przeze mnie oceny zwykle nie ma zbyt dużo wspólnego z recenzją, chyba że spojrzy się na to przez pryzmat tego, co mam zamiar przedstawić Wam poniżej. Moja własna, dziwna skala oceniania.

1


Nie wystawiam tej oceny... nigdy? Serio, nie wiem, jak książka musiałaby być zła, żebym dała jej 1 (lektury się nie liczą, choć nawet je rzadko kiedy oceniam na 1). Zawsze dopatruję się jakiegoś elementu, który mi się w książce podoba, więc pozycja oceniona przeze mnie na 1 musiałaby nie mieć żadnego.

2


Witajcie w moim świecie ocealniowym, gdzie 2 nie różni się u mnie od 1... 1 czy 2, dla mnie to bez różnicy xD Ocenę 2 również daję bardzo rzadko, jeśli w ogóle. Gdybym miała kiedyś dylemat (dać 1 czy może jednak 2...), to pewnie kierowałabym się przeczuciem.

3


Tu pojawia się już drobna różnica, aczkolwiek naprawdę niewielka. Ocenę 3 (na blogu jest tylko jedna tak oceniona przeze mnie książka - Córka żywiołu) jestem skłonna dać książce, którą nie dość, że męczyłam, to ani bohaterowie, ani fabuła nie zachwycali. Generalnie irytacja. 

4


Bądźmy szczerzy, w mojej skali oceniania 1-4 prawie niczym się nie różni xD Jeśli więc widzicie, że oceniłam książkę na 4 (albo 3, albo 2), to równie dobrze mogłoby być to 1. A dałam powieści 4 bo tak. Bo przeczucie mi kazało. Intuicja. Nazywajcie, jak chcecie. W mojej karierze blogowej jedną książkę oceniłam na 4 - Piękną katastrofę

5


W tym miejscu dopiero widać znaczną zmianę w moim ocenianiu. Choć nie też aż tak dużą. W książce, którą oceniałam na 5, coś mi po prostu nie przypasowało. Głównie chodzi o to, że się zawiodłam i dostałam coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Najlepszym na to przykładem z pozycji ocenionych przeze mnie na 5 jest Misja 100

6



Ocena 6 pojawia się u mnie nie mam pojęcia z jakiego powodu xD Czasami daję ocenę 6 książce, która średniawo mi się podobała (w kierunku NIE podobała), ale mam takie widzimisie, więc dam 6 (przykład: Panika), czasami 6 daję książce, która była fajną rozrywką i nawet zasługuje na takie 7, ale mam swoje widzimisie i dam 6 (przykład: Dotyk).

7


W ocenianiu książek na 7 staram się znaleźć jakąś regułę, ale jest ciężko xD Nie jest to jednak aż tak chaotyczne jak wystawianie książce 6. 7 dostaje u mnie książka, która mnie nie zachwyciła, nie było wielkiego WOOOOW, ale jednocześnie jest w niej coś takiego, że nie odbieram jej jako złej, gdyż przyjemnie się ją czytało... I nie jest to do końca 'średnia' pozycja xD (tylko czasami) Tak oceniłam, np. Prawo Mojżesza czy The call. Wezwanie.

8



Wreszcie wkraczamy w strefę książek, które mi się bezsprzecznie podobały! Granica między 8-9-10 jest u mnie bardzo, bardzo, bardzo cienka. Ocenę 8 dostaje u mnie książka, która mnie zachwyciła, na myśl o niej mam uśmiech na twarzy, przypominam sobie te wspaniałe chwile z nią spędzone. To po prostu cu-do-wna pozycja. 8 dostał ode mnie m.in. Paragraf 5.

9


Natomiast dla 9 nie wiem, jaka istnieje zasada. To coś pomiędzy 8 a 10, a też nie zawsze. Zdarza mi się ocenić książce na 9, choć w gruncie rzeczy zasługuje na 8. I odwrotnie. (mówiłam, że granica 8-9-10 jest cieniutka xD) Oceniając pozycję na 9, zdarza mi się mieć małego kaca książkowego, jestem zachwycona i oszołomiona lekturą. Na 9 oceniłam, np. Chłopaka na zastępstwo albo Fałszywego księcia.

10



I wreszcie przyszedł czas na 10! 10 niemal zawsze daję książce, po której mam kaca książkowego, żyję tą książką dniami, miesiącami, a nawet latami i cieszę się jak głupia na każdą myśl o niej. 10 otrzyma ode mnie pozycja, w której się zakocham bezsprzecznie i nieodwołalnie. To jest chociażby Saga Księżycowa, seria Lux i Dark Elements, Buntowniczka z pustyni...

Teraz już wiecie, w jaki sposób oceniam książki (no, przynajmniej mniej-więcej, bo niektóre sprawy wciąż są niejasne, nawet dla mnie xD) Cieszę się, że to z siebie wreszcie wydusiłam, a ta jakże tajemnicza tajemnica przestała być tajemnicą xDDD
Chcielibyście może post w stylu 'recenzja od kuchni', w którym opisałabym, jak zabieram się do pisania recenzji? :D To też mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu, ale nie wiem, czy w ogóle chcielibyście to czytać. Proszę, koniecznie dajcie znać w komentarzu! ^_^

Iiiiii zmieniłam wygląd bloga!! Jak Wam się podoba? :D Powiem Wam, że ja na razie jeszcze nie jestem do niego przekonana, bo tamten wygląd baaardzo mi się podobał i był jak na razie najlepszy xD Tyle że mi się znudził i postanowiłam poszukać czegoś nowego ^_^ A ten przepiękny rysunek w nagłówku narysowała moja przyjaciółka, jest bardzo kochana <3 Jej cudowne prace możecie podziwiać na jej INSTAGRAMIE <3

sobota, 13 maja 2017

Chłopak z sąsiedztwa - Kasie West



Tytuł: Chłopak z sąsiedztwa
Autor: Kasie West
Wydawnictwo: Feeria Young
Ilość stron: 341
Rok wydania: 2014 (ogólnie), 2016 (Polska)
Seria/cykl: - 

Od śmierci mamy Charlie Reynolds przebywa głównie w męskim towarzystwie - ma trzech starszych braci i sąsiada, honorowego członka rodziny. Jest zdeklarowaną chłopczycą i woli grać z kumplami w kosza, niż bawić się w jakieś gierki i flirty. Jednak gdy musi sama zarobić na kolejny ze swoich mandatów za przekroczenie prędkości, nagle ląduje w butiku z eleganckimi ubraniami. I tam nie pozostaje jej nic innego, jak zachowywać się o wiele bardziej kobieco niż do tej pory. Co sprawia, że zaczyna się nią interesować pewien przystojny chłopak…
Wszystkie stresy Charlie odreagowuje wieczorami, gadając przez płot z Bradenem, sąsiadem i przyszywanym czwartym bratem, który zna ją lepiej niż ktokolwiek. Ale nawet się nie domyśla, że Charlie kryje pewną tajemnicę: jest w nim zakochana. I za żadne skarby mu tego nie zdradzi, bo nie chce go stracić.

No nie wierzę!! Mogłam użyć tej książki do rozprawki na maturze xDDD Nie pomyślałam xDD

Bohaterowie

Mam wrażenie, że nie obejdzie się do porównywania do innych powieści Kasie West, ale spróbuję to zminimalizować. Bohaterowie tej książki byli po prostu... ludźmi. Dokładnie tak. Można by ich mijać na ulicy, w szkole, gdziekolwiek. Są zwyczajni, a jednocześnie mają w sobie iskrę i dają się lubić. Kasie West umie tworzyć postacie z krwi i kości i ta pozycja nie jest wyjątkiem. Choć nadal najbardziej lubię tych z P.S. I like you, tych też obdarzyłam sympatią. Charlie, główna bohaterka, początkowo strasznie mnie irytowała. Ją zdecydowanie najmniej lubię w porównaniu do głównej roli żeńskiej w Chłopaku na zastępstwo czy tym bardziej P.S. I like you. Współczułam jej jednak, a kiedy zaczęła się zmieniać, przestała mnie irytować i zaczęłam ją lubić. Ewolucje bohaterów bardzo dobrze Kasie West wychodzą. Braden był przeuroczy! Cudowna postać męska, którą można tylko się zachwycać <3 Muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o braciach Charlie - choć byli postaciami drugoplanowymi, zostali dobrze wykreowani i miejscami naprawdę mnie śmieszyli.


Fabuła
Z Chłopakiem z sąsiedztwa wiążę się dziwna historia jej czytania... Zaczęłam ją czytać w lutym, ale przerwałam na ok. 50 stronie. Dlaczego? Jednym z powodów był brak czasu, ale drugim powodem była... moda! Denerwują mnie książki o modzie, ubraniach, makijażu, gdyż takie tematy strasznie mnie nudzą; to zupełnie nie moja bajka. Do pozycji wróciłam zupełnie pod koniec kwietnia, z okazji nocy czytelniczej na Mini Maratonach i skończyłam ją w kilka godzin, moda obecna w książce nawet przestała mnie drażnić. Stanowczo wynagradzały mi to inne wątki: choćby miłosny, który rozwijał się stopniowo i śledziłam go z zapartym tchem i uśmiechem na ustach. To były moje ulubione momenty w tej książce, nie ukrywam, ale zaraz za tym podobały mi się wątki z braćmi, bo jak już wspominałam, potrafiły mnie rozśmieszyć. Ciekawy był też wątek tajemnicy związany z rodziną Charlie, nie powiem, żebym była jakoś zaskoczona, ale stanowiło to uzupełnienie całej fabuły. Swoistą wisienką na torcie był motyw sportu - stanowczo wolałam Charlie-sportowca niż Charlie-pracującą w sklepie, tym bardziej, że mam wrażenie, iż sport jako pasja nie jest często obecny w takich książkach.


Kilka słów na koniec
Pod względem chronologii tych trzech pozycji, Chłopak z sąsiedztwa powstał najwcześniej (ogólnie, czy tylko ja lubię patrzeć na rok wydania książek? :D), jednak tego nie widać. Nie wiem, czy oceniać to na plus, czy nie. Niewątpliwie nie było tu tak optymistycznie i pozytywnie jak w P.S. I like you, a nieco bardziej przygnębiająco, ale Kasie West dobrze sobie radzi, pisząc i w taki, i taki sposób. Ogłaszam wszem i wobec: uwielbiam pióro tej autorki, bo jej lekkość, umiejętność tworzenia wątku miłosnego (i innych wątków też) oraz nie przynudzanie zbędnymi opisami naprawdę do mnie przemawia. Bardzo. Całość czyta się niesamowicie szybko, a fabuła zapewnia emocje - czyli byłam bardzo zadowolona po skończeniu tej lektury. I chociaż Chłopak z sąsiedztwa podobał mi się, nie czuję aż takiej ekscytacji, jak gdy myślę o P.S. i like you, czy nawet o Chłopaku na zastępstwo, dlatego tę powieść oceniam jako tę, którą lubię najmniej.
Podsumowując - Chłopak na zastępstwo to bardzo przyjemna, lekka, miejscami zabawna, a miejscami smutna lektura. Świetni bohaterowie, parę ciekawych wątków przeplatających się ze sobą (tylko ta moda, ughhhh) zapewniła mi parę godzin emocji i radości.
Polecam ^_^

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: bardzo przyjemna
Bohaterowie: zwyczajni, ale fajni
Początek: wątek mody mnie irytował, ughhh (jakbym dziewczyną nie była, kurczę xDchociaż w sprawach mody rzeczywiście nie jestem dziewczyną :x)
Zakończenie: urocze

Ocena: 8/10

Czytaliście? ^_^ Jak wrażenia? ^_^
Nie czytaliście - zamierzacie? Dlaczego tak/nie? ^_^
DZIELCIE SIĘ WSZELAKIMI PRZEMYŚLENIAMI W KOMENTARZU :D

+ ankieta na pasku bocznym nadal czeka na Wasz głos :)

sobota, 6 maja 2017

Pocałunek cienia & Przysięga krwi - Richelle Mead

Recenzja pierwszej części - Akademia wampirów

Recenzja drugiej części - W szponach mrozu



Tytuł: Pocałunek cienia
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 428
Rok wydania: 2008 (ogólnie), 2010 (Polska)
Seria/cykl: Akademia wampirów - część trzecia







Tytuł: Przysięga krwi
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 483
Rok wydania: 2009 (ogólnie), 2011 (Polska)
Seria/cykl: Akademia wampirów - część czwarta






Uprzejmie odsyłam Was na Lubimy Czytać, jeśli chcecie poznać opisy książek - Pocałunek cienia i Przysięga krwi. Osobiście uważam, że bardzo spoilerują wcześniejsze części :P

Co to się stało, że recenzuję dwie części razem? Też bym chciała wiedzieć xD To moja wizja xD Stwierdziłam, że jeśli chcę zrecenzować całą serię - którą mam nadzieję dokończyć prędzej lub później - to nie będę tego rozwlekać i tworzyć sto tysięcy osobnych postów. 


Pocałunek cienia czytałam w styczniu, także te parę miesięcy już minęło, ale mam nadzieję, że nie będzie to dla mnie kłopot. Przysięgę krwi skończyłam dziś (to znaczy: 9 kwietnia xD). Wiecie już, że baaaaardzo lubię tę serię, ale czy te dwa tomy nie zmieniły czasem mojego punktu widzenia? Czytajcie, a dowiecie się. 

Zaczniemy od... Rose! Czyli od bohaterów xD Rose jest narratorką i główną bohaterką powieści. Nie jest ona jednoznaczną postacią... ma ona w sobie głębię, czego czasem brakuje bohaterom z innych książek. Do tego ma twardy charakter (ciągle i nieustannie!), niezłomną siłę woli oraz nutkę szaleństwa w sobie. Przez te wszystkie cztery części przeszła przemianę - porównując ją do pierwszego tomu, widzę, że nieco spoważniała i nabrała więcej rozsądku. Oczywiście nie zawsze z niego korzysta, gdyż czasami kieruje się sercem. Chyba dlatego tak ją lubię - pomijając już jej wolę walki, Rose jest wierna swojemu sumieniu, zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów i przyjmuje je bez mrugnięcia okiem. Świetna kreacja postaci.


Natomiast inni bohaterowie... Richelle Mead nie skupiła się tylko Rose. W powieści opisanych zostało parę innych osób, na temat których opinię już wypowiadałam przy okazji recenzji poprzednich tomów. Może pamiętacie, że mówiłam, iż Christian jest moją ulubioną postacią? Już nie xD W tych tomach bardzo stracił na uwadze, chociaż wciąż jest bosko sarkastyczny, ale autorka odsunęła go na dalszy plan. Jeśli chodzi o najlepsza przyjaciółkę Rose - Lissę - miejscami naprawdę mnie denerwowała. Niby taka miła, otwarta i towarzyska, a umie zachować się jak egoistka! Najbardziej to mnie zawiodła na koniec trzeciej części... W czwartym tomie jednak odzyskała część mojej sympatii. Zrewanżowała się xD

A TRZECIA CZĘŚĆ ZŁAMAŁA MI SERCE
TAK TYLKO MÓWIĘ

Tyle już nagadałam się o bohaterach, a to jeszcze nie wszyscy xD Nie moja wina, że są tak fantastyczni, tak realistycznie opisani, że mogłabym mówić o nich godzinami! Czuję, jakby to byli moi dobrzy znajomi, zżyłam się z nimi bardzo. 


Jako przerywnik w moich odczuciach związanych z bohaterami, opowiem trochę o akcji :D Richelle Mead umie ją tworzyć! Dodatkowo ma ona lekkie pióro i (ha, powtarzam się xD) przez jej książki się płynie. Słowo za słowem, zdanie za zdaniem, strona za stroną, aż tu BAM! I koniec książki xD Szczególnie tak miałam przy czytaniu Pocałunku cienia, był bardzo intrygujący od początku, pojawiły się nowe zagadki, ataki strzyg i akcja ruszała pełną parą. Ciągle coś się działo, było ciekawie i zaskakująco. Natomiast jeśli chodzi o ten aspekt w Przysiędze krwi - tutaj było troszkę wolniej. Właściwie to przez pierwsze 200-250 stron nic konkretnego się nie działo... Trochę miałam wrażenie, że autorka próbuje 'zapchać' fabułę na siłę. Jednak później wróciła jej moc i druga część książki dorównywała już trzem poprzednim częściom.

Mówiąc o Akademii wampirów, nie mogę nie wspomnieć o wątku miłosnym :D W trzecim tomie przybrał na sile, ale znów - nie przyćmił akcji. Czytałam o nim z przyjemnością, jestem fanką duetu Rose & Dymitr. Ich więź jest niesamowita, wyjątkowa, a Richelle Mead doskonale oddała uczucia towarzyszące bohaterom. Dymitr jest super! Chociaż w czwartej części... 

CZWARTA CZĘŚĆ TEŻ ZŁAMAŁA MI SERCE


Skoro pojawił się już Dymitr, nie może zabraknąć Adriana xD Obaj są wprost fantastyczni, choć tak różni od siebie! Dymitr jest opanowany, nieco ponury, ale opiekuńczy i taki... że się by chciało go ukraść dla siebie xD Ale Adrian coraz bardziej podbija moje serce... Nieco arogancki i niepoważny, w odpowiednich momentach jednak zachowuje się jak prawdziwy bohater... Trudny wybór xD Ten, kto nie czytał, nie zrozumie xD

Ostatnim aspektem, o jakim chciałam wspomnieć w tej mojej jakże chaotycznej recenzji, są emocje! EMOCJE! Niesamowite jest to, jak bardzo autorka czaruje czytelnika, wciąga go do tego wampirycznego świata pełnego tajemnic, kłamstw, strzyg, niebezpieczeństwa, miłości i paru innych rzeczy... Całą sobą przeżywałam te wszystkie wydarzenia, w jakie bohaterów pakowała Richelle Mead i uwielbiam to. Po prostu uwielbiam. Czytając, można zapomnieć o całym świecie, przejmując się tylko losami bohaterów. Czasem wszytko idzie tak, jak sobie czytelnik przewidział, a czasem autorka rzuca nam w twarz wielka HA! i zaskakuje nas totalnie. 


Akademia wampirów to wielka przygoda. Choć czwarty tom jest nieco słabszy od swych poprzedniczek, nie zawiódł mnie. Ta historia to mieszanka akcji & emocji & świetnie rozwiniętych wątków. I choć nadal mam uprzedzenia do wampirów jako stworzeń nadnaturalnych, w tej serii są naprawdę fajne opisane i podoba mi się to :D Do tego dochodzi świetna kreacja bohaterów, co tylko dopełnia całości. 

POLECAM BARDZO

I pytanie do Was: jeśli czytaliście, chcę poznać Wasze zdanie, odczucia, emocje, wszystko!! Dzielcie się w komentarzu! ^_^ Chętnie się dowiem, czy podzielacie mój entuzjazm do tej serii czy wręcz przeciwnie :D
A jeśli nie czytaliście - macie to w planach? ^_^ 
Jesteście fanami wampirów czy nie bardzo? xD

(Mam nadzieję, że chociaż ktoś przeczytał te moje wypociny i że Was nie zanudziłam :/ sporo o bohaterach dziś było xD)

Maturzyści, żyjecie jakoś? xD Łączę się z Wami!

+ Na pasku bocznym czeka na Was ankieta! Liczę na Wasze głosy ;)

poniedziałek, 1 maja 2017

Buntowniczka z pustyni - Alwyn Hamilton


Tytuł: Buntowniczka z pustyni
Autor: Alwyn Hamilton
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 361
Rok wydania: 2016 (ogólnie), 2017 (Polska)
Seria/cykl: Buntowniczka z pustyni - część pierwsza

Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, gdzie Dżiny wciąż parają się czarami. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji.
Buntowniczka wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina - tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przypuszcza jednak, że jedna ryzykowna decyzja zmusi ją do ucieczki przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu. 


Kilka zdań o autorze
Alwyn Hamilton urodziła się w Toronto. Zanim jej rodzice osiedlili się we Francji, dzieciństwo upływało jej na podróżach pomiędzy Europą i Kanadą. Dorastała w niewielkim mieście, więc z nudów zaczęła czytać i pisać o innych miejscach, polubiła gatunek fantasy oraz bohaterki przebierające się za mężczyzn. 


Bohaterowie
Wiecie co, z powodu zakończenia szkoły nie miałam czasu, by usiąść i napisać recenzję, ale cały czas obmyślałam sobie w głowie, co w niej umieszczę, chciałam to sobie wszystko poukładać, jednak jestem już całe dwa dni po zakończeniu tej (JAKŻE CUDOWNEJ - niech ten epitet wprowadzi Was już w atmosferę tej recenzji xD) lektury, a moje emocje nadal nie opadły i nie wiem, jak mam Wam przekazać to, co się działo w moim umyśle podczas czytania. Bohaterowie Buntowniczki z pustyni byli tacy... wyraziści. Tak, to dobre słowo. Ich obraz bardzo mocno wyrył mi się w pamięci i zapewne tak szybko mnie nie opuści. Choć przyznaję, postacie drugoplanowe mogłyby być bardziej rozwinięte. Nie mówię oczywiście o wszystkich, gdyż mam wrażenie, że Alwyn Hamilton skupiła się tylko na jednej połowie, a drugą potraktowała bardziej po macoszemu. Co do bohaterów z pierwszego planu - to są moi dwaj ulubieńcy! Rzadko kiedy obdarzam aż taką sympatią postacie pierwszoplanowe, a tu proszę! Amani ukradła moje serce już w pierwszym rozdziale, określenie buntowniczka pasuje do niej jak ulał. Wydaje mi się, że nie jest to taki książkowy typ, który występuje w większości powieściach. A może tak mi się tylko zdaje, bo tak bardzo pokochałam zarówno ją, jak i tę książkę. Amani jest uparta, zadziorna i zrobi wszystko, by osiągnąć to, czego chce. To wszystko czasami sprawdzało się do rzeczy, przez które byłam nią lekko zawiedziona, ale paradoksalnie dzięki temu jeszcze bardziej ją polubiłam xD Natomiast Jin, jej towarzysz podróży... och, jego również pokochałam już w pierwszej scenie, w jakiej się pojawił! Cały czas niesamowicie tajemniczy, przy tym trochę taki buńczuczny i po prostu trzeba go poznać osobiście (w sensie poprzez książkę. rozumiecie). Mam tylko nadzieję, że ich charaktery nie przestaną się rozwijać, że w dalszych częściach na niczym nie stracą, bo już teraz pokochałam ich bardzo, bardzo mocno!


Fabuła
Fabuła była taką wstrząsającą mieszanką, że do tej pory nie mogę przestać myśleć o rozgrywających się wydarzeniach (porządny kac książkowy mnie złapał)! Buntowniczka z pustyni to połączenie takiej arabskiej kultury z Dzikim Zachodem (gdzieś nawet przeczytałam, że autorka tym się inspirowała). Pierwszy raz czytałam i o jednym, i o drugim, była to dla mnie prawdziwie nowa i nieznana przygoda, która porwała mnie już od pierwszej strony. Alwyn Hamilton rozbudowała swój świat przedstawiony (tylko mapki mi brakowało!), opierając się na arabskiej kulturze i wplątując w to trochę fantastyki oraz ciekawych, intrygujących stworzeń (np. takich jak Dżiny czy bardzo przeze mnie lubiane Buraqi). Czytając tę pozycję czułam piasek (i to nie tylko dlatego że wydawnictwo dosypało go do koperty, w jakiej przyszła do mnie książka xD) i proch strzelniczy, stało się to dla mnie czymś niemal namacalnym. Do całej fabuły autorka wplotła też legendy i różne opowieści, które później zyskały na znaczeniu. Przeważała szybka akcja, jednak miejsce na parę spokojniejszych chwil też się znalazło (czego nie odczytuję jako wadę, gdyż spijałam każde słowo znajdujące się na kartach powieści). Wątek miłosny też się pojawił, jednak nazwanie go 'miłosnym' to, moim zdaniem, trochę przesada, ja bym go określiła wątkiem zauroczeniowym xD Mam nadzieję, że w następnych częściach się rozwinie <3 W Buntowniczce z pustyni parę razy wyszły na jaw pewne fakty, niekiedy zaskakujące, niekiedy mniej zaskakujące, ale cały czas ciekawe i intrygujące. Wątek buntu, rodziny, ucieczki, walki - tego w tej powieści jest pod dostatkiem. Tak samo jak piasku!


Kilka słów na koniec
Nie wiem, co takiego jest w stylu Alwyn Hamilton, ale od razu mnie porwał. Nie powiedziałabym, żeby czymś się wyróżniał, był całkiem lekki i młodzieżowy. Całkiem możliwe jest to, że tak bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ narratorką jest moja kochana Amani, a patrzenie na świat jej oczami to czysta przyjemność. Buntowniczka z pustyni była miejscami zabawna, relacja Amani-Jin stanowiła jeden z elementów tej 'zabawności'. Ogólnie ta relacja była super, czułam bardzo wyraźnie ich więź i wzajemnie przyciąganie i aż miło było o tym czytać. I te emocje podczas lektury! Tylko moja siostra tak naprawdę wie, jak bardzo przeżywałam i pokochałam tę pozycję, bo musiała słuchać moich zachwytów i znosić rozmowy zaczynające się od mojego 'Ta książka jest niesamowita'. Po prostu to, co się ze mną działo, to jakby autorka jakieś zaklęcie na mnie rzuciła, które trwa aż do tej pory!
Podsumowując - Buntowniczka z pustyni nie będzie książką, która się wszystkim spodoba, zdaję sobie z tego sprawę. Jednocześnie Was ostrzegam, żeby podejść do niej raczej na spokojnie, by się nie zawieść, bo z wygórowanymi oczekiwaniami to by mogło się właśnie stać. Mnie jednak urzekła. Bardzo. Pokochałam ją całym serduszkiem, zapewniła mi niezapomnianą przygodę po pustyni i z rewolwerem u boku oraz sporą dawkę emocji. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom!!
Polecam bardzo! <3 <3

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: klimaty arabskie & Dziki Zachód
Bohaterowie: brak-mi-słów-by-ich-opisać
Początek: od-razu-przepadłam!
Zakończenie: chcę kolejną część!!!

Ocena: 10/10

Czy ktoś czytał i podziela mój zachwyt?!?!?! Dajcie znać w komentarzu!!

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona! <3

wtorek, 25 kwietnia 2017

Niepowszedni. Porwanie - Justyna Drzewicka [Book Tour]


Tytuł: Niepowszedni. Porwanie
Autor: Justyna Drzewicka
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 408
Rok wydania: 2016 (Polska)
Seria/cykl: Niepowszedni - część pierwsza

Podczas konnej przejażdżki Nila i jej młodsza siostra Alla zostają schwytane przez bezwzględnych łowców, sprzedających ludzi na Targu Niewolników w Łajdackim Krańcu. 
Wraz z innymi Niepowszednimi: Samborem, Dalko oraz Wodniczką próbują wyrwać się z łap złoczyńców.
Wspólnie pokonują uroczyska i pustynie, w dramatycznych okolicznościach docierają do obozowiska tajemniczych Taurisów, poznają siedliska smolarzy i miejskie zakamarki Bawidła. Pozbawienie nadziei na pomoc ze strony bliskich, wiedzą jedno: aby przetrwać, mogą liczyć tylko na siebie.


Bardzo dziękuję Kitty za możliwość przeczytania tej książki! Niepowszedni. Porwanie są książką z Book Touru i jeszcze raz dzięki! <3 <3

Kilka zdań o autorze
Justyna Drzewicka to absolwentka filologii polskiej, której fascynacja dekadencją fin de siecle nie przeszkodziła w ukończeniu również studiów MBA i odnalezieniu się w korporacji. Jest szczęśliwą mamą dwóch córek.


Bohaterowie
I co ja mam Wam powiedzieć...? Cokolwiek z siebie wykrztuszę, nie odda charakteru i wyjątkowości postaci, z jakimi miałam przyjemność przeżyć ostatnie dni. Bohaterowie Porwania to nie tylko ludzie z krwi i kości, to książkowi przyjaciele. Sami dla siebie stali się rodziną, ale i czytelnik jest wplątywany w tę małą rodzinkę mocno i nieodwracalnie. Każdy tutaj cechował się indywidualnością, natomiast ci źli nie zostali potraktowani po macoszemu - choć z całego serca ich nie cierpię, muszę przyznać, że ich kreacja była konsekwentna, ich działania przemyślane i bezwzględne. Moją ulubioną postacią został bezsprzecznie Dalko <3 Sarkastyczni i gburowaci bohaterowie zawsze przypadają mi do gustu, a Dalko jest po prostu najlepszy <3 Bardzo polubiłam też Wodniczkę, to była taka urocza i mądra dziewczynka! Nila, Alla, Sambor - oni też byli świetni. Wszyscy zostaliśmy razem książkową rodziną i ja po prostu czuję się ich częścią. I jest jeszcze Kadok! To jest lis wilczy (czy może być coś lepsze niż połączenie lisa i wilka?!?!), którego pokochałam od momentu, gdy się pojawił! Uwielbiam go!!!


Fabuła
Akcja rusza już od pierwszych stron, na moment porwania bohaterów nie trzeba więc czekać długo. Dopiero od tej chwili rozpoczyna się prawdziwa przygoda czytelnika z tą książką. Razem z bohaterami mogłam przeżywać ich próby ucieczki, zmagania w Bawidle, spotkanie na Suchym Polu, przeprawę przez Nur. Podróż, w jaką zabrała nas pani Justyna Drzewicka, była więc niesamowita, przepełniona intrygami i zachwytem nad światem przedstawionym, ale też i bólem, strachem, czy radością - w zależności od tego, co akurat przeżywali bohaterowie. Co do wspomnianego już przeze mnie świata przedstawionego - autorka wystylizowała go na średniowiecze, z domieszką fantastyki w postaci Niepowszednich. (nawet mapki nie zabrakło! wiecie, jak je kocham <3) Dobre było też to, że całą tajemnicę z nimi związana pani Justyna wyjaśniła na początku książki - nie miałam więc tego uczucia 'ale o co tu chodzi, ja nie wiem już, kto kim jest'. Bardzo istotnym wątkiem w Porwaniu jest wątek rodziny. Został on ukazany bardzo realistycznie i, o czym już mówiłam, nawet czytelnik czuje się jej częścią! Nie zabrakło też wątku miłosnego, który absolutnie aprobuję - był strasznie uroczy, kibicowałam bohaterom z całego serca, jednak nie wysuwał się na prowadzenie, żebyście nie pomyśleli, że Porwanie to romans xD Stanowczo nie. Nazwałabym tę książką fantastyczną i przygodową. Świetne połączenie! Autorka tak skonstruowała całą fabułę, że zabrakło chwili na nudę, widać było, że wszystko sobie wcześniej przemyślała i udało jej się mnie wciągnąć do świata, jaki stworzyła, z czego bardzo się cieszyłam! <3


Kilka słów na koniec 
Koniecznie muszę wspomnieć o stylu pani Justyny - jest po prostu tak unikatowy, że nie można koło niego przejść obojętnie. Czuło się różnicę pomiędzy tłumaczeniami a bezpośrednim kontaktem z czymś, co pisarz napisał. Autorka stylizowała swoją powieść na średniowiecze i zrobiła to bardzo dobrze, konsekwentnie, a ponadto - opowiadała tę historię, jakby snuła bajkę, co mnie po prostu urzekło. Przeżywałam każde wydarzenie, każda kłodę, jaką pani Justyna rzuciła pod nogi bohaterom. I humoru nie zabrakło, co też bardzo sobie cenię. Porwanie zostało napisane w czasie przeszłym, z narracją trzecioosobową. 
Podsumowując - Niepowszedni. Porwanie całkowicie mnie kupili i prawie ostatecznie przekonali, że polska literatura też może być super. Bohaterowie wciągają czytelnika do swojej rodziny, a fabuła nie nudzi, cały czas coś się dzieje. I samo istnienie lisów wilczych jest ogromnym plusem!!! xD <3
POLECAM BARDZO <3 <3

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: rodzinno-przygodowa
Bohaterowie: WSPANIALI
Początek: od-razu-wciąga
Zakończenie: moje-serce-się-rozpłynęło


Ocena: 8/10

Komentujcie śmiało! 
Czytaliście?
NIE - macie zamiar? 
TAK - i jak?! Ulubiony bohater, ulubiona scena, co Was zirytowało, co Was zachwyciło?!
PYTANIE DO WSZYSTKICH: Jak to jest z Wami i polską literaturą? :D

piątek, 21 kwietnia 2017

Wiosenny Book TAG

Baner jest cały mój! Nawet zdjęcie sama robiłam ^_^
Cześć <3
Ale dawno nie robiłam żadnego TAGu! :D 
Matura? Co? Gdzie? Jaka matura? Wcale nie powinnam się uczyć na historię...
xD
Dziękuję bardzo za nominację od Lexiss MacKade <3 <3 Wykonuję ją szybciej, niż sama się spodziewałam xD Bo chociaż na dworze zimno, gdzieniegdzie spadł śnieg (jest dziś 18.04), to ja chcę pełnoprawną wiosnę! Słoneczko i ciepełko! Kwiatuszki! Zieleń! Bo choć za wiosną nie przepadam, mam już dość zimy xD Wiosno, przybywaj!

BOCIAN, czyli książka do której co roku wracasz

Och, ummm, brak takiej książki! Zdarza mi się czasem wrócić do jakiejś książki, ale nie mam takiej, którą czytałabym regularnie czy coś...

PRZEBIŚNIEG, czyli pierwsza książka, którą przeczytałeś tej wiosny

Zależy, kiedy ustalimy początek wiosny xD Jeśli tak, jak mi wskazuje moje serce, to jest to Przysięga krwi Richelle Mead (czwarta część Akademii wampirów)(recenzja napisana, wkrótce na blogu). Jestem totalnie i nieodwołalnie zakochana w tej serii!!! <3 <3

MARZANNA, czyli książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła

Pomijając lektury? xD
Wiem!! Piękna katastrofa to jedno z moich największych rozczarowań książkowych, okropna książka :|

MOTYL, czyli nowo odkryty autor, którego pokochałaś

Choć Niepowszednich jeszcze nie skończyłam - już zaczynam zakochiwać się w książce, a więc i w autorze, pani Justynie Drzewickiej! Mam nadzieję, że mi tak zostanie do końca powieści xD

KROKUS, czyli piękna i wyjątkowa książka

To będzie bezsprzecznie Złodziejka książek ^_^ Piękna - stanowczo. Wyjątkowa - jeszcze bardziej stanowczo :D Kiedyś muszę zrobić reread!

ZAWILEC, czyli książka, którą spotykasz wszędzie

Mam podobne odczucia co Lexiss - też mi przyszły książki Sarah J. Maas do głowy :D Szczególnie właśnie Dwór cierni róż. Albo często też widuję Szóstkę wron :D Mam nadzieję obydwie te powieści kiedyś przeczytać :D

CUDOWNE SKOWRONKI, czyli osoby, które nominuję do wykonania TAGu

Nie chcę tu nikogo do niczego przymuszać, więc niech każdy, kto ma chęć, wykona TAG! ^_^

Czujecie wiosenny klimat? Lubicie wiosnę? :D

piątek, 14 kwietnia 2017

The call. Wezwanie - Peadar O'Guilin


Tytuł: The call. Wezwanie
Autor: Peadar O'Guilin
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 346
Rok wydania: 2016 (ogólnie), 2017 (Polska)
Seria/cykl: ?

Co byś zrobił, mając tylko chwilę, żeby uratować swoje życie, a zegar już zaczął odliczanie?

Trzy minuty

Wszyscy nastolatkowie wiedzą, że pewnego dnia znajdą się w przerażającej krainie, do której zostaną Wezwani.

Dwie minuty

Na nieznanym terenie ruszą za nimi bezwzględni łowcy, którzy zrobią wszystko, by ich dopaść i zabić. 

Minuta

A Nessa nie może biegać. Czy pomimo porażenie nóg ma szansę na przeżycie, kiedy przyjdzie pora jej Wezwania? 


Kilka zdań o autorze
Peadar O'Guilin to irlandzki pisarz, autor powieści YA. Inspiracją dla jego książek są piękne północno-zachodnie krajobrazy Irlandii, w których otoczeniu dorastał, oraz rodzima i celtycka mitologia. 


Bohaterowie
Z jednej strony oceniam ich na plus, a z drugiej na minus. Jedno jest pewne: to kawał dobrych postaci, które zostały obdarzone indywidualnymi cechami. Nie są papierowi, a już tym bardziej nie zlewają się w jedną masę. To jest właśnie ich zaleta. Co jest natomiast tym minusem? Ich wiek... Niech sobie będą czternastolatkami, nie mam nic przeciwko. Ale ich zachowanie... tak się nie zachowują osoby w wieku 14 lat. Wszyscy nadzwyczaj dojrzali, stracili już dziecinność, musieli z dnia na dzień stać się dorośli. Umiem też to zrozumieć, ponieważ groźba Wezwania mogła tak na nich wpłynąć, ale jakoś mi to nie pasowało. Nie wiem, to moje odczucie xD Nessa to całkiem twarda bohaterka. Daje radę ze swoją niepełnosprawnością i ma wielką wolę walki. Podziwiam. Najlepsza była Megan - to dziewczyna z tak ciętym językiem, że musiała stać się moją ulubioną bohaterką, innej opcji nie było. Ale moje zainteresowanie zwróciła też Aoife (tylko przeczytać to imię........) - ta postać ma duży potencjał i jeśli powstaną kolejne tomy, mam nadzieję, że Peadar nie zaprzepaści tej szansy, jaką tu stworzył. Wyczuwam tu fajne rozwinięcie, którego można doświadczyć już w Wezwaniu :D Bohaterowie są więc stworzeni z krwi i kości, różnią się od siebie, nie ma wśród nich monotonii i nudy, tylko ten wiek... naprawdę mi nie pasuje xD


Fabuła
Fabuła właściwie była dla mnie jedną niewiadomą, bo chociaż mamy opis - tak naprawdę niewiele on mówi. Zaintrygował mnie jednak i postanowiłam spróbować... Jednak kiedy zobaczyłam słowo Sidhe - czułam, że mi się to spodoba :D Miałam nadzieję na dodatek mitologii celtyckiej i co?! Dostałam! Dodatkowo w mojej ulubionej odmianie - mitologii irlandzkiej (co się dziwić, skoro autor stamtąd pochodzi xD). Uwielbiam tę mitologię i powiem Wam, że ta wizja, jaką zaprezentował nam Peadar jest oszałamiająca. Okrutna. Intrygująca. Dopracowana. Choć przez pierwsze 50 stron ciągle miałam 'ale o co tu chodzi, ja już nic nie rozumiem', potem wszystko się rozjaśnia. W którymś momencie zrobiło się jednak nudnawo. Niestety. Żadnego zaskoczenia, ciągle to samo właściwie, tylko z innymi bohaterami, ale nie trwało to aż tak długo - potem autor wplątał do fabuły inne elementy, które nadały akcji większej dynamiki i nawet mnie zaskoczono :D Fabuła obfituje jednak nie tylko w samą mitologię celtycką, ale Peadar wplątał też do niej takie wątki jak przyjaźń czy miłość. To drugie szczególnie przewija się w tle, także spokojnie xD I zostało przedstawione trochę nietypowo. W pewnym sensie. Mamy też tu do czynienia ze szkołą (ale nie taką zwyczajną, o nie) i życiem uczniów w niej. W którymś momencie opisy tej egzystencji stały się nieco nudne, ale potem stało się to, o czym pisałam wyżej. 


Kilka słów na koniec
Narracja jest trzecioosobowa, w czasie teraźniejszym. Styl autora jest bardzo plastyczny, zachowuje równowagę pomiędzy dialogami a opisem miejsc. Nie nudzi. Książkę czytałam przez parę dni, ale pewnie mogłabym szybciej, gdybym chciała - dużo czcionka, piękne wydanie i nie taka duża ilość stron to umożliwiają. Emocje podczas lektury się pojawiły, co sobie bardzo cenię :D Nie były może jakieś bardzo intensywne, ale odczuwałam je - a czytanie bez emocji jest dla mnie bezsensu. Chociaż książka emanuje atmosferą śmierci, grozy (czyli jest dość ponuro), to na zabawne elementy też znalazło się miejsce :D 
Podsumowując - The call. Wezwanie przedstawia nam ciekawą wizję mitologii celtyckiej. Choć w pewnym momencie stało się nudnawo, autor nie utrzymał tego stanu długo. Bohaterowie są może zbyt młodzi i zbyt poważni jak na swój wiek, ale nie można im zarzucić braku indywidualnych charakterów.
Mimo wszystko polecam :D

JEDNYM SŁOWEM
Fabuła: mitologia celtycka <3
Bohaterowie: zbyt dojrzali 
Początek: intensywny
Zakończenie: całkiem zaskakujące

Ocena: 7/10

Czy jest tu może ktoś, kto czytał? :D Czekam na opinie w takim razie, mam nadzieję na jakąś dyskusję :D 
Nie czytaliście - zamierzacie? :D
Co sądzicie o mitologii celtyckiej? ^_^

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!

http://czwartastrona.pl/

A z okazji nadchodzących świąt Wielkanocnych chciałabym Wam życzyć smacznego jajka :D Dużo zdrowia i szczęścia, spełnienia marzeń i samych fajnych książek ❤❤