niedziela, 8 października 2017

Friendzone - Sandra Nowaczyk [Book Tour]

Zdjęcie mego autorstwa

Tytuł: Friendzone
Autor: Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo: Feeria young
Ilość stron: 405
Rok wydania: 2017 (Polska)
Seria/cykl: -

O czym jest książka? (według Meredith)
Tate i Griffin przyjaźnią się od dzieciństwa, są ze sobą zżyci, wszystko robią razem i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Przychodzi jednak taki moment... a staje się to na balu maskowym, kiedy zatańczyli razem taniec... oczywiście byli zamaskowani, nie wiedzieli, z kim naprawdę tańczą (oj niektórych może to razić, ale mnie nie xD), kiedy coś się między nimi zmieniło. Poczuli chemię i wzajemny silny pociąg do siebie, ale - wowowow - gdy zdjęli maski i zobaczyli swoje twarz, zrobiło się nieco niezręcznie. Po takim incydencie oboje próbują dojść do porozumienia ze swoimi uczuciami, bardzo sprzecznymi uczuciami. A sytuacja jest też o tyle bardziej skomplikowana, że oboje są w związkach... + do tego wszystkiego należy dodać również historię kuzynki Tate, Paige. 


Bohaterowie
Niestety pod tym względem autorka się nie popisała... Zupełnie nie zżyłam się z bohaterami, czytałam o nich, ale nie przeżywałam tego, co oni; nie wczuwałam się w ich sprawy; Sandra Nowaczyk nie potrafiła mnie zaczarować. Ich kreacja również nie zachwyca. Tate (to imię się ostatnio często pojawia w tego typu książkach xD) nie polubiłam. Początkowo była mi obojętna, ale później zaczęła mnie nieco irytować. Sama nie wiem, za bardzo dawała się ponosić emocjom i trochę... przesadzała z reakcjami? Tak bym to nazwała. Natomiast Griffin miał potencjał co do tego, bym obdarzyła go sympatią. Ale ostatecznie pozostał mi obojętny; a bardziej w drugiej części książki zaczął mnie drażnić swoją głupotą i swoim zachowaniem ogólnie. Nawet Paige, kuzynka Tate, która mogła być świetną postacią, została potraktowana dość płytko, autorka powinna jeszcze bardziej się w nią wgłębić i bardziej emocjonalnie oddać jej sytuację.


Fabuła
Natomiast fabuła... Troszkę tu coś poszło nie w tą stronę, moim zdaniem. Oczekiwałam romansu i to dobrego romansu, ponieważ bal, przyjaźń rodząca się w miłość, myślałam sobie 'wooow, świetny pomysł!', a nie do końca to dostałam... Gdy zaczęłam czytać, czekałam tylko na scenę balu. Która, nawiasem mówiąc, pojawiła się koło 70 strony. Do tego momentu właściwie nic się nie działo i uważam, że można by to wprowadzenie nieco skrócić i byłoby znacznie ciekawiej. Sama scena balu była chyba najlepsza w tej książce, tylko ona wywołała we mnie jakieś emocje i myślałam sobie 'taaak! w końcu!! teraz wszystko się rozkręci i będzie super!!'. I wiecie co? Jednak nie było super. Czułam ekscytację w związku z tym, że relacja między głównymi bohaterami się skomplikowała i chciałam jakiejś akcji, wydarzeń, w które mogłabym się wciągnąć. Szybko się jednak przekonałam, że autorka wróciła do tempa sprzed sceny balu i się naprawdę rozczarowałam. Uważam, że jak na romans we Friendzone jest naprawdę mało... romansu! Sandra Nowaczyk bardzo skupia się na innych problemach bohaterów i nie mówię, że to źle, ale, kurczę, co za dużo, to niezdrowo! Co najmniej połowę tych scen można by wyrzucić i nic takiego by się nie stało. Z tego powodu fabuła zaczęła mnie nudzić i ani razu po scenie balu mnie właściwie nie wciągnęła.


Kilka słów na koniec
Styl autorki jest bez szału, moim zdaniem. Niczym się nie wyróżniał, cechował się prostotą. Choć czasem Sandra Nowaczyk w bardzo fajny sposób, nieco poetycki nawet, opisywała uczucia bohaterów czy pewne sprawy z życia człowieka. Może gdyby Friendzone byłoby zabawniejsze, to lepiej bym je odebrała, ale niestety, powieść zawierała chyba zerowy poziom humoru. Na szczęście całość całkiem szybko się czyta. Bardzo spodobały mi się również fragmenty piosenek wstawiane po każdym rozdziale - nadawało to specyficznego klimatu książce i oceniam to jak najbardziej na plus. A jeśli chodzi o same rozdziały - to naprzemiennie narrację prowadzili Tate i Griffin, w czasie teraźniejszym.
Friendzone nieco mnie rozczarowało, nie będę ukrywać. Gdyby było więcej romansu w książce, która miała być romansem, to z pewnością bardziej by mi się spodobała. Ta pozycja nie zostanie czymś, co zapamiętam do końca życia, ale nawet miło się ją czytało. Oczywiście do czasu, kiedy zrobiło się straszliwie nudno, wtedy aż tak miło nie było... Tak czy inaczej to nie jest zła książka, ale zupełnie dobra też nie.

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania książki pięknie dziękuję Michalinie z bloga Książkowy świat!! *A tu jest link do akcji* ^_^ (i naprawdę bardzo Cię przepraszam za te moje opóźnienia :o)

To jak? Czytaliście książkę?
----TAK: Podobała Wam się? Czy sądzicie tak jak, że zbyt mało romansu tam było? xD I co możecie mi powiedzieć o bohaterach?
----NIE: Zamierzacie? Dlaczego tak/nie? ^_^
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA

piątek, 29 września 2017

Jestem Hejterem Book TAG


Pisałam o tym na fanpage'u jakiś czas temu (na który serdecznie zapraszam!! *KLIK*), ale stwierdziłam, że napiszę o tym i tu xD Otóż parę dni temu nabrałam ochoty na zrobienie TAGu, więc otworzyłam właśnie ten z wersji roboczych, a tu patrzę... już zrobiony! o.O Zupełnie nie pamiętam, kiedy go robiłam xD I byłam bardzo zaskoczona xD
Poza tym TAG wypatrzyłam u Lexiss MacKade i mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła, że użyłam również Twojego baneru :D

Co ja czytam - książka z błędami logicznymi

Uhuh... Oczywiście pierwsze pytanie, a ja mam pustkę w głowie xD Szczerze mówiąc, aż tak nie zwracam uwagi na logiczność bądź jej brak w książkach... jakoś mnie to nie drażni. 
Chyba nic nie wymyślę :o Pomóżcie w komentarzach!

A ta/ten tu czego?! - książka z irytującym głównym bohaterem

Tu powinno być łatwiej :P Główna bohaterka Córki żywiołu! (oczywiście musiałam iść sprawdzić, jak ona miała na imię - Megan). Była nijaka i drażniła, a te jej zachwyty Adamem, no nie do zniesienia!

Grafomania - powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat

Oto kategoria, nad którą prawie w ogóle nie musiałam się zastanawiać! Idealnie tu pasuje Lauren Oliver i jej Delirium albo Panika. Jak ja nie cierpię stylu pisania tej autorki... Te jej żmudne opisy, nieumiejętność poprowadzenia ciekawej, wciągającej akcji... Stanowcze NIE.

No i po co to było? - drugi tom, który nie dorównał pierwszemu

Hmmm... Mam! Druga część serii Gone. To była niemalże katorga. Po interesującym pierwszym tomie, rozczarowałam się drugim, a także trzecim tomem... Ale trzeba przyznać, że już czwarty i piąty były lepsze, o wiele lepsze :D Szkoda, że nigdy nie przeczytałam ostatniej części, do tej pory ciekawi mnie, jak to wszystko się skończyło... (teraz to bym musiała jeszcze raz cała serię czytać, bo już nic nie pamiętam ;x)


Schowaj ten czerwony dywan! - książka niezasłużenie popularna

Ta książka raczej była popularniejsza kiedyś, teraz wieści o niej ucichły, ale nie mam innego przykładu, więc i tak ją tu przywołam xD Chodzi mi o Dotyk Julii. Czytałam, było ok, ale bez szału. Dość ciekawa pozycja, ale nie zaznałam żadnego zaskoczenia, nawet najmniejszego, z bohaterami też jakoś się super nie zżyłam.

Tak złe, że aż dobre - guilty read

Wiem, że czytałam taką książkę. Chowa mi się gdzieś na granicy świadomości i nie mogę przypomnieć sobie jej tytułu... jakież to denerwujące... Nie jestem pewna, czy to czasem jakieś nieoficjalne tłumaczenie nie było... cóż, jak mi się przypomni, to tu ją dopiszę...
EDIT: wpadłam na coś! Nie jest to nieoficjalne tłumaczenie, a trylogia Trylle :D Opowiada o trollach i jest dość... źle napisana, trochę nielogiczna (oho! pasuje do pierwszej kategorii xD), ale czytało mi się ją niezwykle szybko i przyjemnie; bardzo mnie wciągnęła.


Dobranoc, pchły na noc - książka, nad którą można zasnąć

Mało to takich? xD Na myśl przychodzą mi głównie lektury, jak chociażby Granica Nałkowskiej czy Proces Kafki... (choć Proces akurat, choć nieziemsko mnie wynudził, nie był aż taką tragiczną lekturą :D chyba lubię parabole, to samo mam z Dżumą).

A to co, farba się wylała? - brzydka, irytująca okładka

Uważam, że okładki serii Lux są koszmarne xD Choć samą serię UWIELBIAM, okładki... nie przemawiają do mnie xD


No i gdzie ten suspens? - książka do bólu przewidywalna

Wspomniany już wcześniej Dotyk Julii. Ale żeby się nie powtarzać, to... *myślę i nie mogę nic wymyślić* Zostańmy przy Dotyku Julii xD

Depczesz mi po odciskach - rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie

Chyba nic mnie tak nie irytuje jak zbyt szybko rozwijający się wątek miłosny Potrafi zepsuć całą fabułę i odebrać radość z czytania!

Nikogo konkretnego nie nominuję, ale zachęcam wszystkich do zrobienia TAGu ^_^

Poza tym - jeśli denerwuje Was ta Merida u góry, to piszcie, jeśli dużo osób będzie na nią narzekało, to ją usunę xD

piątek, 22 września 2017

Za co kocham bajki: Zwierzogród #2


Jakiś czas temu obejrzałam po raz 74568656 Zwierzogród, po czym przypomniałam sobie o serii postów, jaką założyłam pod koniec czerwca i postanowiłam napisać o tej ŚWIETNEJ bajce! <3 (a tak serio to widziałam tę produkcję może z 6 razy, więc jak na razie nie jest to tak dużo xD) Kiedy obejrzałam ją po raz pierwszy, jakoś w lipcu zeszłego roku, to od razu ją pokochałam <3 I to tak mocno, że stwierdziłam, że muszę ją mieć na płycie i to był pierwszy i ostatni raz, kiedy wydałam na film 40 zł xD (byłam skłonna wydać MAJĄTEK na tę bajkę, więc to już coś znaczy... :D) Potem były moje urodziny (w sierpniu), to jakoś w ich okolicy zrobiłam sobie maraton i oglądałam to dzień po dniu xD W którymś momencie mi się znudziło, więc nie chciałam się przejeść i zaprzestałam tego oglądania. Po czym Zwierzogród obejrzałam następny raz dopiero po roku :P
O tym, jak kocham bajki, rozwodziłam się w poprzednim poście, więc teraz nie będę się powtarzać. Powiem tylko krótko o samym Zwierzogrodzie: jeden z lepszych filmów animowanych Disney'a i ogólnie! Serio, jest bardzo oryginalny, niesamowicie zabawny i zawiera ciekawe postacie.
Dalej POST ZAWIERA SPOILERY. Czytacie na własną odpowiedzialność :D


Przechodząc do konkretów, Zwierzogród kocham, ponieważ:

❤ Bohaterowie! To nic, że to są zwierzęta, a nie ludzie - dla mnie to żadna przeszkoda :D Ponieważ ich charaktery to mistrzostwo. Oczywiście najbardziej na prowadzenie wychodzą Judy i Nick, ale postacie drugoplanowe też są cudowne - Pazurian Clawhauser, komendant Bogo, rodzice Judy, Pan B. <3 Oglądanie ich wszystkich to czyste szczęście <3 

❤ Relacja Judy i Nicka <3 Choć trochę przypomina mi to Roszpunkę i Flynna z Zaplątanych - to nic, bo obie te pary uwielbiam <3 Judy i Nick są przeciwieństwami, ale idealnie się uzupełniają, a słuchając ich rozmów, po prostu się rozpływam - są poprowadzone w taki błyskotliwy i humorystyczny sposób. Czułam ich rodzącą się przyjaźń i osobiście uważam, że łączy ich nawet coś więcej :P Choć nic nie zostało powiedziane wprost, mam wrażenie, że samemu można sobie tę relację zinterpretować i to też jest piękne <3


❤ Pomysł, by ofiary i drapieżniki żyły w zgodzie! Ge-nia-lne i super pomysłowe! Wyobrażam sobie, jak trudno musiało być to wszystko wymyślić i zaplanować, by miało sens, ale wszystko się udało, a nawet więcej - bo efekt końcowy jest wprost oszałamiający <3

❤ Sam Zwierzogród <3 To nawiązuje do tego, co mówiłam wyżej - jego rozplanowanie mnie zachwyca <3 Scena, kiedy Judy jedzie pociągiem, jest jedną z moich ulubionych, nie tylko dlatego że w tle słychać tę fajną piosenkę Nie bój się chcieć, ale głównie z powodu przejazdu przez Zwierzogród. Część pustynna, część lodowa, część z lasami deszczowymi, Chomiczówka, te wszystkie rzeczy przystosowane dla różnej wielkości zwierząt - jak drzwi w pociągu czy samochody. Naprawdę zachwycające <3


❤ Wątek kryminalny. Wiem, że nie jest super rozwinięty czy zaskakujący (choć ja osobiście nie przewidziałam, że to Obłoczek za wszystkim stoi xD serio), ale ja z przyjemnością obserwowałam śledztwo Nicka i Judy, wciągnęło mnie i byłam autentycznie ciekawa, co jeszcze odkryją :P

❤ Pokazanie, by nie wierzyć w stereotypy. To jedna z najpiękniejszych rzeczy w tej bajce - bo lis nie zawsze musi być oszustem, królik głupi, a owca bezbronna. Nie wkładajmy wszystkich do jednego worka - to właśnie głosi ten film, a postawa Judy wszystko umacnia.

❤ Tradycyjne, ale jakże ważne przesłanie, że jeśli czegoś się bardzo chce, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to osiągnąć. Wystarczy dążyć do celu i pracować na jego osiągnięcie - znów Judy to uosabia. Byłam pod wrażeniem tego, jak dała sobie radę w tej szkole policyjnej <3


❤ Nie ma też wątpliwości, że Zwierzogród szerzy tolerancję i wielokulturowość (choć siostrę i mnie zastanawia, co właściwie jedzą drapieżniki? albo tego nie wyłapałam, albo nie było to powiedziane, a to bardzo intrygująca rzecz! xD). Czytałam też, że to również alegoria do sytuacji w Europie i uchodźców, a także muzułmanów, ale szczerze mówiąc, ja o tym nie pomyślałam, oglądając bajkę. Coś w tym jest, istotnie, ale nie jestem pewna, czy nie jest to doszukiwane trochę na siłę. 

❤ Prawie zapomniałam o humorze! Zwierzogród jest dla mnie jedną z najzabawniejszych bajek, serio xD <3 <3 Co chwilę się śmiałam, jak chociażby na scenie, w której rodzice Judy ostrzegają ją przed lisami albo gdy sąsiedzi darli japę xDDDD Sam Pazurian i jego teksty i wiele, naprawdę wiele innych xD <3

❤ Za wszelakie nawiązania do innych dzieł! Choć akurat nie znam ani Ojca chrzestnego, ani Breaking Bad - doceniam te sceny, uwielbiam takie wplątania :D Poza tym sprzedaż filmów przez tę łasicę (? nie pamiętam, czy to łasica była xD) i ten tekst nawet w kinach tego jeszcze nie grali przy Moanie <3 xD


❤ Ten długopis!!! Co za wyśmienity pomysł, jestem pod wrażeniem! Ile ja bym dała, żeby taki mieć dla siebie... xD Ile to razy powiedziałam już do siostry, że "gdybym miała ten długopis ze Zwierzogrodu, to byłoby twoje słowo przeciwko twojemu" xD Albo kiedyś z siostrą cytowałyśmy scenę z Panem B. xD (siostra uwielbia tę bajkę tak jak ja <3) Ponieważ pokłóciłyśmy się i powiedziałam jej, żeby nie wracała do mojego pokoju, a po chwili przyszła i się zaczęło... gobelin z pupy skunksa i takie tam... xD

❤ ULUBIONA POSTAĆ: NICK!!!! Zdecydowanie!!!

❤ULUBIONA SCENA: Chyba nie mam jednej, konkretnej ulubionej sceny. Uwielbiam jazdę pociągiem Judy; to, jak Judy dowiedziała się o oszustwie Nicka z lodami; sytuacja z Panem B. albo ta scena, w tej oazie xD No i leniwce!! Kurczę, uwielbiam xD <3 Naprawdę nie potrafię wybrać jednej :P


Na tym zakończę ten długi wywód! Wybaczcie, ale ja tak uwielbiam bajki xD I Zwierzogród xD Jak Disney mógł stworzyć coś tak doskonałego, to ja nie wiem. Teraz pozostaje mi czekać na ich kolejną produkcję, którą z pewnością się zachwycę! (choć wątpię, że pobiją poziom Zwierzogrodu... byłoby naprawdę ciężko xD ale może mnie zaskoczą)

KONIECZNIE DAJCIE ZNAĆ W KOMENTARZACH, CO MYŚLICIE. KONIECZNIE.

Inne posty w serii:

piątek, 15 września 2017

Zły Romeo - Leisa Rayven [Book Tour]

Zdjęcie mojego autorstwa

Tytuł:
 Zły Romeo
Autor: Leisa Rayven
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 432
Rok wydania: 2014 (ogólnie), 2017 (Polska)
Seria/cykl: Starcrossed - część pierwsza

Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...

Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...
Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?


Bohaterowie
Coś czuję, że nie wyrażę się zbyt pochlebnie o głównej bohaterce, ale zanim do niej przejdę, pomówię bardziej ogólnie. Dobrym określeniem na opisanie bohaterów w tym przypadku będzie: w porządku. Tak po prostu. Nie byli źle wykreowani, nie byli również papierowi, ale równocześnie jakoś nie zżyłam się z nimi czy nawet jakoś szczególnie mocno ich nie polubiłam. Ethan Holt to skomplikowana postać i jego chyba najbardziej obdarzyłam sympatią. Choć nie zaczęłam szaleć na jego punkcie xD Natomiast główna bohaterka - Cassie - ech... Czasem miałam wrażenie, że ją rozumiem i na początku bardzo mnie bawiła swoimi takimi "przemyśleniami", ale im dalej, tym gorzej... Ta dziewczyna ma tylko JEDNO w głowie. Poświęca się swojej pasji, aktorstwie, temu nie przeczę, ale jednocześnie co chwilę musiała wtrącać jakieś swoje zboczone komentarze i kiedy czytało się o tym chyba po raz setny, naprawdę można mieć tego dość. Pozostali bohaterowie raczej się nie wyróżniali; gdzieś tam żyli sobie w tle i nie przyciągali wiele uwagi.

Spodobał mi się ten gif xD
Fabuła
Czułam, że od początku będę mieć spory problem z tą książką, ponieważ bardzo nie cierpię podziału na "kiedyś" i "teraz". Takie przeplatanie się przeszłości z teraźniejszością z jakiegoś powodu bardzo mnie irytuje, wolałabym, żeby te zdarzenia były poukładane chronologicznie, żebym sama mogła je odkrywać... A tak jest właśnie w Złym Romeo [to imię się odmienia?] i nie polubiłam tego zabiegu. Książka porusza oczywiście tematykę miłości, ale nie tylko. Mówi również o teatrze, aktorstwie, dążeniu do celu, zaufaniu... Leisa Rayven ciekawie opisała uczucie łączące Cassie i Ethana, nie było to może nic nowego, ale wydaje mi się, że nie o oryginalność chodzi w książkach tego typu, a właśnie o sposób opisywania miłości, zakochiwania się w sobie bohaterów. Autorka podołała temu zadaniu. Początkowo czułam się wciągnięta w fabułę, zainteresowana toczącymi się wydarzeniami, ale po jakimś czasie to wszystko zaczęło mnie po prostu... nudzić. Choć nie mam nic do zarzucenia relacji głównych bohaterów, to uważam, że w pewnym momencie autorka tak jakby stanęła w miejscu: opisywała tylko zbliżenia albo próby zbliżeń (xD brzmi dziwnie, ale nie będę wyjaśniać, o co dokładnie chodzi xD trzeba przeczytać książkę xD) Cassie i Ethana. Trochę więcej różnorodności i już byłoby lepiej. 


Kilka słów na koniec
Humor, humor i jeszcze raz humor! Sporo uratował, moim zdaniem. Co jakiś czas śmiałam się i to było cudowne! Nie wyobrażam sobie, jak bym odebrała tę książkę, gdyby nie była zabawna... Styl Laisy Rayven jest zwykły, młodzieżowy; autorka nie używa trudnego słownictwa. Co mi się na pewno spodobało, to motyw teatru, ten temat nieco mnie fascynuje i fajnie było o tym poczytać, zobaczyć, choć trochę, jak to wygląda "od kuchni". Narracja została prowadzona z pierwszej osobie, z perspektywy Cassie, w czasie teraźniejszym (kiedyś czas teraźniejszy baaardzo utrudniał mi czytanie, a dziś już się do niego przyzwyczaiłam i nie mam z nim problemów :D).
Zły Romeo nie jest złą książką. Rozumiem, dlaczego może się podobać. I nie mówię, że mi się nie podobała, ale mogłoby być trochę... lepiej. To fajna książka o młodych ludziach dla młodych ludzi, o rodzącym się uczuciu między bohaterami, które napotyka przeszkody. To książka, którą szybko się czyta. I choć potem trochę mnie znudziła, doceniłam humor, który sprawił, że całość pochłaniało się znacznie przyjemniej.

Ocena: 6/10



Za książkę bardzo dziękuję Justysi z bloga Z miłości do książek <3 <3







Czekam na Wasze wszelakie opinie i przemyślenia! Czytaliście? I jak Wam się podobało? Jak oceniacie Cassie? Co powiecie o uczuciu łączącym ją z Holtem? A może dopiero zamierzacie przeczytać? Albo nie? Dlaczego? :D (za każdym razem chcę Was zmusić do udzielenia mi szerszej opinii, a i tak nie zawsze mi się udaje xD)

Ponadto założyłam fanpage! Nie wiem, jak to z nim będzie, pożyjemy, zobaczymy xD
Zapraszam - Strefa czytania ^_^

wtorek, 5 września 2017

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer & Annie Barrows



Tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
Autor: Mary Ann Shaffer & Annie Barrows
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 252
Rok wydania: 2008 (ogólnie), 2010 (Polska)
Seria/cykl: -

Jest rok 1946. Juliet, młoda pisarka, objeżdża zniszczoną Anglię, promując swą książkę i szukając tematu do następnej. Przypadkiem dowiaduje się o małej wyspie Guernsey, na której istnieje dziwne Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Powołali je podczas wojny rolnicy i gospodynie, by uratować kilka osób przed aresztowaniem. Ale jak się ma literatura do placka z obierek? Zaciekawiona Juliet odwiedza Guernsey. Urzeczona przyrodą, ciszą a przede wszystkim serdecznością ludzi, postanawia osiąść na wyspie. Znajduje tu nie tylko kopalnię tematów, ale także miłość.


Bohaterowie
Powiem w najkrótszy i jednocześnie najprawdziwszy sposób: wspaniali! Nie mam żadnych zarzutów do ich kreacji, ponieważ jest ona: wielowymiarowa, autentyczna i ciekawa. Rozwijając ów trzy określenia - każda z postaci w powieści miała jakąś głębię, nie okazywała się jednoznaczna, była wyjęta jakby z prawdziwego życia i przeniesiona na karty książki. Nie znajdzie się tu również dwóch takich samych charakterów, panuje wśród nich różnorodność, co sprawia, że stają się oni interesujący. (zastanawiałam się nawet, czy Stowarzyszenie Miłośników... nie jest czasem na faktach, ale nigdzie nie znalazłam takiej informacji). Dla autorek nie ma różnicy - postać pierwszoplanowa czy drugoplanowa, ponieważ każda jest bardzo realna i dobrze wykreowana. Przechodząc do konkretów: bardzo polubiłam Juliet, to pełna życia kobieta, obdarzyłam też sympatią Isolę za jej zwariowane pomysły, a także Elizabeth zasługuje na moją sympatię i szacunek (niesamowita postać!).


Fabuła
Zacznę od samej formy książki. Otóż, jest to powieść epistolarna, to znaczy - napisana w formie listów. Osobiście taki zabieg mi nie przeszkadza, a po skończeniu Stowarzyszenia... chyba mogę nawet stwierdzić, że lubię taką formę. Jedno jest pewne: listy dodawały jeszcze więcej uroku całości! Bo uroku tej książce nie brakuje, jest szalenie klimatyczna. I uważam, że autorki zrobiły tu coś wspaniałego: napisały o wojnie z humorem! Pierwszy raz zapoznałam się z dziełem, które byłoby tak zabawne, a jednocześnie poruszające trudne tematy II wojny światowej. Udało im się zachować granicę pomiędzy humorem a powagą i to jest coś naprawdę wspaniałego, godnego uwagi! Nie oszczędzono tu przykrych, drastycznych, łamiących serce aspektów wojny, a jednocześnie były one napisane tak delikatnie, wplątane w opisy zabawnych sytuacji... Gdy skończyłam tę książkę, nie mogłam wyjść z podziwu. Oprócz tego Mary Ann Shaffer oraz Annie Barrows podejmowały również tematykę związaną z rodziną, miłością czy książkami. Żadnego z tych wątków nie spłaszczyły, a miłość głównej bohaterki do książek wywoływała uśmiech na twarzy i myślę, że umieszczenie czegoś takiego w treści było świetnym posunięciem ze strony autorek.


Kilka słów na koniec
Dawno nie czytałam już powieści, która tak bardzo mnie rozbawiła i jednocześnie złamała serce. Kilka razy miałam łzy w oczach i po raz kolejny zostałam uświadomiona, jaka II WŚ była okropna. Ogólnie nie do końca przepadam za czytaniem (czy oglądaniem!) o tym, bo - przyznaję - jestem na to zbyt wrażliwa i nie mogę potem... normalnie funkcjonować przez jakiś czas. Podobnie było też tutaj, ale absolutnie nie żałuję, że przeczytałam tę pozycję. Jest to optymistyczna, ciepła, zabawna, a jednocześnie smutna lektura. Co do stylu autorek również nie mam zastrzeżeń - nie znajdziemy tu zbędnych słów (zważając też na to, że to raptem 252 stron), wszystko zostało opisane w sposób interesujący oraz przepełniony emocjami. Chociaż jest jedna rzecz, którą mogłabym zarzucić tej powieści - pod koniec I części (została podzielona na dwie) zaczęło się już robić nieco nudnawo, ale na szczęście, trwało to krótko i zaraz po tym nastąpiła II część, która nie miała już ani jednego żmudnego momentu. 
Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek to cudowna powieść łącząca w sobie mnóstwo humoru i przygnębiające opisy dotyczące II wojny światowej. Bohaterowie są niesamowicie realni, a fabuła obfituje w kilka dobrze poprowadzonych, ciekawych wątków, których zgłębianie było czystą przyjemnością.
Polecam BARDZO! <3

Ocena: 8/10

Czy znacie tę książkę? A może czytaliście? <3 Jeśli nie - zamierzacie? 
Co sądzicie o powieściach epistolarnych? :D

Poza tym mam parę... ogłoszeń? xD (coś w tym stylu) 
Po pierwsze - dziękuję za tak duży odzew pod wcześniejszym postem! :o (tak, to ten, w którym się żalę xD) Gdybym wiedziała, że aby wywołać jakąś aktywność, wystarczy napisać coś takiego, już dawno bym to zrobiła! (żartuję oczywiście xD tak naprawdę jestem bardzo zaskoczona tym, co się tam stało i jeszcze raz dziękuję - poczułam się niezwykle zmotywowana!)
Po drugie, czas zanalizować ankiety, czyli sprawy, nad którymi się zastanawiałam :D Nie przechodzę na disqusa ;) I w komentarzach większość osób mi to odradzało, i ankieta również jest w większości głosów na "nie", więc... nie :D Natomiast co do fanpage'a... Jest sporo osób na "tak" i sporo osób na "nie", także sama podjęłam decyzję - będę go zakładać :D Jeszcze nie wiem, kiedy się za to zabiorę, ale cały czas planuję xD Nie jestem pewna, czy to w ogóle wypali, ale... spróbować zawsze warto ^_^
To tyle, dziękuję, że jesteście! ^_^ 

Wszystkie zdjęcia użyte w poście są mojego autorstwa.

sobota, 19 sierpnia 2017

O tym, jak mój blog umiera

Cześć. Dzień dobry. Witam. (a może Dobry wieczór, kto wie, jaką porą czytacie ten post... o ile ktoś go faktycznie czyta). Z tej strony Meredith. Tak, autorka. Wcale nie chciałam do Was pisać i przelewać na papier tego wszystkiego, co mi na sercu leży, ale spontanicznie utworzyłam ten post i jednak coś tworzę. W końcu to mój blog. Umierający blog, ale zawsze blog. (długo się również zastanawiałam, czy to opublikować. nie jestem do końca pewna, czy chcę się dzielić ze światem moimi uczuciami)


Pewnie zauważyliście (albo i nie) ostatnio moją... małą aktywność. Gdziekolwiek. Czy to na moim blogu czy na Waszych. Mówię 'ostatnio', ale tak naprawdę to trwa jakoś od paru miesięcy. (znaczy, nie oszukujmy się - już wcześniej miałam problemy z systematycznym odwiedzaniem Waszych blogów, ale zawsze jakoś dawałam radę). A wszystko zaczęło się od tego, że nadszedł drugi semestr klasy maturalnej i zostałam zawaloną nauką bardziej niż wcześniej. Z tego powodu miałam mniej czasu... na wszystko. Tak jak bloga jeszcze starałam się prowadzić, tworzyć posty, odpowiadać na komentarze, tak na odwiedzanie Waszych nie miałam już nie tylko czasu, ale i ochoty. 

Miesiąc maj był natomiast ironicznym miesiącem. To najlepszy czas pod względem aktywności w historii bloga. To dlatego że już się nie uczyłam i znalazłam bezcenne chwile, by zająć się tym miejscem.

Szkoda tylko że nie umiałam tego zatrzymać i pielęgnować.

Ponieważ myślałam, że w maju wszystko odżyło i wreszcie wróciło na dawny tor. Wchodziłam na Wasze blogi, czytałam je, prowadziłam swój. Więc kiedy pod koniec maja zrobiłam sobie przerwę, nie spodziewałam się, że t o się stanie. Powolna śmierć Strefy czytania.

Wszystko z powodu tego przykrego faktu, którego byłam świadoma, ale nigdy wcześniej nie bolało mnie to tak, jak teraz: nie odwiedzam Waszych blogów, więc nikt nie odwiedza mojego. W tym miejscu chciałabym podziękować tym nielicznym osobom, których sobie w głowie nazwałam (choć nie wiem, czy słusznie) stałymi czytelnikami, które komentowały moje posty od końca maja aż do teraz! Tak naprawdę w tym czasie tylko Wasze słowa powodowały, że nie opuściłam bloga na dobre.

Bo gdy raz zaznałam tego, że ktoś czyta moje twory, nie chcę z tego rezygnować. I kiedy to straciłam, straciłam też zapał, a moja pasja zmalała. CHCĘ, żeby ludzie czytali to, co piszę, ale nie dlatego że ja weszłam na ich blog, tylko dlatego że naprawdę ciekawi ich to, co myślę. Ha. Być może pragnę niemożliwego. 

Mój blog nigdy nie był popularny. Nigdy nie miał tysięcy wyświetleń. Ale wyrobiłam sobie pewną normę, cieszyłam się tym, co robię i dzieliłam się tą radością z Wami. Więc kiedy spadłam sporo ponad moją normę, po prostu ucięło mi to skrzydła. 

Nie chcę, żeby mi w komentarzach (chyba że takowe się nie pojawią...) mówiono, że nie mam się przejmować aktywnością czy liczbami. Ponieważ się przejmuję. Ponieważ brak choć tej minimalnej statystyki, poczucia, że ktoś docenia to, co tworzę, t r a c ę cały zapał, który towarzyszył mi (raz mniej, raz bardziej) przez te dwa i pół roku. 

Czy to takie dziwne, że chcę być doceniana? 

Nie mówię od razu, że pragnę sto tysięcy wyświetleń czy komentarzy. Nie. Pragnę tego mojego minimum, które tak ładnie się utrzymywało, a które straciłam. Pragnę ludzi, którzy odwiedzają mojego bloga, bo chcą. 

A najgorsze jest to, że nawet jak zamknę ten blog i opuszczę to miejsce, nikt nawet nie zauważy. Najgorsze jest to, że włożyłam w tę stronę całe moje serce. Najgorsze jest to, że starałam się pokazać tu siebie. Najgorsze jest to, że mam wrażenie, iż nikt tego nie dostrzega. Najgorsze jest to, że nawet nie umiem ostatecznie rozstać się z tym miejscem, bo za bardzo je kocham.

Najgorsze jest to, że w chwili obecnej, patrząc na moją Strefę czytania, czuję jednocześnie dumę, radość, ból i poczucie niespełnienia.





Przepraszam, że Was zarzucam moimi żalami, ale jestem skołowana. Zrobiło mi się jednak lepiej, kiedy to wreszcie z siebie wydusiłam. Powiedziałabym, że czekam na komentarze i że liczę na to, że mi powiecie, co myślicie, że się rozpiszecie w więcej niż jednym zdaniu, ale i tak rzadko to się dzieje. Będę więc milczeć.

sobota, 12 sierpnia 2017

Profesjonalny zwierzołak - Andriej Bielanin & Galina Czernaja


Tytuł: Profesjonalny zwierzołak
Autor: Andriej Bielanin & Galina Czernaja
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 413
Rok wydania: 2002 (ogólnie), 2009 (Polska)
Seria/cykl: -

Bo na tabuny bestii, wampirów i upiorów potrzeba fachowców.

Ona to rekin-ludojad w oceanie męskiego szowinizmu. Z aparycją rozpalającą nawet zombiaki i wdziękiem, od którego iskrzą cyborgi. Tylko, że po kolokwium z kulturoznawstwa dziabnął ją wilkołak i się popaprało. Na szczęście jest On - superheros, który działa na niewiasty z siłą bomby atomowej. Niestety beznadziejnie zakompleksiony z powodu imienia i mało komunikatywny - rozprawiać z nim o miłości to jak całować się z parowozem. Zatem cała nadzieja w Agencie 013, kocie ze słabością do intelektualnej dominacji, który chodzenie w butach uważa za pretensjonalne.
Możesz spodziewać się wszystkiego. Krwiożerczy rabin, niema gejsza, eskimos-spacerowicz - grunt to profesjonalny kamuflaż. 

Ta historia nie wywoła mrówek na plecach - one też zemdlały z wrażenia.


Bohaterowie
W Profesjonalnym zwierzołaku jest troje głównych bohaterów: Alina, Aleks i agent 013. Ten ostatni jest kotem... i do tego profesorem! Postacie te, podobnie jak fabuła, są nieco absurdalne i surrealistyczne (szczególnie kot...), co akurat całkiem mi się podobało. Ale oprócz tego wydają mi się tacy... niemrawi, słabo zarysowani. Alinę tolerowałam, ale koło 230 strony miałam jej dość. Jest po prostu głupia i ciągle histeryzuje! A na jej przemyślenia często reagowałam ciężkim westchnięciem i przewróceniem oczami. Aleks jest niecharakterystyczny. I nieciekawy. Jedynie agenta 013 polubiłam, gdyż był najbardziej interesujący (to gadający kot-profesor! no nie mogłabym nie obdarzyć go sympatią). Reszta bohaterów (dość sporo ich się przewinęło) zginęła w tłumie; nikt się nie wybił.


Fabuła
Jak już wspominałam, fabuła była dość absurdalna i surrealistyczna (i zastanawia mnie tylko, czy autorzy na pewno zrobili to celowo xDD). Wydarzenia nie toczyły się aż tak szybko, jakbym chciała, czasami były wręcz nużące i utrudniały mi czytanie, gdyż nie mogłam się w nie wciągnąć. To jeden z moich głównych zarzutów wobec tej pozycji - że się nie wciągnęłam. Absurd mnie śmieszył, ale sposób opisywania misji, na które udawali się bohaterowie, już niekoniecznie. Więcej konkretnej akcji, mniej niepotrzebnych, nudnych scen - i byłoby o wiele lepiej. Fajnym aspektem Profesjonalnego zwierzołaka była różnorodność istot fantastycznych, w które obfitowała książka - duchy, wampiry, wilkołaki, zjawy i wiele innych. Nie zabrakło także wątku miłosnego i... był tak tragicznie wykreowany, że aż nie mam ochoty tego komentować. Fabuła była więc absurdalna, czasami nużąca, niewciągająca, ale pomimo tego znalazły się interesujące momenty (misja we Francji!).



Kilka słów na koniec
Styl autorów stworzył tę całą absurdalną otoczkę - dobór słów, sposób opisywania. Początkowo mi się podobał, ale potem zaczął mnie trochę męczyć. Ale jest coś, co bardzo przypadło mi do gustu - humor! Ta książka potrafiła mnie rozbawić i pewnie gdyby nie to, odebrałabym ją o wiele gorzej. Nie czułam jednak większych emocji, czytając ją, a miejscami wręcz ją męczyłam. Humor naprawdę sporo uratował. Narracja jest pierwszoosobowa, z perspektywy Aliny. Tylko rozdziały mogłyby być nieco krótsze, bo te stanowczo były zbyt długie.
Profesjonalny zwierzołak jest więc absurdalną, humorystyczną, ale i nieco nużącą książką. Bohaterowie zostali słabo zarysowani, a fabuła miejscami mnie męczyła.

Ocena: 5/10

Czytaliście może? ^_^ Chętnie poznam Wasze zdanie w komentarzu! A jeśli nie czytaliście - chcielibyście? Co powiecie na absurd w książkach - jesteście fanami czy nie bardzo? :D
Wszystkie zdjęcia w poście są mojego autorstwa.

Tymczasem ja pewnie jadę właśnie do Krakowa! To miasto jest takie piękne! <3

sobota, 5 sierpnia 2017

Meredith Book TAG


Przychodzi taki dzień w życiu człowieka, w którym uświadamia sobie, że jest o rok starszy. Potocznie nazywa się go urodzinami. Im ma się więcej lat, tym bardziej to smuci (zwykle). Czasem mam wrażenie, że tylko dzieci cieszą się z urodzin, z możliwości dostania prezentów, z uwagi, jaką im wszyscy poświęcają... W każdym razie dziś jest ten dzień dla mnie. Sławny 5 sierpnia, kiedy to przyszłam na świat. 19 lat temu. Czy się cieszę, że skończyłam 19 lat? Nie. Bo ja lubię być dzieckiem i nie chcę dorastać, a z roku na rok coraz bliżej do tego. Urodziny tak naprawdę przestały mnie cieszyć w gimnazjum i chociaż co roku mam nadzieję, że będzie fajnie, to zwykle nie jest. Niby urodziny, a w istocie ot, zwykły dzień, jakich wiele w ciągu roku. Ale nie stworzyłam tego postu, żeby sobie ponarzekać, tylko chcę jakoś uczcić tę moją rocznicę! I wtedy wpadł mi do głowy ten jakże szatański pomysł z TAGiem... 
Zanim przejdziemy do rzeczy, zapraszam Was również na post z zeszłego roku 18 filmów animowanych, które są dla mnie ważne! Zaktualizowałam go, więc zupełnie na dole czeka na Was nowość! ^_^

Mam zaszczyt przedstawić Wam najbardziej samo uwielbiający, narcystyczny i egocentryczny TAG w historii TAGów!! Bo dziś są moje urodziny i dlaczego niby nie?! 
Zapraszam do czytania! <3


Wytłumaczenie: Marzenia składają się na sporą część mojej osobowości, więc nie mogło ich zabraknąć w kategoriach! Uwielbiam marzyć, o bardziej lub mniej realnych rzeczach, i robię to baaardzo często ^_^ (powstał nawet o tym post dawno temu, ale jeśli ktoś jest zainteresowany *KLIK*)

Rozwiązanie: Z książkami o spełnianiu marzeń zawsze mi się kojarzy TAŃCZĄCA Sarah Rubin, ale zawsze (albo przeważnie xD) podaję tę pozycję przy tego typu pytaniach i postaram się bardziej wysilić swoją mózgownicę xD Na myśl przyszły mi także ULUBIONE MOMENTY Adriany Popescu, ale choć książka była ok, nie zyskała mojego serca, więc szukam dalej :D ... Ok, nie wpadłam jednak nic innego xD 


Wytłumaczenie: Optymizm jest częścią mojego życia, czasem mniej, czasem bardziej, ale jedno jest pewne: nie wiem, co bym zrobiła bez myśli 'uda mi się'! Z pewnością częściej bym się poddawała i nie trwała przy swoich celach, a z myśleniem optymistycznym zawsze jestem na dobrej drodze ku ich spełnieniu (no, mój upór też nieco pomaga xD).

Rozwiązanie: Ta kategoria jest najgorsza, jakoś nie mam na nią pomysłu xD Chociaż... Z optymizmem kojarzy mi się nieco Lily z P.S. I LIKE YOU Kasie West, także na upartego chyba mogę ją tu przydzielić xD (ogólnie uwielbiam tę dziewczynę, jedna z moich ulubionych bohaterek literackich <3)


Wytłumaczenie: Dorosłość jest przereklamowana! Lubię być dziecinna i to mój wybór, czy jest w tym coś dziwnego? Być może xD Bycie dzieckiem daje mi więcej radości, a patrzenie na świat oczami dziecka więcej możliwości i pomysłów. [oczywiście umiem też być 'poważna' i 'dorosła', ale po co?!]

Rozwiązanie: Osobiście uwielbiam TAJEMNICĘ DOMU WRIGHTA Blue Balliett <3 Nie byłam czytającym dzieckiem, ale ta książka to wyjątek! Przeczytałam ją nawet dwa razy i to m.in. od niej wzięła mi się miłość do mapek xD Prawie nic już z niej, niestety, nie pamiętam, więc to dobry moment na reread!! <3


Wytłumaczenie: BAJKI!!!!!!!!!!!!

Rozwiązanie: SAGA KSIĘŻYCOWA!!!!!! [bez komentarza xD już chyba wszyscy powinni pamiętać, że jestem GIGANTYCZNĄ fanką tej serii xD <3]


Wytłumaczenie: Tu chyba nie trzeba nic tłumaczyć xD 

Rozwiązanie: Na myśl przychodzi mi bardzo przeze mnie lubiana ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK Markusa Zusaka. Czytałam ją dość dawno temu i wiele wydarzeń zatarło mi się już w pamięci :( Niedobrze! Trzeba by było kiedyś ją sobie odświeżyć! Filmu natomiast nie oglądałam, ale mam w planach xD


Wytłumaczenie: Serio, emotki (emoji, buźki, jak zwał, tak zwał) to życie! Bardzo, bardzo, bardzo je lubię. Nie lubię natomiast, gdy ktoś ich w ogóle nie wstawia xD Przez wiadomość trudno ocenić przecież nastrój tej osoby, intencje jej wypowiedzi. A emotki są jak zbawienie! Czasem może przesadzam z ich używaniem, ale mam skłonności do przesady w wielu różnych aspektach życia xD

Rozwiązanie: *wcale nie wymienię Sagi Księżycowej* Wiem!! BUNTOWNICZKA Z PUSTYNI stała się jedną z moich najukochańszych książek i serii, a emocji jest w niej aż nadto!! Inną przeczytaną przeze mnie serią, która wywołała we mnie mieszankę wielu uczuć są DARY ANIOŁA. Należę do fanów tej serii (choć przeczytałam trzy tomy + czwarty jestem w trakcie na chwilę obecną xD), a autorce zawdzięczam istny emocjonalny rollercoaster.


Wytłumaczenie: Śmiech to zdrowie! :D Śmieję się dużo i z różnych rzeczy... często takich, które innych wcale nie śmieszą... A kiedy już zacznę się śmiać, to często nie mogę przestać! Bo jak mnie już coś rozbawi, to porządnie... xD

Rozwiązanie: Z zabawną książką należącą do NA kojarzy mi się UKŁAD Elle Kennedy :D Nieraz parskałam śmiechem z zaistniałych sytuacji albo wypowiedzi bohaterów. Innymi takimi pozycjami są dwie książki R.S. Grey - THE ALLURE OF JULIAN LEFRAY i THE ALLURE OF DEAN HARPER, które są takimi komediami romantycznymi... :D Żadna z powieści tej pani chyba nie jest wydana w Polsce, a naprawdę szkoda! Oprócz tych dwóch przeczytanych, zapoznałam się jeszcze z trzema innymi: tyle że dwie zostały przeze mnie przeczytane jakoś do połowy xD W każdym razie zostałam fanką tej autorki i liczę na to, że kiedyś ktoś wyda u nas jakąś z jej książek... :D

Tym samym dobiegliśmy do nieuchronnego końca TAGu! Mam nadzieję, że jakoś przebrnęliście przez cały post i dobrze Wam się żyło w urodzinowym świecie Meredith xD Na banerku jestem ja, jeśli ktoś byłby ciekaw, tyle że w wersji animowanej :D To arcydzieło wykonała moja kochana przyjaciółka, której prace możecie znaleźć na instagramie @mylittledaisyflower <3 A dlaczego dinozaur? xD Bo dinozaury są super!! <3 xD

Na samiutki koniec pozwoliłam sobie nominować parę osób! <3


Do napisania, miłych wakacji, dzięki, że wpadliście xD <3

czwartek, 27 lipca 2017

Poradź sobie z książką TAG

Dostałam tę nominację sto lat temu od Kitty, a że nagle nabrałam ochoty na zrobienie TAGu, to wybrałam sobie ten i... do dzieła xD Pozwolę sobie skopiować zasady:

Polega on na wybraniu 8 książek, otwarciu każdej na dowolnej stronie i odczytaniu pierwszego czasownika od góry, z lewej strony. (czasem można przeskoczyć o jakiś wyraz, tak, by łatwiej było nam dopasować go do kategorii :)). Właśnie to jest nasza wskazówka. Teraz wystarczy tylko, zgodnie z kolejnością pytań, dopasować do problemu i voila! nasz poradnik na życie jest gotowy!

Brzmi naprawdę ciekawie, a co z tego wyjdzie - się okaże! Zapraszam do czytania :D

JAK ZMIENIĆ ŻARÓWKĘ?


Cinder Marissa Meyer

Nic prostszego - należy drgnąć w oburzeniu, że coś jest nie tak z żarówką, a kogoś z pewnością ów drgawki przestraszą i żarówka zostanie wymieniona dla świętego spokoju.

JAK UPIEC CIASTO?


P.S. I like you Kasie West

Wystarczy po prostu zerknąć na przepis i piec według wskazówek, jakie się w nim znajdują.

JAK NAPOMPOWAĆ KOŁO W ROWERZE?


Obsydian Jennifer L. Armentrout

Jest na to bardzo łatwy sposób - trzeba rozpoznać pompkę w garażu i za jej pomocą napompować koło.

JAK DOSTAĆ 5 Z TESTU?


Fałszywy książę Jennifer A. Nielsen

Kiedy zaprowadzisz porządek w swojej organizacji czasu, znajdziesz chwilę na naukę, a wiadomo, że nauczenie się materiału to 5 z testu! 

JAK SZYBKO POSPRZĄTAĆ POKÓJ?


Obca Diana Gabaldon

Jedno jest pewne: jeśli chcesz szybko posprzątać pokój, nie możesz spać! Należy raczej zabrać się do roboty... 

JAK SCHUDNĄĆ?


Tajemnice domu Wrighta Blue Balliett

Najlepszym sposobem na schudnięcie jest jedna rzecz: dieta i ćwiczenia! Wystarczy uzgodnić, kiedy będziesz ćwiczyć i jakie dania chcesz jeść! 

JAK NAPRAWIĆ ZEPSUTĄ PRALKĘ?


Wyklęta Joss Stirling

Możesz starać się, ile chcesz, ale obawiam się, że to może być za mało. Najlepiej zadzwonić po jakiegoś fachowca...

JAK MIEĆ WIĘCEJ CZASU NA CZYTANIE?


The call. Wezwanie Peadar O'Guilin

Trzeba po prostu obserwować otoczenie - i w momencie, w którym uznasz, że dany obowiązek możesz wykonać później - czytaj! :D

Niech wszyscy czują się nominowani! <3 Jak Wam się podobało? xD 
Jak Wam wakacje mijają? ^_^
Ponadto przypominam o trwającej ankiecie po prawej stronie ^_^